Rozczochrane opowieści dworskie Skryby – PGR Podlasie

PGR Podlasie

Poranki u Zygmunta zaczynały się zwykle podobnie. Król siedział przy stole w papuciach i szlafroku, przed nim stało wiaderko kawy, której zawartość mogła postawić na nogi człowieka wyłącznie dzięki ilości rozpuszczonego w niej cukru, a Bona kończyła swoją małą czarną. Ja pełniłem funkcję dostawcy wiadomości ze świata, co sprowadzało się głównie do przynoszenia świeżego wydania Kuryera Dworskiego i wysłuchiwania uwag monarchy na temat poziomu współczesnego dziennikarstwa.

Tego ranka wystarczyło kilka chwil, żeby poziom ów został oceniony wyjątkowo nisko.

Zygmunt rozłożył gazetę, przeczytał nagłówek i prychnął.

– Debil.

Nie zareagowałem. Z doświadczenia wiedziałem, że pierwszych królewskich ocen prasy nie należy traktować osobiście. Mogły dotyczyć autora, redaktora, zecera albo człowieka, którego nazwisko pojawiło się w artykule. Dopiero drugie debil pozwalało zwykle zawęzić krąg podejrzanych.

– Kompletny debil.

Teraz zaczynałem się już niepokoić.

Zygmunt potrząsnął gazetą.

– Skryba, kto to redaguje?

– Nie wiem, Wasza Królewska Mość.

– No właśnie. Dowiedz się i utnij mu uszy. Po co pustej głowie uszy?

Uznałem, że dalsze wyjaśnienia mogą jedynie pogorszyć moją sytuację.

– Posłuchaj, Bronciu. Trudna sytuacja na Podlasiu. Narastające niezadowolenie szlachty ziemi bielskiej. Skargi mieszczan. Konflikt wokół sądów w Brańsku. Możliwe wystąpienia przeciwko miejscowemu zarządcy. – Stary opuścił gazetę. – Kogo to obchodzi?

Bona odstawiła filiżankę.

– Mnie.

– Bo ciebie wszystko obchodzi.

– A ciebie najwyraźniej nic.

Zygmunt zignorował uwagę i ponownie spojrzał na gazetę.

– Przecież my mamy własne problemy. Po co Kuryer Dworski zajmuje się jakimiś ruchawkami na saharyjskich stepach? Co króla Polski i jego poddanych obchodzi Podlasie? Sezon ogórkowy się zaczął i najwyraźniej nie mają już o czym pisać.

Spojrzałem na Bonę.

Bona spojrzała na mnie.

W jej oczach pojawiło się coś, co kazało mi odsunąć się jeszcze o dwa kroki od stołu. Przez kilka ostatnich poranków nauczyłem się już, że kiedy królowa milknie, rozsądny człowiek powinien zwiększyć odległość od miejsca przyszłych działań wojennych.

– Zygmuś…

– No? – Zygmunt zastygł w pół ruchu jak spłoszone zwierzę.

– Gdzie według ciebie leży Podlasie?

Stary wzruszył ramionami.

– Eeeeee… Gdzieś na południu?

– Jak daleko?

– Bardzo daleko. Sahara, Sahel, te okolice. Wielbłądy, piach, Beduini. Nie wiem dokładnie. Od geografii mam ludzi.

Bona przewróciła oczami, co nie wróżyło niczego dobrego.

– Skryba!

– Tak, Wasza Królewska Mość?

– Mapa! Natychmiast!

Podałem jej mapę.

Królowa rozłożyła ją na stole i stuknęła palcem.

– Tu jest Kraków.

– Wiem. No i co z tego? Ładny lakier. Podoba mi się, Bronciu.

– Cieszy mnie to. Tu Warszawa.

– Bronciu… a może…

– Tu Wilno. A tu, Robaczku, jest Podlasie.

Zygmunt pochylił się nad mapą.

– Tutaj?

– Tutaj.

– To przecież nasze.

– Brawo. Ynteligentna uwaga.

Stary spojrzał na mnie.

– Czemu nie napisali, że to nasze?

– Uznali widocznie, że Czytelnicy wiedzą.

