Oby jeszcze jeden rok

Z notatek Skryby



Santa Caterina del Sasso jest niewielka. Przycupnęła na skale nad Lago Maggiore i patrząc na nią z jeziora, można odnieść wrażenie, że trzyma się jej kurczowo, jak człowiek, który nagle poczuł, że grunt usuwa mu się spod nóg. Nie ma w niej potęgi mediolańskiej katedry ani rozmachu pałaców Boromeuszy. Jest skała, trochę starych murów i ogrom wody pod nimi. Jakby wszystko, co zbędne, ktoś dawno stąd usunął.

Może dlatego właśnie tutaj przypomina się historia Alberta Besozziego. Bogatego kupca, człowieka, któremu zapewne niewiele brakowało i który, jak wielu ludzi przed nim i po nim, mógł sądzić, że pieniądze dają przynajmniej pewną przewagę nad losem. Aż pewnego dnia znalazł się na jeziorze podczas burzy i nagle cały jego majątek przestał mieć znaczenie. Można mieć dom, ziemię, pełną sakiewkę i towary warte fortunę, ale kiedy łódź nabiera wody, człowiek bardzo szybko odkrywa, jak niewiele z tego może zabrać ze sobą na dno.

Skryba znał takie chwile. Zapewne znało je również wielu jego Czytelników. Chwile, kiedy człowiek bez wahania oddałby ostatni grosz, wszystkie oszczędności i wszystko, czego dorabiał się przez lata, gdyby tylko mógł w zamian kupić sobie albo komuś bliskiemu jeszcze jeden rok życia. Nagle dom pozostaje tylko domem, samochód samochodem, pieniądze cyframi zapisanymi na koncie. Wszystko nadal ma swoją cenę, tylko to, czego pragniemy najbardziej, okazuje się bezcenne.

Oby jeszcze jeden rok.

Jeden rok.

Trzysta sześćdziesiąt pięć poranków. Kilka świąt. Jedno lato. Może jeszcze jedna podróż, której ciągle nie mieliśmy czasu odbyć. Jedno spotkanie z człowiekiem, do którego od dawna zamierzaliśmy zadzwonić. Tyle razy odkładaliśmy to na później, bo przecież będzie jutro, następny tydzień, przyszłe wakacje. Dopiero kiedy ktoś powie nam, że tego później może już nie być, jeden rok zaczyna wyglądać jak niewyobrażalne bogactwo.

Skryba długo patrzył na niewielkie sanktuarium uczepione skały. Pomyślał, że człowiek właściwie przez całe życie robi dokładnie to samo. Trzyma się swojej skały. Majątku, pracy, pozycji, przyzwyczajeń, wspomnień i ludzi. Czasami także resztek godności. Trzyma się mocno, bo pod nim rozciąga się coś, czego nie potrafi zrozumieć i czego, choćby bardzo się starał, zwyczajnie po ludzku się boi.

Besozzi przeżył.

Według tradycji po burzy nie wrócił już jednak do dawnego życia. Zamieszkał tutaj, na skale nad jeziorem. Można powiedzieć, że gotów był oddać wszystko za jeszcze jeden dzień, choć dostał ich zapewne znacznie więcej. Skryba nie wiedział, czy sam potrafiłby zrobić to samo. Łatwo bowiem składa się obietnice, kiedy fale przelewają się przez burtę. Znacznie trudniej pamiętać o nich później, gdy znowu świeci słońce.

Może właśnie dlatego przyjechał tutaj na końcu swojej włoskiej wędrówki.

A może nie.

Ostatnio coraz częściej myślał o czasie. O książkach, które napisał, miejscach, które zobaczył, fotografiach, które zrobił, i ludziach, których spotkał. O tych, którzy nadal byli obok, i tych, których nie zdążył przeprosić. Może dlatego w ogóle pisał. Powstał Revenant, wcześniej Cicha kobieta, kolejne gawędy i albumy. Być może każdy z nich był tylko kolejnym sposobem powiedzenia światu: byłem tutaj.

Człowiek lubi przecież wierzyć, że można wrócić. W książce, fotografii, czyjejś pamięci. W opowieści przeczytanej przez kogoś wiele lat później.

Tylko czy naprawdę tak bardzo powinno nam zależeć na tym, żeby po nas pamiętano?

Skryba popatrzył jeszcze raz na Santa Caterina. Małą, kruchą, uczepioną skały nad ogromem jeziora. Potem pomyślał o swoich Czytelnikach. Nie wiedział, ilu z nich przeczyta tę opowieść do końca. Nie wiedział nawet, czy ktokolwiek ją kiedyś przeczyta. Nie wiedział również, jak długo sam będzie jeszcze pisał. Czy powstanie kolejna gawęda, książka albo album?

Tego nie wiedział.

Wiedział natomiast coś, czego przez większą część życia nie chciał przyjąć do wiadomości.

Nie można kupić jeszcze jednego roku.

Możemy jedynie nie zmarnować tego, który jeszcze mamy.

Jeśli dotarłeś do końca tego opowiadania, to już wielki plus dla mnie jako autora. Jeśli postawisz mi kawę, potraktuję ją nie tylko jako podziękowanie za wspólnie spędzony czas, ale również jako mały impuls, że warto pisać dalej, bo gdzieś po drugiej stronie ekranu ktoś czeka na następne opowiadanie.

☕ Postaw kawę Skrybie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *