Opis
Tu czas płynie wolniej i życie jest pełniejsze…
Dziesiąty album powstał z potrzeby odpowiedzi na zdanie, które słyszałem przez lata niezliczoną ilość razy. Mówiono, że na Podlasiu czas się zatrzymał. Uśmiechałem się wtedy, bo wiedziałem, że to tylko pozory.
Czas tutaj nigdy się nie zatrzymał.
On po prostu nie biegnie.
Nie ściga się z kalendarzem, nie odmierza dni kolejnymi terminami i obowiązkami. Płynie spokojnie, swoim rytmem, jak Narew i Bug. Nie ogląda się na wielkie miasta, na ich pośpiech i nieustanną pogoń za czymś, co jutro i tak okaże się nieważne. Może właśnie dlatego człowiek, który przyjeżdża tu po raz pierwszy, ma wrażenie, że przekroczył niewidzialną granicę. Jakby znalazł się w świecie, który pamięta jeszcze czasy, gdy ludzie częściej patrzyli sobie w oczy niż w zegarki.
A przecież Podlasie zmienia się tak samo jak cały świat.
Doba nadal ma dwadzieścia cztery godziny, dzieci dorastają, starzy ludzie odchodzą, a domy, które przez dziesięciolecia były częścią krajobrazu, znikają jeden po drugim. Drewniane ściany ustępują miejsca styropianowi, stare dachy blachodachówce, a kapliczki, które pamiętały kilka pokoleń mieszkańców, coraz częściej giną w cieniu nowych ogrodzeń i klinkierowych murów.
Nie ma w tym buntu przeciwko zmianom. Świat zawsze się zmieniał i zawsze będzie się zmieniał. Jest jedynie cicha potrzeba zatrzymania tego, co jeszcze trwa. Ocalenia obrazu miejsc, które za kilka czy kilkanaście lat mogą wyglądać już zupełnie inaczej. Fotografia ma tę niezwykłą właściwość, że potrafi zatrzymać chwilę, zanim stanie się wspomnieniem.
Dlatego ten album jest dla mnie czymś więcej niż kolejnym zbiorem zdjęć i gawęd. Jest próbą zachowania świata, który przez lata stawał się częścią mojego własnego życia. Świata, do którego wracałem nie dlatego, że musiałem, lecz dlatego, że zawsze czułem się tu jak u siebie.
Przez wiele lat patrzyłem na Podlasie z wysokości ludzkiego wzroku. Tym razem po raz pierwszy wzniosłem się ponad drogi i pola. Dron pozwolił zobaczyć krajobraz z perspektywy, o której wcześniej mogłem jedynie marzyć. Nagle rzeki zaczęły przypominać srebrne wstęgi, wsie rozsypane między lasami ukazały swój prawdziwy układ, a cerkwie i kościoły znów stały się tym, czym były od wieków – punktami odniesienia dla ludzi żyjących na tej ziemi.
Nie zrezygnowałem jednak z fotografii robionych z poziomu drogi. To właśnie tam bije serce Podlasia. W cieniu drewnianych domów, przy starych płotach, na piaszczystych drogach, na których łatwiej spotkać bociana niż samochód. Tam człowiek nie tylko ogląda krajobraz. Tam staje się jego częścią.
Ten album jest chyba najbardziej osobistym spośród wszystkich, które dotąd powstały.
Jest w nim zachwyt nad miejscami, które nie potrzebują fajerwerków, aby zachwycać. Jest wdzięczność wobec ludzi, których spotkałem po drodze. Jest także odrobina smutku wynikającego ze świadomości, że nic nie trwa wiecznie i że każda kolejna podróż jest jednocześnie pożegnaniem z Podlasiem, które już nigdy nie będzie dokładnie takie samo.
Bo nie ma miejsc całkowicie niewinnych. Każda ziemia nosi ślady dawnych wydarzeń, ludzkich wyborów, radości i tragedii. Historia pozostawia blizny, których nie widać na pierwszy rzut oka, lecz które potrafią odezwać się w najmniej spodziewanym momencie. Nie uciekam od tych opowieści, ale też nie pozwalam, by przesłoniły piękno tego świata.
Chciałbym, aby ten album był przede wszystkim zaproszeniem. Do wolniejszego spojrzenia. Do uważniejszego podróżowania. Do dostrzeżenia rzeczy, które mijamy każdego dnia, przekonani, że będą czekały na nas zawsze.
Bo właśnie one odchodzą najciszej.






Opinie
Na razie nie ma opinii o produkcie.