– Czytelnicy może wiedzą. Król ma ważniejsze rzeczy na głowie.

Bona zabrała mapę.

– I właśnie dlatego mamy problem.

Nie było już żartu w jej głosie. Przysunęła do siebie Kuryera i położyła palec na artykule.

– To nie jest żadna ruchawka na Saharze. To efekt wieloletnich zaniedbań. Skargi przychodzą od dawna. Szlachta ma dość Gasztołda. Mieszczanie mają go dość. W Brańsku zaczyna się wojna o wolne sądy, a ty za każdym razem każesz sprawę odłożyć albo odsyłasz ją do Trybunału.

Zygmunt wyprostował się.

– Ja?

– Ty.

– Niemożliwe. To my mamy Trybunał?

– Mamy.

– A kto w nim zasiada?

Bona westchnęła.

– Kuchmistrzyni i ten gościu podobny do King Konga.

Stary przez chwilę próbował sobie przypomnieć.

– Aaaa… To ten Trybunał.

– Ten.

– To wszystko w porządku. Niech rozpatrują.

– Właśnie rozpatrują.

– I?

– Rozpatrują.

– Czyli działa.

– Jak żaden inny.

Nie zamierzałem uczestniczyć w tym sporze. Niestety Bona właśnie spojrzała na mnie.

– Skryba?!

– Ja tylko przynoszę gazetę. Proszę nie zabijać posłańca. Plissss.

Królowa sięgnęła po leżący obok plik dokumentów.

– Pierwsza skarga. Odłożona. Druga. Odłożona. Monit. Do rozpatrzenia później. Następny monit. Po świętach. Kolejny. Po sejmie. Następny. Po polowaniu. A ten? W trybie kontroli prewencyjnej wysłany do Trybunału.

Przyjrzała się dopiskowi i zaczęła czytać po łacinie. Powoli, z namaszczeniem i na tyle długo, że Zygmunt zdążył dopić pół wiaderka kawy.

– Czyli? – zapytał w końcu.

– Że zajmą się tym, kiedy uznają, że należy się tym zająć.

– A kiedy uznają?

– Jak przestanie być potrzebne.

Stary pokiwał głową.

– Czyli procedura działa.

– Wzorcowo.

Odłożyła dokument.

– I tak od lat.

Zygmunt patrzył na papiery coraz mniej pewnie.

– Dużo tego?

– Wystarczająco, żeby przestać udawać, że problemu nie ma.

Stary westchnął.

– Wezwijcie kogoś z kancelarii.

Sekretarz królewski pojawił się kilkanaście minut później. Wyglądał jak człowiek, który już w drodze zdążył się dowiedzieć, czego dotyczy wezwanie, i całą trasę wykorzystał na poszukiwanie odpowiedzi nieprowadzącej bezpośrednio na szafot.

Zygmunt rzucił przed nim gazetę.

– Co to jest?

Sekretarz przeczytał nagłówek.

– Ten szmatławiec? To Kuryer Dworski, Wasza Królewska Mość.

Nie skomentowałem. Tego ranka liczba ludzi kwalifikujących się do utraty uszu rosła niepokojąco szybko.

– Widzę, że Kuryer! Co to za burdel na Podlasiu?

– Sprawa jest nieco skomplikowana.

– Od kiedy?

Sekretarz zawahał się.

– Od pewnego czasu.

Bona chrząknęła.

– Od kilku lat – poprawił się.

– I nikt nic z tym nie zrobił?

Sekretarz spuścił wzrok.

Teraz rozpoczęło się tłumaczenie. Dobra królewskie. Zastawy. Uprawnienia wojewody. Dochody. Roszczenia. Skargi miejscowej szlachty. Protesty mieszczan. Sądy w Brańsku. Z każdym kolejnym zdaniem mina Zygmunta stawała się coraz bardziej ponura, a ja zaczynałem rozumieć, że PGR Podlasie był przedsiębiorstwem znacznie większym, niż sugerowała jego nazwa.

– Czyli ziemia jest nasza? – upewnił się w końcu Stary.

– Królewska – odpowiedział ostrożnie sekretarz.

– Czyli nasza.

– W pewnym sensie.

– A korzysta wojewoda?

– Tak.

– Pobiera dochody?

– Tak.

– A nam płaci?

Sekretarz rozpoczął dłuższy wywód dotyczący natury prawnej zastawu, praw do dóbr i zobowiązań, które narosły wokół nich przez lata. Mówił również coś o Koronie, Wielkim Księstwie Litewskim i kompetencjach tamtejszych urzędów, ale Zygmunt wyraźnie przestał słuchać w chwili, gdy zrozumiał, że ktoś czerpie dochody z ziem, które on uważał za swoje.

Sekretarz dostrzegł wyraz twarzy monarchy i zrezygnował z dalszego wykładu.

– Najprościej rzecz ujmując… leasing, Wasza Królewska Mość.

Zygmunt od razu się ożywił.

– Leasing? Ziemia moja, on użytkuje, kasa powinna się zgadzać. Ile jest do odzyskania?

Sekretarz podał sumę.

Zygmunt zamarł.

– Ile?!

Sekretarz powtórzył.

Stary usiadł.

– Bronciu… przecież to fortuna.

– Wiem.

– Za co?

– Za lata udawania, że problemu nie ma.

Zygmunt spojrzał na sekretarza.

– Wzywaliście go do rozliczenia?

– Wielokrotnie.

– I?

Sekretarz ponownie się zawahał.

– Pan wojewoda przedstawił stanowisko.

– Jakie?

Cisza zrobiła się nagle bardzo interesująca.

– Mów.

– W tłumaczeniu na język mniej dworski pan wojewoda zasugerował, aby Wasza Królewska Mość pocałowała go w miejsce, do którego światło słoneczne zwykle nie dociera.

Zygmunt otworzył usta.

Sekretarz mówił dalej, skoro i tak nie miał już nic do stracenia.

– Polecił również przekazać, że pieniędzy nie ma, nie będzie i chciałby wiedzieć, co Wasza Królewska Mość zamierza mu w związku z tym zrobić.

Zapadła cisza.

Stary zrobił się czerwony.

Potem jeszcze bardziej czerwony.

– On powiedział królowi Polski, żeby go pocałował w dupę?!

– W dużym uproszczeniu.

– I że kasy nie odda?!

– Tak.

– I nie boi się, że mu coś zrobię?!

– Najwyraźniej nie.

Zygmunt zerwał się z krzesła.

– Ja mu pokażę, co mu zrobię! Wojsko! Konfiskata! Aresztować! Powiesić! Gdzie on jest?!

– W Wilnie – powiedziała spokojnie Bona.

– To aresztować w Wilnie!

– A kto ma go aresztować?

Stary spojrzał na nią.

– Wojewoda wileński!

– Olbracht jest wojewodą wileńskim.

Zygmunt zamrugał.

– To kanclerz!

– Olbracht jest wielkim kanclerzem litewskim.

Stary zamilkł.

– Ten człowiek nie ma jakiegoś normalnego stanowiska?

– Ma wszystko i wszystkich w głębokim poważaniu.

To wiele wyjaśniało. Korona i Wielkie Księstwo Litewskie miały wspólnego monarchę, ale nie były jednym państwem zarządzanym z jednego biurka. Miały własne urzędy, prawa i możnych, a Gasztołd nie był jakimś prowincjonalnym ekonomem, którego można było wyrzucić z folwarku za pomocą jednego królewskiego pisma. Był wojewodą wileńskim, wielkim kanclerzem litewskim i jednym z najpotężniejszych ludzi Wielkiego Księstwa.

Cała podlaska układanka była zresztą równie osobliwa. Ziemie, o których właśnie rozmawiali, były dobrami królewskimi, lecz przez system zastawów znalazły się w rękach litewskiego magnata. Podlasie leżało na styku dwóch porządków, a granica między tym, co królewskie, koronne, litewskie i po prostu należące do człowieka dostatecznie bogatego, by uważać je za własne, bywała dla niewtajemniczonych równie przejrzysta jak kawa Zygmunta.

Stary najwyraźniej zaliczał się do niewtajemniczonych.

Opadł na krzesło.

– To co ja mam zrobić?

Bona dopiła kawę.

– Nic.

Spojrzał na nią podejrzliwie.

– Jak to nic? Ja tego nie mogę puścić płazem. To obraza majestatu!

– Ja to załatwię.

Stary patrzył na żonę przez chwilę, po czym parsknął śmiechem.

– Ty?

– Ja.

– Z Gasztołdem?

– Z Gasztołdem.

– Bronciu, ten człowiek właśnie kazał królowi Polski pocałować się w dupę.

– Tobie kazał. O mnie nic nie wspomniał.

Uznałem, że w tym momencie najlepiej będzie zainteresować się gazetą.

– A gdzie haczyk? – zapytał w końcu Zygmunt.

Bona nie odpowiedziała od razu. Podeszła do mapy i przesunęła palcem po ziemiach między Mazowszem a Wielkim Księstwem Litewskim.

– PGR Podlasie.

– Co z nim?

– Jeśli odzyskam dobra i rozliczę Gasztołda, dostaję je w dożywotnie użytkowanie.

Stary spojrzał na mapę.

– Wszystkie?

– Bielsk. Brańsk. Suraż. Narew. Kleszczele. I to, co uda się uporządkować dalej.

– A może Grodno też chcesz?

Bona wzruszyła ramionami.

– Może być.

Zygmunt popatrzył na nią, potem na mapę, a następnie na sekretarza. Sekretarz bardzo starannie unikał jego wzroku.

W końcu król machnął ręką.

– A bierz. Jak chcesz, to i Niderlandy.

Bona uniosła brew.

– Niderlandy czy Inflanty?

– A co to za różnica?

– Tak po prostu?

– Bronciu, jeżeli wyciągniesz od Gasztołda choć połowę tego, co jest winien, dam ci Podlasie, Grodno i jeszcze kawałek puszczy. A co. Stać mnie na królewski gest.

Widać było, że nie wierzył, iż jej się uda. Być może właśnie dlatego tak łatwo przyszło mu rozdawanie ziem, których jeszcze godzinę wcześniej szukał na Saharze.

Bona wyciągnęła rękę.

– Umowa?

Zygmunt uścisnął ją.

– Umowa.

Królowa zebrała dokumenty.

Stary patrzył za nią przez chwilę. Potem uśmiechnął się szeroko.

– To co, Bronciu… skoro już załatwiliśmy interesy, może wrócimy do sypialni i doklepiemy darowiznę?

Bona zatrzymała się w drzwiach i spojrzała na niego.

– Oj, Stary. Dopiero wałki z głowy zdjęłam i okropnie mnie boli.

Wyszła.

Zygmunt siedział przez chwilę bez słowa. Potem spojrzał na mnie.

– Skryba?

– Tak, Wasza Królewska Mość?

– Tego w Kuryerze nie będzie. Zero kontrolowanych przecieków. Bo skończysz jak Azja Tuhajbejowicz.

Złożyłem gazetę.

– Oczywiście, Wasza Królewska Mość. Dyskrecja to moje drugie imię.

I właśnie dlatego, pięćset lat później, mogę o tym spokojnie opowiedzieć.

Jeśli dotarłeś do końca tego opowiadania, to już wielki plus dla mnie jako autora. Jeśli postawisz mi kawę, potraktuję ją nie tylko jako podziękowanie za wspólnie spędzony czas, ale również jako mały impuls, że warto pisać dalej, bo gdzieś po drugiej stronie ekranu ktoś czeka na następne opowiadanie.

☕ Postaw kawę Skrybie

4 odpowiedzi na “Rozczochrane opowieści dworskie Skryby – PGR Podlasie”

  1. Awatar Frania
    Frania

    Jeju!!!!nic tylko czytac i dostawać dobry humor,Skryba zajebisty!!!!

    1. Awatar Skryba

      wrodzona nieśmiałość oraz nabyta skromność, nie pozwalają mi temu zaprzeczyć Franiu 😀

  2. Awatar Marzena
    Marzena

    Czyta się świetnie , dzięki za poprawę humoru 😅

    1. Awatar Skryba

      do usług Szanownej Pani. 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *