{"id":648,"date":"2026-07-05T08:12:12","date_gmt":"2026-07-05T08:12:12","guid":{"rendered":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/?page_id=648"},"modified":"2026-10-12T13:51:06","modified_gmt":"2026-10-12T13:51:06","slug":"iluzja","status":"publish","type":"page","link":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/iluzja\/","title":{"rendered":"Iluzja"},"content":{"rendered":"\n<figure class=\"wp-block-image aligncenter size-large is-resized\"><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" width=\"768\" height=\"1024\" src=\"https:\/\/kuryerdworski.pl\/wp-content\/uploads\/2026\/10\/iluzja-768x1024-1.jpg\" alt=\"\" class=\"wp-image-807\" style=\"width:auto;height:500px\" srcset=\"https:\/\/kuryerdworski.pl\/wp-content\/uploads\/2026\/10\/iluzja-768x1024-1.jpg 768w, https:\/\/kuryerdworski.pl\/wp-content\/uploads\/2026\/10\/iluzja-225x300.jpg 225w, https:\/\/kuryerdworski.pl\/wp-content\/uploads\/2026\/10\/iluzja-1152x1536.jpg 1152w, https:\/\/kuryerdworski.pl\/wp-content\/uploads\/2026\/10\/iluzja-1536x2048.jpg 1536w, https:\/\/kuryerdworski.pl\/wp-content\/uploads\/2026\/10\/iluzja-600x800.jpg 600w, https:\/\/kuryerdworski.pl\/wp-content\/uploads\/2026\/10\/iluzja-scaled.jpg 1920w\" sizes=\"auto, (max-width: 768px) 100vw, 768px\" \/><\/figure>\n\n\n\n<p class=\"has-text-align-center wp-block-paragraph\"><strong>Iluzja<\/strong><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Od wielu lat aparat by\u0142 przed\u0142u\u017ceniem mojego spojrzenia. Nawet kiedy nie podnosi\u0142em go do oka, patrzy\u0142em tak, jakbym wci\u0105\u017c mia\u0142 przed sob\u0105 wizjer. \u015awiat rzadko uk\u0142ada\u0142 mi si\u0119 w ca\u0142o\u015b\u0107. Widzia\u0142em go raczej we fragmentach. W zagi\u0119ciu cienia na \u015bcianie. W d\u0142oni zaci\u015bni\u0119tej na papierowym kubku. W twarzy, kt\u00f3ra na moment traci\u0142a czujno\u015b\u0107, zanim zn\u00f3w przybra\u0142a wyuczony wyraz. Ludzie mijali mnie codziennie setkami, ale tylko niekt\u00f3rzy zatrzymywali si\u0119 we mnie na d\u0142u\u017cej. Jeszcze mniej udawa\u0142o mi si\u0119 ocali\u0107.<br>Tego dnia sta\u0142em oparty o s\u0142up og\u0142oszeniowy i fotografowa\u0142em go\u0142\u0119bie.<br>Nie dlatego, \u017ce by\u0142y szczeg\u00f3lnie ciekawe. Po prostu lubi\u0142em czasem \u0107wiczy\u0107 oko na rzeczach ma\u0142ych, zwyczajnych, takich, kt\u00f3re wi\u0119kszo\u015b\u0107 ludzi uznaje za niewarte uwagi. Kilka szarych ptak\u00f3w kr\u0119ci\u0142o si\u0119 przy kraw\u0119\u017cniku, napuszone od ch\u0142odu, zaj\u0119te swoim drobnym, ptasim \u017cyciem. Zrobi\u0142em jedno uj\u0119cie, potem drugie. Oba poprawne, oba martwe. Ju\u017c mia\u0142em opu\u015bci\u0107 aparat, kiedy przesun\u0105\u0142em obiektyw troch\u0119 w lewo.<br>Za szyb\u0105 kawiarni siedzia\u0142a kobieta.<br>Gdybym spojrza\u0142 na ni\u0105 bez aparatu, mo\u017ce przeszed\u0142bym obok. Nie by\u0142o w niej nic z tych kobiet, za kt\u00f3rymi ludzie ogl\u0105daj\u0105 si\u0119 odruchowo. \u017badnej ostentacyjnej urody, \u017cadnej twarzy domagaj\u0105cej si\u0119 podziwu. Siedzia\u0142a sama przy ma\u0142ym stoliku pod oknem, w ciemnym swetrze, z d\u0142oni\u0105 owini\u0119t\u0105 wok\u00f3\u0142 fili\u017canki. Twarz mia\u0142a spokojn\u0105, ale nie w tym dobrym sensie. Raczej jak kto\u015b, kto zbyt d\u0142ugo \u0107wiczy\u0142 si\u0119 w oboj\u0119tno\u015bci. Kto nauczy\u0142 mi\u0119\u015bnie twarzy, by nie zdradza\u0142y zbyt wiele.<br>A jednak zatrzyma\u0142em na niej kadr.<br>Nie umia\u0142bym powiedzie\u0107 dlaczego. Mo\u017ce przez \u015bwiat\u0142o. Mo\u017ce przez odbicie ulicy na szybie, kt\u00f3re przecina\u0142o jej policzek cienk\u0105 smug\u0105. A mo\u017ce przez to, \u017ce patrzy\u0142a gdzie\u015b obok siebie, nieobecna, jakby siedzia\u0142a w tej kawiarni tylko cia\u0142em, a ca\u0142a reszta by\u0142a daleko.<br>Nacisn\u0105\u0142em migawk\u0119.<br>Dopiero wtedy zobaczy\u0142em \u0142z\u0119.<br>Nie sp\u0142ywa\u0142a jeszcze. Zbiera\u0142a si\u0119 tylko przy dolnej powiece, ledwie widoczna, zawieszona mi\u0119dzy obecno\u015bci\u0105 a znikni\u0119ciem. Tak niewiele, a jednak to w\u0142a\u015bnie ten drobiazg zatrzyma\u0142 mnie mocniej, ni\u017c powinien. Nie sam smutek. Smutek bywa banalny. Chodzi\u0142o o co\u015b innego. O wra\u017cenie, \u017ce ta twarz, cho\u0107 zwyczajna, skrywa w sobie jaki\u015b drugi wyraz, inne \u015bwiat\u0142o, co\u015b, czego jeszcze nie widzia\u0142em, ale co istnia\u0142o tu\u017c pod powierzchni\u0105.<br>W tej samej chwili przy szybie zatrzyma\u0142 si\u0119 pies.<br>Zwyczajny kundel, bury, troch\u0119 mokry, z podniesionym pyskiem i ogonem, kt\u00f3ry porusza\u0142 si\u0119 leniwie, jakby samo siedzenie pod oknem obcej kawiarni mog\u0142o jeszcze przynie\u015b\u0107 \u015bwiatu co\u015b dobrego. Kobieta unios\u0142a wzrok. Spojrza\u0142a na niego odruchowo.<br>I wtedy sta\u0142o si\u0119 co\u015b, czego nie zdo\u0142a\u0142em ju\u017c sfotografowa\u0107.<br>Nie dlatego, \u017ce zabrak\u0142o mi czasu. Po prostu nie nacisn\u0105\u0142em migawki.<br>Patrzy\u0142em.<br>U\u015bmiech nie pojawi\u0142 si\u0119 od razu na ustach. Najpierw zobaczy\u0142em go w oczach. To by\u0142o ledwie drgni\u0119cie, zmiana tak subtelna, \u017ce obiektyw pewnie i tak nie odda\u0142by jej wiernie. A jednak w jednej chwili ca\u0142a jej twarz si\u0119 odmieni\u0142a. Napi\u0119cie przy ustach znik\u0142o. Policzki zmi\u0119k\u0142y. To, co przed chwil\u0105 wydawa\u0142o si\u0119 szare, ci\u0119\u017ckie i zamkni\u0119te, nagle rozja\u015bni\u0142o si\u0119 od \u015brodka. Nie by\u0142a pi\u0119kna w zwyk\u0142ym sensie. I mo\u017ce w\u0142a\u015bnie dlatego ten moment uderzy\u0142 mnie mocniej. Bo nie chodzi\u0142o o rysy. Nie o symetri\u0119, nie o makija\u017c, nie o cia\u0142o, kt\u00f3rego zreszt\u0105 prawie nie widzia\u0142em zza stolika i odbi\u0107 na szybie. Chodzi\u0142o o ciep\u0142o. O co\u015b tak prostego i tak rzadkiego, \u017ce cz\u0142owiek od razu boi si\u0119, \u017ce tego nie zobaczy drugi raz.<br>Unios\u0142em palec.<br>Za p\u00f3\u017ano.<br>Pies ruszy\u0142 dalej. Kto\u015b przeszed\u0142 mi\u0119dzy mn\u0105 a szyb\u0105. Ona opu\u015bci\u0142a wzrok. U\u015bmiech zgas\u0142 tak szybko, jak si\u0119 pojawi\u0142, ale nie zd\u0105\u017cy\u0142 ca\u0142kiem znikn\u0105\u0107, a ja&nbsp;ju\u017c wiedzia\u0142em, \u017ce w\u0142a\u015bnie to b\u0119d\u0119 pr\u00f3bowa\u0142 odnale\u017a\u0107.<br>Nie j\u0105 jeszcze.<br>Tamten moment.<br>Opu\u015bci\u0142em aparat powoli, jakbym liczy\u0142, \u017ce je\u015bli nie porusz\u0119 si\u0119 zbyt gwa\u0142townie, wszystko wr\u00f3ci na swoje miejsce. Za szyb\u0105 zn\u00f3w siedzia\u0142a tylko kobieta z fili\u017cank\u0105, troch\u0119 zm\u0119czona, troch\u0119 nieobecna, zupe\u0142nie zwyczajna dla ka\u017cdego, kto patrzy\u0142by powierzchownie. Tyle \u017ce ja ju\u017c nie potrafi\u0142em patrze\u0107 powierzchownie.<br>Wiedzia\u0142em, \u017ce mam zdj\u0119cie. To pierwsze. Z \u0142z\u0105 przy powiece, z ulic\u0105 odbit\u0105 w szybie, z twarz\u0105 zastyg\u0142\u0105 gdzie\u015b pomi\u0119dzy zm\u0119czeniem a pr\u00f3b\u0105 opanowania si\u0119. Dobry kadr. Mo\u017ce nawet bardzo dobry. A jednak ju\u017c wtedy czu\u0142em niedosyt, kt\u00f3ry by\u0142 niemal fizyczny. Bo to, co naprawd\u0119 mnie poruszy\u0142o, nie znalaz\u0142o si\u0119 na karcie pami\u0119ci.<br>Przemiana nie zostawi\u0142a po sobie obrazu.<br>Zosta\u0142a we mnie.<br>Sta\u0142em jeszcze chwil\u0119 przy s\u0142upie, udaj\u0105c przed samym sob\u0105, \u017ce czekam na lepsze \u015bwiat\u0142o albo kolejny ciekawy uk\u0142ad ptak\u00f3w przy kraw\u0119\u017cniku. W rzeczywisto\u015bci patrzy\u0142em tylko na szyb\u0119 kawiarni. Na jej twarz pochylon\u0105 teraz nad fili\u017cank\u0105. Na pasmo w\u0142os\u00f3w zsuni\u0119te na policzek. Na d\u0142o\u0144, kt\u00f3ra przesun\u0119\u0142a si\u0119 po serwetce i zatrzyma\u0142a na brzegu sto\u0142u. Pr\u00f3bowa\u0142em wm\u00f3wi\u0107 sobie, \u017ce to zwyk\u0142a ciekawo\u015b\u0107, zawodowy odruch, przywi\u0105zanie do nieudanego kadru. Nic wi\u0119cej.<br>Ale kiedy po kilku minutach wsta\u0142a, zap\u0142aci\u0142a i wysz\u0142a, zrozumia\u0142em, \u017ce nie umiem tak po prostu pozwoli\u0107 jej odej\u015b\u0107.<br>Nie ruszy\u0142em za ni\u0105 od razu. To by\u0142oby zbyt \u0142atwe do nazwania, a ja nie chcia\u0142em jeszcze niczego nazywa\u0107. Patrzy\u0142em tylko, jak poprawia pasek torby na ramieniu i idzie chodnikiem wolno, jak kto\u015b bardzo zm\u0119czony albo bardzo zamy\u015blony. Nie odwr\u00f3ci\u0142a g\u0142owy ani razu. Znikn\u0119\u0142a za rogiem, wch\u0142oni\u0119ta przez miasto tak zwyczajnie, jakby nigdy nie wydarzy\u0142o si\u0119 nic godnego zapami\u0119tania.<br>A jednak przez reszt\u0119 dnia nie potrafi\u0142em przesta\u0107 o niej my\u015ble\u0107.<br>Wieczorem zrzuci\u0142em zdj\u0119cia na komputer. Go\u0142\u0119bie okaza\u0142y si\u0119 dok\u0142adnie tak martwe, jak przypuszcza\u0142em. Przypadkowa para przy przej\u015bciu dla pieszych te\u017c nie mia\u0142a w sobie nic wartego d\u0142u\u017cszego zatrzymania. Dopiero jej twarz sprawi\u0142a, \u017ce przysun\u0105\u0142em si\u0119 bli\u017cej monitora.<br>Powi\u0119kszy\u0142em kadr.<br>Potem jeszcze raz.<br>\u0141za by\u0142a ledwie widoczna, prawie umowna. Odbicie ulicy przecina\u0142o szyb\u0119 i cz\u0119\u015bciowo jej policzek. Fili\u017canka zas\u0142ania\u0142a fragment d\u0142oni. Wszystko na swoim miejscu. Wszystko poprawne. I wszystko nie to.<br>Siedzia\u0142em d\u0142ugo, wpatrzony w ekran, jakbym m\u00f3g\u0142 si\u0142\u0105 samego patrzenia wydoby\u0107 z martwego obrazu to, co mi umkn\u0119\u0142o. Tamten ruch oczu. To ciep\u0142o. T\u0119 kr\u00f3tk\u0105, niebronion\u0105 \u0142agodno\u015b\u0107, kt\u00f3ra przemkn\u0119\u0142a przez jej twarz i znikn\u0119\u0142a, zanim zd\u0105\u017cy\u0142em j\u0105 zatrzyma\u0107.<br>Wtedy po raz pierwszy pomy\u015bla\u0142em, \u017ce musz\u0119 zobaczy\u0107 j\u0105 jeszcze raz.<br>Nie dlatego, \u017ceby zrobi\u0107 lepsze zdj\u0119cie.<br>Dlatego, \u017ce od dawna niczego tak bardzo nie chcia\u0142em zobaczy\u0107 po raz drugi.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><strong>Sen<\/strong><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">We \u015bnie by\u0142am l\u017cejsza ni\u017c naprawd\u0119.<br>Nie chodzi\u0142o nawet o cia\u0142o. We \u015bnie nie my\u015bla\u0142am o ciele. Nie czu\u0142am ci\u0119\u017caru ud, brzucha, ramion, tego wszystkiego, co na jawie nosi\u0142am jak cudz\u0105 win\u0119. Bieg\u0142am gdzie\u015b po trawie, boso, jak dziewczynka, kt\u00f3ra nie wie jeszcze, \u017ce mo\u017cna si\u0119 wstydzi\u0107 w\u0142asnych kolan, w\u0142asnego \u015bmiechu, w\u0142asnego g\u0142osu. Trawa by\u0142a mi\u0119kka, ciep\u0142a od s\u0142o\u0144ca, a niebo tak jasne, \u017ce a\u017c bola\u0142o od patrzenia. Mia\u0142am na sobie sukienk\u0119 cienk\u0105 jak ob\u0142ok, jasn\u0105, niepraktyczn\u0105, zupe\u0142nie nie moj\u0105. Kiedy si\u0119 porusza\u0142am, materia\u0142 muska\u0142 mi \u0142ydki i przez chwil\u0119 wierzy\u0142am, \u017ce tak w\u0142a\u015bnie powinno wygl\u0105da\u0107 \u017cycie, lekko, bezmy\u015blnie, bez tego ci\u0105g\u0142ego ogl\u0105dania si\u0119 na siebie.<br>Kto\u015b mnie wo\u0142a\u0142.<br>Nie widzia\u0142am twarzy, tylko s\u0142ysza\u0142am g\u0142os. Ciep\u0142y, bliski, jakby zna\u0142 mnie od dawna, z czas\u00f3w, kt\u00f3rych nie pami\u0119ta\u0142am albo kt\u00f3re nigdy si\u0119 nie wydarzy\u0142y. Odwr\u00f3ci\u0142am si\u0119, \u015bmiej\u0105c, i pobieg\u0142am szybciej, pewna, \u017ce za chwil\u0119 zobacz\u0119 kogo\u015b, przy kim nie b\u0119d\u0119 musia\u0142a si\u0119 kurczy\u0107. Nikogo, kto patrzy z politowaniem. Nikogo, kto ocenia. Nikogo, kto mierzy wzrokiem i milczy tak d\u0142ugo, a\u017c cz\u0142owiek sam dochodzi do wniosku, \u017ce jest za du\u017cy, za brzydki, za g\u0142o\u015bny, za bardzo.<br>Trawa zacz\u0119\u0142a robi\u0107 si\u0119 mokra.<br>Na pocz\u0105tku ledwie to poczu\u0142am. Kilka zimnych \u017ad\u017abe\u0142 przyklei\u0142o mi si\u0119 do st\u00f3p. Potem grunt pod nogami zmi\u0119k\u0142, jakby pod zielon\u0105 sk\u00f3r\u0105 ziemi kry\u0142o si\u0119 b\u0142oto. Zwolni\u0142am. S\u0142o\u0144ce gdzie\u015b znik\u0142o, cho\u0107 niebo nadal by\u0142o jasne. Tylko ta jasno\u015b\u0107 zrobi\u0142a si\u0119 p\u0142aska i martwa, jak \u015bwiat\u0142o w markecie. Powietrze zg\u0119stnia\u0142o. Nie pachnia\u0142o ju\u017c latem, tylko czym\u015b wilgotnym i st\u0119ch\u0142ym, jak pranie za d\u0142ugo zostawione w pralce.<br>Zawo\u0142a\u0142 mnie znowu ten sam g\u0142os, ale teraz by\u0142 dalej, jakby sta\u0142 po drugiej stronie muru.<br>Rozejrza\u0142am si\u0119. \u0141\u0105ka znikn\u0119\u0142a. Nie pami\u0119tam nawet chwili, w kt\u00f3rej znikn\u0119\u0142a. Po prostu nagle sta\u0142am na w\u0105skim korytarzu wy\u0142o\u017conym ciemnym drewnem. Pod\u0142oga skrzypia\u0142a pod bosymi stopami. Po obu stronach ci\u0105gn\u0119\u0142y si\u0119 drzwi. Wszystkie zamkni\u0119te. Wszystkie takie same. Na ko\u0144cu pali\u0142a si\u0119 jedna \u017car\u00f3wka, s\u0142aba, \u017c\u00f3\u0142ta, ko\u0142ysz\u0105ca si\u0119 lekko, cho\u0107 przecie\u017c nie by\u0142o wiatru.<br>Czu\u0142am, \u017ce jestem ubrana, a jednocze\u015bnie naga.<br>Chcia\u0142am zawr\u00f3ci\u0107, ale za plecami te\u017c by\u0142 ju\u017c tylko korytarz. D\u0142u\u017cszy, ciemniejszy, z tym samym rz\u0119dem drzwi. Klamki b\u0142yszcza\u0142y matowo, jak oczy zwierz\u0105t. Z kt\u00f3rego\u015b pomieszczenia dobieg\u0142 \u015bmiech. Nie g\u0142o\u015bny. Nie weso\u0142y. Taki, jaki czasem wydobywa si\u0119 z cz\u0142owieka, kiedy chce zrani\u0107, ale nie chce podnosi\u0107 g\u0142osu.<br>Ruszy\u0142am przed siebie.<br>Deski by\u0142y zimne. Im bli\u017cej ko\u0144ca korytarza, tym bardziej czu\u0142am, \u017ce co\u015b jest nie tak z moj\u0105 twarz\u0105. Nie mog\u0142am dotkn\u0105\u0107 policzk\u00f3w, ale wiedzia\u0142am, \u017ce mam makija\u017c rozmazany jak po p\u0142aczu. Widzia\u0142am to, cho\u0107 nie by\u0142o lustra. Czasem we \u015bnie cz\u0142owiek wie o sobie rzeczy, kt\u00f3rych na jawie nie potrafi nawet nazwa\u0107.<br>Za jednymi z drzwi kto\u015b poruszy\u0142 klamk\u0105. Serce skoczy\u0142o mi a\u017c do gard\u0142a. Chcia\u0142am biec, lecz nogi mia\u0142am ci\u0119\u017ckie jak po gor\u0105czce. Klamka opad\u0142a. Cisza.<br>I wtedy us\u0142ysza\u0142am go wyra\u017anie.<br>Nie imi\u0119, nie ca\u0142e zdanie. Tylko ton. Ten sam, kt\u00f3ry latami potrafi\u0142 sprowadzi\u0107 mnie do rozmiaru rzeczy niepotrzebnej. Ten spokojny, opanowany g\u0142os m\u0119\u017cczyzny, kt\u00f3ry nie musi krzycze\u0107, \u017ceby zabola\u0142o. G\u0142os, przy kt\u00f3rym cz\u0142owiek sam poprawia sweter na brzuchu, prostuje si\u0119, potem zn\u00f3w garbi, bo i tak wie, \u017ce to nic nie da.<br>&#8211; Nie odwracaj si\u0119.<br>Powiedzia\u0142 to cicho, prawie czule, a ja w\u0142a\u015bnie dlatego si\u0119 odwr\u00f3ci\u0142am.<br>Na ko\u0144cu korytarza nie by\u0142o ju\u017c \u017car\u00f3wki. By\u0142o lustro. Wysokie, w\u0105skie, w ciemnej ramie. Podesz\u0142am do niego, jakby mnie ci\u0105gn\u0119\u0142o. W lustrze zobaczy\u0142am siebie, ale nie tak\u0105, jak\u0105 by\u0142am. Sta\u0142a tam kobieta szczuplejsza, wyprostowana, z w\u0142osami g\u0142adko opadaj\u0105cymi na ramiona, w czerwonej bieli\u017anie, na kt\u00f3r\u0105 nigdy nie zdoby\u0142abym si\u0119 w rzeczywisto\u015bci. Patrzy\u0142a na mnie powa\u017cnie, z czym\u015b mi\u0119dzy lito\u015bci\u0105 a wyrzutem. A potem za jej plecami pojawi\u0142a si\u0119 m\u0119ska d\u0142o\u0144 i poprawi\u0142a rami\u0105czko, jak poprawia si\u0119 sukni\u0119 na manekinie.<br>Obudzi\u0142am si\u0119, zanim zd\u0105\u017cy\u0142am krzykn\u0105\u0107.<br>Przez chwil\u0119 nie wiedzia\u0142am, gdzie jestem. Le\u017ca\u0142am nieruchomo, z ustami otwartymi jak po d\u0142ugim biegu. Serce t\u0142uk\u0142o mi si\u0119 w piersi wysoko i szybko, jakby chcia\u0142o wydosta\u0107 si\u0119 pod obojczyk. Koszulka na plecach by\u0142a wilgotna. W pokoju panowa\u0142a taka cisza, \u017ce s\u0142ysza\u0142am w\u0142asny oddech i delikatne tykanie zegarka stoj\u0105cego na parapecie. Firanka porusza\u0142a si\u0119 ledwie dostrzegalnie. Przez szpar\u0119 mi\u0119dzy ni\u0105 a ram\u0105 okna wpada\u0142o \u015bwiat\u0142o ulicznej latarni, blade, szare, bezlitosne. \u015awiat\u0142o \u015brodka nocy.<br>Przetar\u0142am twarz d\u0142oni\u0105. Sk\u00f3ra by\u0142a lepka. W gardle mia\u0142am sucho jak po p\u0142aczu albo po k\u0142\u00f3tni.<br>Si\u0119gn\u0119\u0142am po telefon le\u017c\u0105cy na stoliku. Jasno\u015b\u0107 ekranu uk\u0142u\u0142a mnie w oczy. Druga szesna\u015bcie.<br>Poczu\u0142am co\u015b na kszta\u0142t rozpaczy, tej ma\u0142ej, nocnej, bez godno\u015bci. Do rana jeszcze tyle czasu. Za du\u017co, \u017ceby nie zasn\u0105\u0107. Za ma\u0142o, \u017ceby uzna\u0107 noc za stracon\u0105 i po prostu wsta\u0107. Najgorsza pora. Godzina, o kt\u00f3rej cz\u0142owiek jest zbyt zm\u0119czony, by my\u015ble\u0107 rozs\u0105dnie, i zbyt przytomny, by nie my\u015ble\u0107 wcale.<br>Usiad\u0142am na \u0142\u00f3\u017cku, podci\u0105gaj\u0105c ko\u0142dr\u0119 pod brod\u0119, cho\u0107 w pokoju nie by\u0142o zimno. Sen ju\u017c si\u0119 roz\u0142azi\u0142, zostawiaj\u0105c po sobie tylko obrazy jak plamy po brudnej wodzie. \u0141\u0105ka. Korytarz. Lustro. Ta d\u0142o\u0144 przy rami\u0105czku.<br>I od razu, jak zawsze, wr\u00f3ci\u0142o inne wspomnienie. Nie ca\u0142e. Nigdy nie wraca\u0142o ca\u0142e. Tylko urywki.<br>Sta\u0142am przed lustrem w przymierzalni. Sukienka by\u0142a granatowa, o numer za ma\u0142a, ale sprzedawczyni twierdzi\u0142a, \u017ce si\u0119 rozejdzie. Podkre\u015bli moj\u0105 sylwetk\u0119. On siedzia\u0142 na pufie, znudzony, z telefonem w r\u0119ku. Obci\u0105gn\u0119\u0142am materia\u0142 na brzuchu i spyta\u0142am, czy bardzo \u017ale. Nawet nie podni\u00f3s\u0142 od razu g\u0142owy. Kiedy ju\u017c spojrza\u0142, u\u015bmiechn\u0105\u0142 si\u0119 tym swoim zimnym, uprzejmym u\u015bmiechem.<br>&#8211; W tobie we wszystkim jest \u017ale. Wygl\u0105dasz jak snopek, lub jak wieloryb w namiocie cyrkowym. Wi\u0119c nie zadawaj g\u0142upich pyta\u0144. Chcesz, to bierz. Nie chcesz, zostaw.<br>Wtedy jeszcze potrafi\u0142am udawa\u0107, \u017ce to \u017cart. Nawet si\u0119 roze\u015bmia\u0142am. W lustrze widzia\u0142am jednak, jak ga\u015bnie mi twarz. On te\u017c to widzia\u0142. Widzia\u0142 wszystko. Potem podszed\u0142, poprawi\u0142 mi materia\u0142 na biodrze i doda\u0142 p\u00f3\u0142g\u0142osem, \u017cebym nie robi\u0142a min, bo wygl\u0105da jeszcze gorzej, kiedy jestem nad\u0105sana.<br>Siedzia\u0142am teraz na \u0142\u00f3\u017cku, wpatrzona w ciemne okno, i czu\u0142am ten dawny dotyk tak wyra\u017anie, jakby znowu wyg\u0142adza\u0142 na mnie sukienk\u0119. Nie czu\u0142o\u015b\u0107. Korekta. Jak poprawia si\u0119 \u017ale za\u0142o\u017cony pokrowiec.<br>Odstawi\u0142am telefon i po omacku si\u0119gn\u0119\u0142am po szklank\u0119 z wod\u0105. By\u0142a prawie pusta. Wypi\u0142am \u0142yk. Woda mia\u0142a mdlawy smak nocy i kurzu. Wiedzia\u0142am, \u017ce je\u015bli po\u0142o\u017c\u0119 si\u0119 z powrotem tak po prostu, b\u0119d\u0119 le\u017ce\u0107 do rana z otwartymi oczami, s\u0142uchaj\u0105c lod\u00f3wki za \u015bcian\u0105, kapania w \u0142azience i w\u0142asnych my\u015bli, kt\u00f3re o tej porze robi\u0142y si\u0119 g\u0142o\u015bniejsze od wszystkiego.<br>Wsta\u0142am.<br>Panele pod stopami by\u0142y ch\u0142odne. Przesz\u0142am przez pok\u00f3j ostro\u017cnie, omijaj\u0105c stert\u0119 gazet przy fotelu i torebk\u0119 rzucon\u0105 przy drzwiach. W kuchni nie zapala\u0142am \u015bwiat\u0142a. Zna\u0142am to mieszkanie na pami\u0119\u0107, nawet w ciemno\u015bci. Szafka nad zlewem. Druga p\u00f3\u0142ka. Ma\u0142a buteleczka z bia\u0142\u0105 nakr\u0119tk\u0105, stoj\u0105ca za witamin\u0105 D i tabletkami na b\u00f3l g\u0142owy.<br>Wyj\u0119\u0142am j\u0105 i wr\u00f3ci\u0142am do \u0142\u00f3\u017cka.<br>Usiad\u0142am znowu, opieraj\u0105c plecy o \u015bcian\u0119. Przez moment tylko obraca\u0142am buteleczk\u0119 w palcach. Plastik by\u0142 g\u0142adki, troch\u0119 ciep\u0142y od mojej d\u0142oni. W takich chwilach zawsze czu\u0142am wstyd, jakbym przy\u0142apywa\u0142a sam\u0105 siebie na czym\u015b s\u0142abym, brzydkim i ma\u0142ym. Doro\u015bli ludzie \u015bpi\u0105, m\u00f3wi\u0142am sobie nieraz. Doro\u015bli ludzie nie boj\u0105 si\u0119 w\u0142asnych sn\u00f3w. Doro\u015bli ludzie nie musz\u0105 si\u0119 farmakologicznie ucisza\u0107, \u017ceby dotrwa\u0107 do rana.<br>Ja najwyra\u017aniej nie nale\u017ca\u0142am do doros\u0142ych ludzi.<br>Odkr\u0119ci\u0142am nakr\u0119tk\u0119. Wysypa\u0142am jedn\u0105 tabletk\u0119 na d\u0142o\u0144. Ma\u0142\u0105, bia\u0142\u0105, oboj\u0119tn\u0105. Tak\u0105, od kt\u00f3rej cz\u0142owiek nie oczekuje wiele. Tylko kilku godzin bez my\u015bli. Bez wspomnie\u0144. Bez w\u0142asnego cia\u0142a, kt\u00f3re i noc\u0105 potrafi przypomina\u0107 o wszystkim, czego si\u0119 o nim nas\u0142ucha\u0142o.<br>Zanim po\u0142kn\u0119\u0142am tabletk\u0119, potrz\u0105sn\u0119\u0142am buteleczk\u0105 odruchowo, nas\u0142uchuj\u0105c cichego stukotu. Przez chwil\u0119 wyda\u0142o mi si\u0119, \u017ce jest l\u017cejsza, ni\u017c powinna. Zmarszczy\u0142am brwi, pr\u00f3buj\u0105c sobie przypomnie\u0107, kiedy bra\u0142am j\u0105 ostatnio. Wczoraj? Przedwczoraj? A mo\u017ce trzy noce temu. Ostatnio noce zlewa\u0142y mi si\u0119 w jedn\u0105.<br>W\u0142o\u017cy\u0142am tabletk\u0119 do ust i popi\u0142am resztk\u0105 wody.<br>Po\u0142o\u017cy\u0142am si\u0119 ostro\u017cnie, jakby \u0142\u00f3\u017cko mog\u0142o mnie nie przyj\u0105\u0107. Naci\u0105gn\u0119\u0142am ko\u0142dr\u0119 a\u017c pod szyj\u0119. Za oknem zaszczeka\u0142 gdzie\u015b pies, kr\u00f3tko, urwanie. Potem zn\u00f3w zapad\u0142a cisza. Patrzy\u0142am w sufit i czeka\u0142am, a\u017c sen przyjdzie po mnie po raz drugi.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><strong>Kawa<\/strong><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Do tej kawiarni przysz\u0142am nie dlatego, \u017ce lubi\u0142am to miejsce. Lubi\u0142am tylko to, \u017ce nikt mnie tam nie zna\u0142. Stoliki sta\u0142y do\u015b\u0107 blisko siebie, ale ludzie pilnowali w\u0142asnych spraw. Mo\u017cna by\u0142o siedzie\u0107 godzin\u0119 nad jedn\u0105 kaw\u0105 i nikt nie patrzy\u0142 z wyrzutem. Mo\u017cna by\u0142o patrze\u0107 przez szyb\u0119 na ulic\u0119, nie udaj\u0105c, \u017ce na kogo\u015b si\u0119 czeka.<br>Tamtego dnia wesz\u0142am bardziej z przyzwyczajenia ni\u017c z potrzeby. By\u0142o zimno, taki marcowy ch\u0142\u00f3d, kt\u00f3ry nie ma w sobie nic szlachetnego. Nie \u015bnieg, nie mr\u00f3z, tylko wilgo\u0107 w\u0142a\u017c\u0105ca pod r\u0119kawy i ko\u0142nierz. Zam\u00f3wi\u0142am kaw\u0119, usiad\u0142am przy oknie i przez chwil\u0119 grza\u0142am d\u0142onie o fili\u017cank\u0119, zanim odwa\u017cy\u0142am si\u0119 jej napi\u0107.<br>Nie spa\u0142am dobrze. Znowu. Rano d\u0142ugo sta\u0142am przed lustrem, patrz\u0105c na swoj\u0105 twarz z niech\u0119ci\u0105, kt\u00f3ra by\u0142a ju\u017c w\u0142a\u015bciwie odruchem. Podk\u0142ad nie przykry\u0142 cieni pod oczami. W\u0142osy uk\u0142ada\u0142y si\u0119 \u017ale. Sweter, kt\u00f3ry w domu wydawa\u0142 mi si\u0119 jeszcze zno\u015bny, tutaj nagle zrobi\u0142 si\u0119 ci\u0119\u017cki i nijaki. Mia\u0142am ochot\u0119 zapi\u0105\u0107 p\u0142aszcz pod sam\u0105 szyj\u0119 i wr\u00f3ci\u0107 do mieszkania, ale zamiast tego siedzia\u0142am przy oknie i udawa\u0142am przed sam\u0105 sob\u0105, \u017ce wszystko jest w porz\u0105dku.<br>Na stoliku le\u017ca\u0142a ksi\u0105\u017cka, ta sama, kt\u00f3r\u0105 od tygodnia nosi\u0142am ze sob\u0105 wsz\u0119dzie i czyta\u0142am po kilka stron, nigdy do\u015b\u0107 d\u0142ugo, \u017ceby naprawd\u0119 wej\u015b\u0107 w tekst. Bardziej po to, \u017ceby mie\u0107 co po\u0142o\u017cy\u0107 obok fili\u017canki, ni\u017c z mi\u0142o\u015bci do literatury. Kiedy\u015b czyta\u0142am wi\u0119cej. Potem jako\u015b przesta\u0142am. Cz\u0142owiek, kt\u00f3ry z tob\u0105 mieszka i regularnie daje ci do zrozumienia, \u017ce czytasz rzeczy g\u0142upie albo za trudne jak na siebie, potrafi skutecznie odebra\u0107 przyjemno\u015b\u0107 nawet z przewracania stron.<br>Wzi\u0119\u0142am ksi\u0105\u017ck\u0119 do r\u0119ki, ale nie przeczyta\u0142am ani zdania. Za szyb\u0105 przechodzili ludzie, po\u015bpieszni, pozapinani, zaj\u0119ci sob\u0105. Jaki\u015b rowerzysta przejecha\u0142 przez ka\u0142u\u017c\u0119. Starsza kobieta szarpa\u0142a smycz ma\u0142ego psa, kt\u00f3ry upar\u0142 si\u0119 przy s\u0142upku og\u0142oszeniowym. Dwoje nastolatk\u00f3w \u015bmia\u0142o si\u0119 tak g\u0142o\u015bno, jakby \u015bwiat nie mia\u0142 wobec nich jeszcze \u017cadnych roszcze\u0144.<br>I wtedy us\u0142ysza\u0142am g\u0142os.<br>\u2013 To jedna z tych ksi\u0105\u017cek, kt\u00f3re ludzie cz\u0119\u015bciej nosz\u0105 przy sobie, ni\u017c naprawd\u0119 czytaj\u0105.<br>Podnios\u0142am wzrok odruchowo, niemal z irytacj\u0105. Nie lubi\u0142am, kiedy obcy ludzie wchodzili w moj\u0105 przestrze\u0144, w m\u00f3j kubek, w moj\u0105 cisz\u0119. M\u0119\u017cczyzna sta\u0142 obok, troch\u0119 z boku w\u0142a\u015bciwie, jakby ju\u017c sam\u0105 postaw\u0105 chcia\u0142 da\u0107 do zrozumienia, \u017ce nie zamierza si\u0119 narzuca\u0107. W r\u0119ku trzyma\u0142 aparat. Nie ma\u0142y, turystyczny, tylko prawdziwy, ci\u0119\u017cszy, z obiektywem, kt\u00f3ry od razu przyci\u0105ga\u0142 uwag\u0119. Mia\u0142 na sobie ciemn\u0105 kurtk\u0119 i szalik owini\u0119ty niedbale, jak kto\u015b, kto wyszed\u0142 z domu nie po to, by dobrze wygl\u0105da\u0107, tylko \u017ceby pod\u0105\u017cy\u0107 za \u015bwiat\u0142em.<br>Powinnam by\u0142a wzruszy\u0107 ramionami. Odpowiedzie\u0107 ch\u0142odno albo wcale. Ale w jego g\u0142osie nie by\u0142o zaczepno\u015bci. Raczej co\u015b na kszta\u0142t rozbawienia, spokojnego i niegro\u017anego.<br>Spojrza\u0142am na ok\u0142adk\u0119.<br>\u2013 Mo\u017cliwe \u2013 powiedzia\u0142am. \u2013 Na swoj\u0105 obron\u0119 mam tylko tyle, \u017ce naprawd\u0119 pr\u00f3buj\u0119.<br>U\u015bmiechn\u0105\u0142 si\u0119 lekko, jakby ta odpowied\u017a go ucieszy\u0142a bardziej, ni\u017c powinna.<br>\u2013 To ju\u017c wi\u0119cej ni\u017c robi wi\u0119kszo\u015b\u0107 ludzi. Zwykle wystarcza im ok\u0142adka i poczucie, \u017ce obcuj\u0105 z czym\u015b wa\u017cnym.<br>M\u00f3g\u0142 mie\u0107 oko\u0142o czterdziestki, mo\u017ce troch\u0119 wi\u0119cej. Nie by\u0142 szczeg\u00f3lnie przystojny. Gdybym zobaczy\u0142a go na ulicy, pewnie bym nie zapami\u0119ta\u0142a. A jednak by\u0142o w nim co\u015b skupionego, co\u015b, co sprawia\u0142o, \u017ce nie wygl\u0105da\u0142 jak cz\u0142owiek rzucaj\u0105cy s\u0142owa na wiatr. Patrzy\u0142 uwa\u017cnie, ale nie w ten spos\u00f3b, kt\u00f3ry ka\u017ce od razu poprawia\u0107 sweter albo chowa\u0107 d\u0142onie pod stolik.<br>\u2013 Pan przeczyta\u0142? \u2013 zapyta\u0142am, bardziej z grzeczno\u015bci ni\u017c ciekawo\u015bci.<br>\u2013 Dawno temu. Potem mia\u0142em do niej kilka podej\u015b\u0107 ponownie i za ka\u017cdym razem ko\u0144czy\u0142o si\u0119 podobnie. Kilkana\u015bcie stron i poczucie, \u017ce pami\u0119tam z niej wi\u0119cej, ni\u017c naprawd\u0119 zrozumia\u0142em.<br>Parskn\u0119\u0142am cicho, prawie wbrew sobie.<br>\u2013 To akurat znam.<br>\u2013 Mog\u0119?<br>Wskaza\u0142 wolne krzes\u0142o. Zawaha\u0142am si\u0119. Zbyt d\u0142ugo, by wygl\u0105da\u0142o to naturalnie. Przez chwil\u0119 mia\u0142am przed oczami tamten stary, dobrze znany rodzaj m\u0119skiej pewno\u015bci, kt\u00f3ry nie pyta po to, by us\u0142ysze\u0107 odpowied\u017a, tylko po to, by potem m\u00f3c powiedzie\u0107, \u017ce przecie\u017c pyta\u0142. Ale on po prostu sta\u0142 i czeka\u0142. Bez u\u015bmiechu przewagi. Bez cierpliwo\u015bci podszytej pretensj\u0105.<br>Skin\u0119\u0142am g\u0142ow\u0105.<br>Usiad\u0142 naprzeciwko i od\u0142o\u017cy\u0142 aparat ostro\u017cnie, niemal czule, jakby to by\u0142 przedmiot wymagaj\u0105cy szacunku. Dopiero wtedy zauwa\u017cy\u0142am, \u017ce ma d\u0142onie troch\u0119 zmarzni\u0119te, zaczerwienione od ch\u0142odu.<br>\u2013 Fotograf? \u2013 zapyta\u0142am.<br>\u2013 Raczej amator z przesadnym poczuciem wa\u017cno\u015bci w\u0142asnego hobby.<br>\u2013 To brzmi bardziej uczciwie ni\u017c fotograf.<br>\u2013 Staram si\u0119 czasem by\u0107 uczciwy.<br>Powiedzia\u0142 to tak zwyczajnie, \u017ce nie brzmia\u0142o jak kokieteria. Kelnerka podesz\u0142a do stolika, a on zam\u00f3wi\u0142 czarn\u0105 kaw\u0119. Kiedy odesz\u0142a, przez chwil\u0119 milczeli\u015bmy. Dziwne, ale to milczenie nie by\u0142o ci\u0119\u017ckie. Nie przypomina\u0142o tych wszystkich chwil, kiedy siedzi si\u0119 naprzeciw drugiego cz\u0142owieka i czuje, \u017ce trzeba wype\u0142nia\u0107 przestrze\u0144, zanim zamieni si\u0119 w s\u0105d.<br>On pierwszy spojrza\u0142 na szyb\u0119, nie na mnie.<br>\u2013 Lubi\u0119 to miejsce \u2013 powiedzia\u0142. \u2013 Nie przez kaw\u0119. Przez \u015bwiat\u0142o. Po po\u0142udniu twarze ludzi przy oknie wygl\u0105daj\u0105 tu tak, jakby na moment zapomina\u0142y, \u017ce kto\u015b mo\u017ce je ogl\u0105da\u0107.<br>Nie wiedzia\u0142am, co odpowiedzie\u0107. By\u0142o w tym zdaniu co\u015b dziwnie trafnego. Mo\u017ce dlatego, \u017ce sama przychodzi\u0142am tutaj w\u0142a\u015bnie po to, by przez chwil\u0119 przesta\u0107 si\u0119 pilnowa\u0107.<br>\u2013 To do\u015b\u0107 osobliwe kryterium oceny kawiarni.<br>\u2013 Wiem. Mam sk\u0142onno\u015b\u0107 do osobliwych kryteri\u00f3w.<br>Po\u0142o\u017cy\u0142am d\u0142o\u0144 na ok\u0142adce ksi\u0105\u017cki.<br>\u2013 I do zaczepiania obcych kobiet przez literatur\u0119?<br>\u2013 Tylko tych, kt\u00f3re wygl\u0105daj\u0105, jakby naprawd\u0119 chcia\u0142y czyta\u0107, nawet je\u015bli chwilowo przegrywaj\u0105 z w\u0142asnymi my\u015blami.<br>To by\u0142o pierwsze zdanie, przy kt\u00f3rym poczu\u0142am lekkie uk\u0142ucie. Nie niepokoju. Czego\u015b gorszego i lepszego zarazem. Bycia zauwa\u017con\u0105. Nie w tani spos\u00f3b. Nie jako kobieta przy stoliku, nie jako kto\u015b do poderwania. Raczej jak cz\u0142owiek, kt\u00f3ry co\u015b prze\u017cywa i nie bardzo umie to ukry\u0107.<br>Odwr\u00f3ci\u0142am wzrok ku ulicy.<br>\u2013 A je\u015bli wcale nie chc\u0119 czyta\u0107, tylko udaj\u0119 osob\u0119, kt\u00f3ra ma \u017cycie wewn\u0119trzne?<br>\u2013 Wtedy robi to pani wyj\u0105tkowo przekonuj\u0105co.<br>Roze\u015bmia\u0142am si\u0119. Cicho, ale naprawd\u0119. Sama siebie tym zaskoczy\u0142am.<br>Nie pami\u0119tam ju\u017c, jak zesz\u0142o na dalsz\u0105 rozmow\u0119. Chyba od ksi\u0105\u017cki do innych ksi\u0105\u017cek, potem do film\u00f3w, potem do miast, kt\u00f3rych nie lubimy, cho\u0107 wszyscy ka\u017c\u0105 je podziwia\u0107. M\u00f3wi\u0142 ciekawie, ale nie w spos\u00f3b, kt\u00f3ry m\u0119czy\u0142. Nie wyg\u0142asza\u0142 opinii, raczej je podsuwa\u0142, jakby zostawia\u0142 mi miejsce, bym sama mog\u0142a wej\u015b\u0107 w zdanie i co\u015b w nim dla siebie znale\u017a\u0107. Kiedy wspomnia\u0142am o jednym autorze, kt\u00f3rego kiedy\u015b czyta\u0142am po nocach, nie u\u015bmiechn\u0105\u0142 si\u0119 pob\u0142a\u017cliwie ani nie zacz\u0105\u0142 sprawdza\u0107, czy na pewno dobrze pami\u0119tam tytu\u0142. Po prostu podj\u0105\u0142 temat. Jakby to, co m\u00f3wi\u0119, by\u0142o warte podj\u0119cia.<br>To by\u0142o tak nowe, \u017ce a\u017c chwilami niezr\u0119czne.<br>Raz czy dwa przy\u0142apa\u0142am si\u0119 na tym, \u017ce poprawiam w\u0142osy. Nie dlatego, \u017ce chcia\u0142am wygl\u0105da\u0107 lepiej. Bardziej dlatego, \u017ce od dawna nikt nie s\u0142ucha\u0142 mnie z takim rodzajem spokojnej uwagi. Przy m\u0119\u017cczy\u017anie, z kt\u00f3rym by\u0142am wcze\u015bniej, ka\u017cde zdanie by\u0142o troch\u0119 testem. Albo pu\u0142apk\u0105. Albo zaproszeniem do kpiny. Tutaj nic takiego si\u0119 nie dzia\u0142o. Im d\u0142u\u017cej siedzieli\u015bmy, tym bardziej czu\u0142am, jak schodzi ze mnie ten cichy, codzienny skurcz, kt\u00f3rego zwykle nawet nie zauwa\u017ca\u0142am.<br>W pewnym momencie spojrza\u0142 na moj\u0105 fili\u017cank\u0119, potem na swoj\u0105.<br>\u2013 Wie pani, co jest najlepsze w takich miejscach?<br>\u2013 \u017be mo\u017cna d\u0142ugo siedzie\u0107 nad jedn\u0105 kaw\u0105?<br>\u2013 To te\u017c. Ale bardziej to, \u017ce czasem cz\u0142owiek trafia tu na kogo\u015b, kto przypomina mu, \u017ce rozmowa nie musi by\u0107 walk\u0105.<br>Nie odpowiedzia\u0142am od razu. To zdanie dotkn\u0119\u0142o mnie mocniej, ni\u017c powinno. W ustach obcego m\u0119\u017cczyzny mog\u0142oby zabrzmie\u0107 pretensjonalnie. W jego nie zabrzmia\u0142o. Mo\u017ce dlatego, \u017ce nie patrzy\u0142 wtedy na mnie z triumfem, tylko z \u0142agodno\u015bci\u0105, kt\u00f3ra nie \u017c\u0105da\u0142a wdzi\u0119czno\u015bci.<br>Od lat nikt nie powiedzia\u0142 mi nic, co tak trafnie opisa\u0142oby co\u015b we mnie, a czego sama nie umia\u0142am nazwa\u0107.<br>\u2013 Niekt\u00f3rym si\u0119 wydaje, \u017ce musi \u2013 odezwa\u0142am si\u0119 w ko\u0144cu.<br>\u2013 Bo tylko taki j\u0119zyk znaj\u0105.<br>Podni\u00f3s\u0142 fili\u017cank\u0119 i upi\u0142 \u0142yk. Potem doda\u0142 ciszej:<br>\u2013 To nie znaczy, \u017ce jest jedyny.<br>Nie wiem, dlaczego w\u0142a\u015bnie to zdanie zapami\u0119ta\u0142am najbardziej. Nie by\u0142o najbardziej b\u0142yskotliwe ani naj\u0142adniejsze. A jednak wesz\u0142o we mnie g\u0142\u0119biej ni\u017c wszystko inne. Mo\u017ce dlatego, \u017ce nie brzmia\u0142o jak rada. Raczej jak ostro\u017cnie uchylone drzwi.<br>Kiedy spojrza\u0142am na zegarek, okaza\u0142o si\u0119, \u017ce siedzimy prawie godzin\u0119. Powinnam by\u0142a poczu\u0107 wstyd, \u017ce tyle czasu sp\u0119dzi\u0142am z obcym cz\u0142owiekiem, o kt\u00f3rym nie wiedzia\u0142am w\u0142a\u015bciwie nic. I troch\u0119 go czu\u0142am. Ale obok tego pojawi\u0142o si\u0119 co\u015b jeszcze, co\u015b znacznie rzadszego. \u017bal, \u017ce musz\u0119 ju\u017c i\u015b\u0107.<br>Zapi\u0119\u0142am p\u0142aszcz, si\u0119gn\u0119\u0142am po torb\u0119 i ksi\u0105\u017ck\u0119.<br>\u2013 Dzi\u0119kuj\u0119 za kaw\u0119 i za obron\u0119 literatury przed moj\u0105 ignorancj\u0105.<br>\u2013 To ja dzi\u0119kuj\u0119. Rzadko trafiam na ludzi, kt\u00f3rzy jeszcze si\u0119 z ksi\u0105\u017ckami si\u0142uj\u0105 zamiast tylko je kolekcjonowa\u0107.<br>Wsta\u0142 razem ze mn\u0105. Przez chwil\u0119 my\u015bla\u0142am, \u017ce poda mi r\u0119k\u0119 albo poprosi o numer telefonu. Nie zrobi\u0142 ani jednego, ani drugiego.<br>\u2013 Mo\u017ce jeszcze kiedy\u015b trafi pani tutaj na mnie i na moje osobliwe kryteria \u2013 powiedzia\u0142.<br>Skin\u0119\u0142am g\u0142ow\u0105.<br>\u2013 Mo\u017ce.<br>Wysz\u0142am na ulic\u0119 z dziwnym uczuciem, jakbym zostawi\u0142a w \u015brodku co\u015b wi\u0119cej ni\u017c pust\u0105 fili\u017cank\u0119 po kawie. Powietrze by\u0142o nadal ch\u0142odne i wilgotne, chodnik mokry, ludzie r\u00f3wnie oboj\u0119tni jak wcze\u015bniej, a jednak sz\u0142am l\u017cej. To g\u0142upie, wiem. Jedna rozmowa nie powinna nic zmienia\u0107. A jednak zmieni\u0142a. Nie \u015bwiat. Tylko na chwil\u0119 spos\u00f3b, w jaki w nim sz\u0142am.<br>Przy witrynie sklepu odruchowo spojrza\u0142am na swoje odbicie. Zmarszczone w\u0142osy, twarz bez szczeg\u00f3lnej urody, p\u0142aszcz, kt\u00f3ry nadal nie le\u017ca\u0142 dobrze. Wszystko to samo. A mimo to przez kr\u00f3tk\u0105, prawie wstydliw\u0105 sekund\u0119 pomy\u015bla\u0142am, \u017ce mo\u017ce nie wygl\u0105dam a\u017c tak \u017ale, jak zwykle sobie widzia\u0142\u0105m.<br>I to w\u0142a\u015bnie przestraszy\u0142o mnie najbardziej.<br>Bo od dawna \u017caden m\u0119\u017cczyzna nie potrafi\u0142 sprawi\u0107, \u017cebym po rozmowie z nim by\u0142a dla siebie cho\u0107 odrobin\u0119 \u0142agodniejsza.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><strong>Gumka<\/strong><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Nie poszed\u0142em wtedy od razu do domu.<br>Powinienem by\u0142. Po wszystkim, co powiedzia\u0142a, po sposobie, w jaki poprawi\u0142a w\u0142osy, kiedy si\u0119 \u015bmia\u0142a, po tym jednym zdaniu o rozmowie, kt\u00f3ra nie musi by\u0107 walk\u0105, powinienem by\u0142 pozwoli\u0107 temu spotkaniu zosta\u0107 takim, jakie by\u0142o. Czystym. Wystarczaj\u0105cym. Jednym z tych rzadkich popo\u0142udni, kt\u00f3re zapisuj\u0105 si\u0119 w cz\u0142owieku bez potrzeby dalszego ci\u0105gu.<br>Ale od chwili, gdy wysz\u0142a z kawiarni, wiedzia\u0142em ju\u017c, \u017ce nie potrafi\u0119 zostawi\u0107 tego w spokoju.<br>Nie szed\u0142em za ni\u0105 blisko. To nie by\u0142oby potrzebne. Miasto samo podsuwa cz\u0142owiekowi \u015blady, je\u015bli umie patrze\u0107. Sz\u0142a wolno, z t\u0105 swoj\u0105 lekk\u0105 ostro\u017cno\u015bci\u0105, jakby nie ufa\u0142a ani chodnikowi, ani w\u0142asnemu cia\u0142u. Raz poprawi\u0142a pasek torby. Raz odgarn\u0119\u0142a w\u0142osy. Dwa razy zatrzyma\u0142a si\u0119 przed przej\u015bciem, cho\u0107 samochody by\u0142y daleko. Nie ogl\u0105da\u0142a si\u0119. Nigdy nie ogl\u0105daj\u0105 si\u0119 ci, kt\u00f3rzy s\u0105 zbyt zaj\u0119ci w\u0142asnymi my\u015blami.<br>Wiedzia\u0142em, \u017ce nie powinienem odczuwa\u0107 ulgi, kiedy zobaczy\u0142em, do kt\u00f3rej bramy wchodzi. A jednak w\u0142a\u015bnie to poczu\u0142em. Ulg\u0119. Jakby \u015bwiat przesta\u0142 by\u0107 nagle bezkszta\u0142tny. Jakby rzecz, kt\u00f3ra jeszcze przed chwil\u0105 by\u0142a tylko mo\u017cliwo\u015bci\u0105, otrzyma\u0142a adres.<br>Nie wszed\u0142em za ni\u0105.<br>Sta\u0142em po drugiej stronie ulicy i patrzy\u0142em na kamienic\u0119, star\u0105, odnowion\u0105 tylko tam, gdzie musia\u0142a, z domofonem, kt\u00f3ry pami\u0119ta\u0142 lepsze czasy. Na trzecim pi\u0119trze po chwili zapali\u0142o si\u0119 \u015bwiat\u0142o. Drugie okno od podw\u00f3rza. Nie zasun\u0119\u0142a od razu firanki. Widzia\u0142em tylko poruszaj\u0105cy si\u0119 cie\u0144, nic wi\u0119cej. A mimo to mia\u0142em wra\u017cenie, \u017ce po raz pierwszy od wielu dni oddycham pe\u0142niej.<br>Dopiero kiedy \u015bwiat\u0142o zgas\u0142o, odszed\u0142em.<br>Przez ca\u0142\u0105 noc wraca\u0142em do tej kamienicy my\u015blami cz\u0119\u015bciej ni\u017c do jej twarzy. To mnie troch\u0119 zdziwi\u0142o. My\u015bla\u0142em, \u017ce chodzi o u\u015bmiech, o tamt\u0105 przemian\u0119 za szyb\u0105 kawiarni, o to ciep\u0142o, kt\u00f3rego nie zdo\u0142a\u0142em sfotografowa\u0107. Tymczasem r\u00f3wnie mocno dzia\u0142a\u0142a na mnie \u015bwiadomo\u015b\u0107, \u017ce \u015bpi gdzie\u015b w konkretnym miejscu, za konkretnym oknem, w pokoju, kt\u00f3ry ma swoje \u015bciany, zapach, szafy, fili\u017canki, r\u0119czniki. \u017be ta kobieta, kt\u00f3r\u0105 najpierw mia\u0142em tylko w kadrze, istnieje r\u00f3wnie\u017c poza nim. \u017be nie rozp\u0142yn\u0119\u0142a si\u0119 po wyj\u015bciu z kawiarni, tylko wr\u00f3ci\u0142a do swoich rzeczy, swoich gest\u00f3w, swojego wieczoru.<br>To by\u0142o pocieszaj\u0105ce.<br>I niebezpieczne.<br>Nast\u0119pnego dnia wr\u00f3ci\u0142em tam przed po\u0142udniem. Nie liczy\u0142em naprawd\u0119, \u017ce j\u0105 zobacz\u0119. Chcia\u0142em tylko sprawdzi\u0107, czy ta ulica wci\u0105\u017c b\u0119dzie mia\u0142a w sobie tamto napi\u0119cie, je\u015bli ona nie pojawi si\u0119 w kadrze. Mia\u0142a. Sta\u0142em naprzeciw bramy, udaj\u0105c zainteresowanie witryn\u0105 sklepu papierniczego, kiedy wysz\u0142a starsza kobieta z reklam\u00f3wk\u0105. Przytrzyma\u0142em jej drzwi. Podzi\u0119kowa\u0142a. Wszed\u0142em do \u015brodka.<br>Klatka schodowa pachnia\u0142a kurzem, past\u0105 do pod\u0142\u00f3g i czym\u015b s\u0142odkim, mo\u017ce p\u0142ynem do p\u0142ukania. Na skrzynkach pocztowych nazwiska by\u0142y wypisane r\u00f3\u017cnym charakterem pisma, jedne staranne, inne pospieszne. Jej nazwisko zobaczy\u0142em od razu. Nie dlatego, \u017ce go szuka\u0142em gor\u0105czkowo. Po prostu pasowa\u0142o do niej. Ciche, zwyczajne, bez d\u017awi\u0119ku, kt\u00f3ry chcia\u0142by si\u0119 wyr\u00f3\u017cni\u0107.<br>Dotkn\u0105\u0142em palcem ma\u0142ej metalowej tabliczki, jakbym przez chwil\u0119 potrzebowa\u0142 upewni\u0107 si\u0119, \u017ce litery nie znikn\u0105.<br>Potem wszed\u0142em na trzecie pi\u0119tro.<br>Pod drzwiami le\u017ca\u0142a wycieraczka z wyblak\u0142ym wzorem li\u015bci. Nic osobliwego. Obok sta\u0142y stare, zbyt du\u017ce kalosze i ma\u0142a doniczka z zaschni\u0119t\u0105 lawend\u0105. Nie mia\u0142em poj\u0119cia, czy to nale\u017ca\u0142o do niej, czy do s\u0105siad\u00f3w. A jednak zatrzyma\u0142em na tym wzrok d\u0142u\u017cej, ni\u017c powinienem. Pr\u00f3bowa\u0142em uk\u0142ada\u0107 z drobiazg\u00f3w obraz \u017cycia. Jak cz\u0119sto wraca\u0142a zm\u0119czona. Czy zdejmowa\u0142a buty od razu przy wej\u015bciu. Czy mia\u0142a zwyczaj odk\u0142ada\u0107 klucze do miseczki. Czy pi\u0142a herbat\u0119 wieczorami, czy kaw\u0119. Czy czyta\u0142a w \u0142\u00f3\u017cku. Czy zasypia\u0142a od razu, czy d\u0142ugo jeszcze le\u017ca\u0142a z otwartymi oczami.<br>Wiem, jak to brzmi.<br>Wtedy jednak nie brzmia\u0142o to dla mnie wcale jak natr\u0119ctwo. Raczej jak szczeg\u00f3lny rodzaj uwagi. Troski jeszcze bez prawa do troski. Jakby cz\u0142owiek, zanim dotknie czyjej\u015b d\u0142oni, chcia\u0142 nauczy\u0107 si\u0119 najpierw kszta\u0142tu cienia, kt\u00f3ry ta d\u0142o\u0144 rzuca na st\u00f3\u0142.<br>Sta\u0142em tam mo\u017ce minut\u0119, mo\u017ce dwie. S\u0142ucha\u0142em ciszy za drzwiami. Nic. \u017badnych krok\u00f3w, \u017cadnej muzyki, \u017cadnego szmeru telewizora. Powinienem by\u0142 odej\u015b\u0107. Zamiast tego nacisn\u0105\u0142em klamk\u0119.<br>Drzwi nie ust\u0105pi\u0142y, ale drgn\u0119\u0142y pod d\u0142oni\u0105 minimalnie, o ten jeden milimetr, kt\u00f3ry m\u00f3wi cz\u0142owiekowi wi\u0119cej, ni\u017c powinien wiedzie\u0107. Zamek by\u0142 przekr\u0119cony tylko raz.<br>Nie wiem, dlaczego w\u0142a\u015bnie to mnie poruszy\u0142o. Mo\u017ce przez swoj\u0105 zwyczajno\u015b\u0107. Ludzie wierz\u0105, \u017ce ich codzienne odruchy nic nie znacz\u0105. A przecie\u017c m\u00f3wi\u0105 o nich niemal wszystko. Kobieta, kt\u00f3ra \u015bpi sama i zamyka drzwi tylko raz. Kobieta, kt\u00f3ra albo jeszcze wierzy w \u015bwiat bardziej, ni\u017c powinna, albo jest zbyt zm\u0119czona, by zabezpiecza\u0107 si\u0119 przed nim dok\u0142adniej.<br>Odsun\u0105\u0142em r\u0119k\u0119.<br>Serce bi\u0142o mi szybciej, cho\u0107 nie czu\u0142em strachu. Co\u015b znacznie gorszego. Blisko\u015b\u0107. Nie jej samej. Jej \u017cycia.<br><br>Nie wr\u00f3ci\u0142em tam od razu. Przez dwa dni chodzi\u0142em wok\u00f3\u0142 tej kamienicy jak cz\u0142owiek, kt\u00f3ry pr\u00f3buje sam przed sob\u0105 udowodni\u0107, \u017ce potrafi jeszcze z czego\u015b zrezygnowa\u0107. M\u00f3wi\u0142em sobie, \u017ce wystarczy mi \u015bwiadomo\u015b\u0107, gdzie mieszka. \u017be nie potrzebuj\u0119 niczego wi\u0119cej. Adresu, okna, \u015bwiat\u0142a zapalaj\u0105cego si\u0119 wieczorem. To ju\u017c przecie\u017c by\u0142o wi\u0119cej, ni\u017c powinienem wiedzie\u0107.<br>A jednak wr\u00f3ci\u0142em.<br>Na klatce schodowej pachnia\u0142o tak samo jak wcze\u015bniej, kurzem, starym drewnem, czym\u015b s\u0142odkim. Na trzecim pi\u0119trze panowa\u0142a cisza. Pod jej drzwiami sta\u0142a ma\u0142a ceramiczna doniczka z zaschni\u0119t\u0105 lawend\u0105, przechylona lekko na bok, jakby kto\u015b kiedy\u015b pr\u00f3bowa\u0142 jeszcze dba\u0107 o ten drobiazg, ale potem zabrak\u0142o si\u0142y albo pami\u0119ci. Schyli\u0142em si\u0119 odruchowo i poprawi\u0142em j\u0105, bardziej po to, by czym\u015b zaj\u0105\u0107 r\u0119ce, ni\u017c z troski o ro\u015blin\u0119.<br>Wtedy us\u0142ysza\u0142em cichy stuk.<br>Metal o ceramik\u0119.<br>Uni\u00f3s\u0142szy doniczk\u0119, zobaczy\u0142em klucz.<br>Le\u017ca\u0142 pod spodem tak zwyczajnie, jakby \u015bwiat codziennie zostawia\u0142 ludziom furtki i tylko czeka\u0142, a\u017c kto\u015b odwa\u017cy si\u0119 z nich skorzysta\u0107. Przez chwil\u0119 patrzy\u0142em na niego bez ruchu. Pomy\u015bla\u0142em, \u017ce nie powinna go tam trzyma\u0107. Pomy\u015bla\u0142em te\u017c, \u017ce gdyby mieszka\u0142a z kim\u015b uwa\u017cniejszym, nikt nie pozwoli\u0142by jej na podobn\u0105 nieostro\u017cno\u015b\u0107. To by\u0142a my\u015bl niedorzeczna, a mimo to w tamtej chwili wyda\u0142a mi si\u0119 niemal czu\u0142a.<br>Wzi\u0105\u0142em klucz do r\u0119ki.<br>Powinienem by\u0142 od\u0142o\u017cy\u0107 go na miejsce. Wr\u00f3ci\u0107 na d\u00f3\u0142. Wyj\u015b\u0107 na ulic\u0119 i pozwoli\u0107 jej nadal istnie\u0107 w tej bezpiecznej odleg\u0142o\u015bci, w jakiej cz\u0142owiek przechowuje wszystko, czego nie ma prawa dotkn\u0105\u0107. Zamiast tego wsun\u0105\u0142em klucz do zamka.<br>W mieszkaniu by\u0142o cicho.<br>Nie martwo. Nie pusto. Cicho jak w miejscu, z kt\u00f3rego kto\u015b wyszed\u0142 rano w po\u015bpiechu i mia\u0142 wr\u00f3ci\u0107 wieczorem. W powietrzu unosi\u0142 si\u0119 zapach kawy, czego\u015b \u015bwie\u017co wypranego i ledwie wyczuwalnej nuty szamponu. Zamkn\u0105\u0142em za sob\u0105 drzwi ostro\u017cnie, prawie z szacunkiem. Przez chwil\u0119 sta\u0142em w przedpokoju i pozwala\u0142em oczom przywykn\u0105\u0107 do p\u00f3\u0142mroku.<br>Na wieszaku wisia\u0142 jej p\u0142aszcz, nie ten z kawiarni, tylko ja\u015bniejszy, z poluzowanym guzikiem przy mankiecie. Na szafce sta\u0142a ma\u0142a miseczka z kluczami, paragonem i pomadk\u0105 bez skuwki. Buty zdj\u0119\u0142a nier\u00f3wno, jeden sta\u0142 prosto, drugi przewr\u00f3cony lekko na bok, jakby zsun\u0119\u0142a go stop\u0105 bez patrzenia. Te drobiazgi poruszy\u0142y mnie bardziej, ni\u017c powinny. Cz\u0142owiek mo\u017ce przez lata patrze\u0107 na cudze twarze, a mimo to dopiero para niedbale rzuconych but\u00f3w potrafi mu powiedzie\u0107 prawd\u0119 o czyim\u015b zm\u0119czeniu.<br>W salonie na fotelu le\u017ca\u0142 pled zsuni\u0119ty do po\u0142owy na pod\u0142og\u0119. Obok ksi\u0105\u017cka zostawiona grzbietem do g\u00f3ry, otwarta gdzie\u015b w \u015brodku, jakby przerwa\u0142a czytanie nie z ciekawo\u015bci, lecz z wyczerpania. Na stoliku pusty kubek. Nie rusza\u0142em niczego. Patrzy\u0142em tylko, ch\u0142on\u0105c ten porz\u0105dek nieporz\u0105dku, kt\u00f3ry jest bardziej osobisty ni\u017c starannie u\u0142o\u017cone pami\u0105tki i zdj\u0119cia w ramkach.<br>Na komodzie przy lustrze le\u017ca\u0142a granatowa gumka do w\u0142os\u00f3w.<br>Wzi\u0105\u0142em j\u0105 do r\u0119ki. By\u0142a zwyczajna, rozci\u0105gni\u0119ta, tania, z kilkoma jasnymi nitkami przy szwie. Na pierwszy rzut oka nic. Dopiero kiedy przytrzyma\u0142em j\u0105 bli\u017cej, zobaczy\u0142em wpl\u0105tane dwa, mo\u017ce trzy w\u0142osy. Ciemniejsze, ni\u017c wydawa\u0142y si\u0119 z daleka. Prawie niewidoczne. Unios\u0142em gumk\u0119 odruchowo do twarzy. Pachnia\u0142a jej szamponem. Delikatnie, ledwie uchwytnie, ale do\u015b\u0107, bym poczu\u0142 co\u015b, czego nie powinienem czu\u0107. Nie podniecenie. Raczej dziwn\u0105, cich\u0105 ulg\u0119, jakby nagle przesta\u0142a by\u0107 obrazem, a sta\u0142a si\u0119 ci\u0119\u017carem w\u0142os\u00f3w, wilgoci\u0105 po myciu, czym\u015b bliskim i codziennym.<br>Schowa\u0142em gumk\u0119 do kieszeni, zanim zd\u0105\u017cy\u0142em to przemy\u015ble\u0107.<br>Potem wszed\u0142em do \u0142azienki.<br>By\u0142a ma\u0142a. Nie wanna, tylko kabina prysznicowa z matowym szk\u0142em, na kt\u00f3rym zastyg\u0142y zaschni\u0119te krople. Na grzejniku suszy\u0142a si\u0119 bielizna. Zwyczajna, stara, zupe\u0142nie nie ta, kt\u00f3r\u0105 m\u0119\u017cczy\u017ani wymy\u015blaj\u0105 sobie, my\u015bl\u0105c o kobieco\u015bci. Bawe\u0142niane majtki z odprut\u0105 koronk\u0105 przy brzegu, biustonosz sprany i troch\u0119 ju\u017c wyci\u0105gni\u0119ty przy rami\u0105czkach. Patrzy\u0142em na te rzeczy d\u0142u\u017cej, ni\u017c nale\u017ca\u0142o, i w\u0142a\u015bnie przez ich zwyczajno\u015b\u0107 sta\u0142y si\u0119 niemal bolesne. Nie by\u0142o w nich nic do podziwiania. Nic do po\u017c\u0105dania. By\u0142y cz\u0119\u015bci\u0105 \u017cycia kobiety, kt\u00f3ra zdejmuje z siebie dzie\u0144, zmywa makija\u017c, myje cia\u0142o, wi\u0105\u017ce w\u0142osy byle jak i nie my\u015bli wtedy o \u017cadnym spojrzeniu.<br>Na p\u00f3\u0142ce przy lustrze sta\u0142a pasta do z\u0119b\u00f3w, krem do twarzy, ma\u0142a butelka p\u0142ynu micelarnego, szklanka z dwiema szczoteczkami, cho\u0107 jedna wygl\u0105da\u0142a na star\u0105 i nieu\u017cywan\u0105. W szufladzie, kt\u00f3r\u0105 wysun\u0105\u0142em tylko troch\u0119, le\u017ca\u0142 grzebie\u0144 z kilkoma w\u0142osami, pude\u0142ko tampon\u00f3w, pilniczek, gumki recepturki, jakie\u015b wsuwki, rzeczy tak zwyczajne, \u017ce a\u017c wstydliwe w swojej codzienno\u015bci. W szafce pod umywalk\u0105 sta\u0142y buteleczki i pude\u0142ka z lekami. Przeczyta\u0142em etykiety bez po\u015bpiechu. Tabletki przeciwb\u00f3lowe. Co\u015b na sen. Witaminy. Krople \u017co\u0142\u0105dkowe. \u015alady cudzego \u017cycia s\u0105 czasem bardziej nagie ni\u017c cia\u0142o.<br>Nie zabra\u0142em niczego wi\u0119cej.<br>Przez chwil\u0119 tylko sta\u0142em po\u015brodku tej ciasnej \u0142azienki, w\u015br\u00f3d jej krem\u00f3w, r\u0119cznik\u00f3w, susz\u0105cej si\u0119 bielizny, i mia\u0142em wra\u017cenie, \u017ce znalaz\u0142em si\u0119 bli\u017cej niej ni\u017c ktokolwiek, kto po prostu z ni\u0105 rozmawia. To by\u0142o z\u0142udzenie, oczywi\u015bcie. Jedno z tych, kt\u00f3re cz\u0142owiek bierze za prawd\u0119, je\u015bli wystarczaj\u0105co d\u0142ugo patrzy na czyje\u015b \u015blady zamiast na samego cz\u0142owieka.<br>Zasun\u0105\u0142em szuflad\u0119, domkn\u0105\u0142em szafk\u0119 i wyszed\u0142em. W przedpokoju poprawi\u0142em doniczk\u0119 z lawend\u0105 tak, jak sta\u0142a wcze\u015bniej, klucz od\u0142o\u017cy\u0142em pod sp\u00f3d. Kiedy zamyka\u0142em drzwi, mieszkanie wygl\u0105da\u0142o dok\u0142adnie tak samo jak przedtem. Tylko ja nie by\u0142em ju\u017c tym samym cz\u0142owiekiem, kt\u00f3ry do niego wszed\u0142.<br>Na ulicy wsun\u0105\u0142em r\u0119k\u0119 do kieszeni i zacisn\u0105\u0142em palce na gumce.<br>By\u0142a lekka. Prawie \u017cadna.<br>A mimo to przez ca\u0142\u0105 drog\u0119 do domu czu\u0142em jej ci\u0119\u017car.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><strong>R\u00f3\u017ce<\/strong><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Na cmentarz najcz\u0119\u015bciej przychodzi\u0142am w zwyk\u0142e dni. Nie w \u015bwi\u0119ta, nie wtedy, kiedy alejki zape\u0142nia\u0142y si\u0119 lud\u017ami nios\u0105cymi znicze i wi\u0105zanki jak dowody pami\u0119ci wystawione na pokaz. Wola\u0142am te godziny, kiedy by\u0142o prawie pusto, a wiatr przesuwa\u0142 po nagrobkach suche li\u015bcie i nikt nie patrzy\u0142, czy stoisz d\u0142ugo, czy kr\u00f3tko, czy si\u0119 modlisz, czy tylko milczysz.<br>Ojciec le\u017ca\u0142 obok matki ju\u017c od trzech lat. Najpierw odszed\u0142 on, nagle, za szybko, jakby kto\u015b wyci\u0105gn\u0105\u0142 ze \u015bwiata jedyny mi\u0119kki punkt, jaki zna\u0142am. Matka prze\u017cy\u0142a go jeszcze dwa lata. Czasem my\u015bla\u0142am, \u017ce z samego uporu. Nawet \u015bmier\u0107 ojca nie zmi\u0119kczy\u0142a jej tak, jak mo\u017cna by si\u0119 spodziewa\u0107 po kim\u015b, kto sp\u0119dzi\u0142 z drugim cz\u0142owiekiem wi\u0119kszo\u015b\u0107 \u017cycia. Przy grobie p\u0142aka\u0142a niewiele. W domu jeszcze mniej. Bywa\u0142a zm\u0119czona, rozdra\u017cniona, cichsza ni\u017c zwykle, ale czu\u0142o\u015bci by\u0142o w tym tyle, co w zaci\u015bni\u0119tej d\u0142oni. A mo\u017ce by\u0142am niesprawiedliwa. Mo\u017ce po prostu nie umia\u0142a kocha\u0107 inaczej ni\u017c ch\u0142odem i wymaganiem. Tylko \u017ce dziecku taka mi\u0142o\u015b\u0107 niczego nie daje. Dziecko nie odczytuje intencji. Dziecko pami\u0119ta ton g\u0142osu.<br>Do dzi\u015b pami\u0119tam jej spojrzenie, kiedy wraca\u0142am ze szko\u0142y zap\u0142akana po tym, jak ch\u0142opcy z klasy ryczeli za mn\u0105 krowa, beczka, spa\u015blak, a dziewczynki chichota\u0142y, bo przecie\u017c nie wypada\u0142o by\u0107 grub\u0105 ju\u017c w czwartej klasie. Ojciec posadzi\u0142 mnie wtedy przy stole, poda\u0142 herbat\u0119 z malinami i powiedzia\u0142, \u017ce ludzie naj\u0142atwiej \u015bmiej\u0105 si\u0119 z tego, czego sami si\u0119 boj\u0105. Matka westchn\u0119\u0142a tylko i odpar\u0142a, \u017ce gdybym mniej jad\u0142a s\u0142odyczy, mo\u017ce nie dawa\u0142abym im powod\u00f3w.<br>Czasem my\u015bl\u0119, \u017ce ca\u0142e moje p\u00f3\u017aniejsze \u017cycie by\u0142o tylko przeci\u0105ganiem liny mi\u0119dzy tymi dwiema wersjami mnie. T\u0105, kt\u00f3r\u0105 widzia\u0142 ojciec, i t\u0105, kt\u00f3r\u0105 wyznaczy\u0142a matka.<br>Postawi\u0142am znicz, poprawi\u0142am chryzantemy i odgarn\u0119\u0142am z p\u0142yty mokre li\u015bcie. By\u0142o ch\u0142odno, ale nie zimno. Takie popo\u0142udnie, kt\u00f3re nie potrafi si\u0119 zdecydowa\u0107, czy chce ju\u017c nale\u017ce\u0107 do jesieni, czy jeszcze udawa\u0107 p\u00f3\u017ane lato. Na s\u0105siedniej alejce kto\u015b szed\u0142 wolno, z bukietem bia\u0142ych r\u00f3\u017c owini\u0119tych papierem.<br>Nie zwr\u00f3ci\u0142abym na niego wi\u0119kszej uwagi, gdyby nie to, \u017ce zatrzyma\u0142 si\u0119 kilka grob\u00f3w dalej i przez d\u0142u\u017csz\u0105 chwil\u0119 sta\u0142 ca\u0142kiem nieruchomo. Nie modli\u0142 si\u0119, przynajmniej nie tak, jak robi\u0105 to ludzie, kt\u00f3rzy poruszaj\u0105 ustami albo sk\u0142adaj\u0105 d\u0142onie. Sta\u0142 tylko, lekko pochylony, z tym bukietem w r\u0119ku, jakby samo stanie by\u0142o form\u0105 rozmowy.<br>Odwr\u00f3ci\u0142am wzrok. Na cmentarzu cz\u0142owiek szybko uczy si\u0119 nie przeszkadza\u0107 innym w \u017ca\u0142ob\u0119.<br>Zapalniczka zgas\u0142a mi dwa razy, zanim uda\u0142o si\u0119 podpali\u0107 wk\u0142ad. Kiedy za trzecim razem wiatr zn\u00f3w zgasi\u0142 p\u0142omie\u0144, us\u0142ysza\u0142am obok cichy g\u0142os.<br>\u2013 Mog\u0119?<br>Podnios\u0142am g\u0142ow\u0119. To by\u0142 on. M\u0119\u017cczyzna z kawiarni. Przez u\u0142amek sekundy nie skojarzy\u0142am od razu sk\u0105d. Bez aparatu, w ciemnym p\u0142aszczu i z bukietem w d\u0142oni wygl\u0105da\u0142 inaczej. Spokojniej. Smutniej mo\u017ce.<br>Wyci\u0105gn\u0105\u0142 w moj\u0105 stron\u0119 zapalniczk\u0119. Tym razem ogie\u0144 utrzyma\u0142 si\u0119 d\u0142u\u017cej, os\u0142oni\u0119ty jego d\u0142oni\u0105.<br>\u2013 Dzi\u0119kuj\u0119 \u2013 powiedzia\u0142am.<br>Skin\u0105\u0142 g\u0142ow\u0105 i dopiero wtedy spojrza\u0142 na p\u0142yt\u0119 nagrobn\u0105.<br>\u2013 Ojciec? \u2013 zapyta\u0142 cicho.<br>To pytanie mog\u0142o zabrzmie\u0107 zbyt \u015bmia\u0142o, ale na cmentarzu ludzie m\u00f3wi\u0105 pro\u015bciej. Mo\u017ce dlatego odpowiedzia\u0142am bez oporu.<br>\u2013 Tak. I matka.<br>Przez chwil\u0119 milcza\u0142, jakby oddawa\u0142 tym dwojgu nale\u017cne pierwsze\u0144stwo.<br>\u2013 Ja przychodz\u0119 do c\u00f3rki \u2013 powiedzia\u0142 w ko\u0144cu.<br>Spojrza\u0142am odruchowo na gr\u00f3b kilka metr\u00f3w dalej. Niewielka jasna p\u0142yta, zdj\u0119cie dziewczynki mo\u017ce siedmio, o\u015bmioletniej, twarz okr\u0105g\u0142a, u\u015bmiechni\u0119ta w ten beztroski spos\u00f3b, kt\u00f3ry najbardziej boli, kiedy jest ju\u017c tylko fotografi\u0105.<br>\u2013 Przykro mi \u2013 szepn\u0119\u0142am.<br>\u2013 Mnie te\u017c \u2013 odpowiedzia\u0142, i nie by\u0142o w tym ani cienia gry.<br>Wiatr przesun\u0105\u0142 suche li\u015bcie po alei. Przez chwil\u0119 stali\u015bmy obok siebie w ciszy, kt\u00f3ra nie by\u0142a niezr\u0119czna. Mo\u017ce dlatego, \u017ce cmentarz odbiera ludziom potrzeb\u0119 bycia b\u0142yskotliwym. Tutaj nie trzeba umie\u0107 rozmawia\u0107. Wystarczy nie k\u0142ama\u0107.<br>\u2013 \u0141adnie pani o niego dba \u2013 powiedzia\u0142 po chwili, patrz\u0105c na gr\u00f3b ojca.<br>U\u015bmiechn\u0119\u0142am si\u0119 s\u0142abo.<br>\u2013 O niego tak. Matka pewnie uzna\u0142aby, \u017ce mog\u0142am kupi\u0107 lepsze kwiaty.<br>Nie wiem, dlaczego to powiedzia\u0142am. Mo\u017ce przez to miejsce. A mo\u017ce przez jego twarz, w kt\u00f3rej by\u0142o co\u015b takiego, co sk\u0142ania\u0142o do rzeczy zbyt szczerych.<br>Spojrza\u0142 na mnie uwa\u017cnie, ale bez natarczywo\u015bci.<br>\u2013 Niekt\u00f3re osoby nawet po \u015bmierci zostaj\u0105 w nas bardziej jako s\u0105d ni\u017c jako wspomnienie \u2013 powiedzia\u0142.<br>To zdanie uderzy\u0142o mnie od razu, bole\u015bnie i trafnie. Jakby kto\u015b nazwa\u0142 co\u015b, co przez lata czu\u0142am tylko pod sk\u00f3r\u0105.<br>\u2013 Tak \u2013 odpowiedzia\u0142am po chwili. \u2013 To chyba bardzo trafne.<br>Nie zapyta\u0142 o nic wi\u0119cej. I w\u0142a\u015bnie to mnie rozbroi\u0142o. Gdyby zacz\u0105\u0142 dr\u0105\u017cy\u0107, wsp\u00f3\u0142czu\u0107, dopytywa\u0107, zamkn\u0119\u0142abym si\u0119 odruchowo. On tylko sta\u0142 obok, jak cz\u0142owiek, kt\u00f3ry zna wag\u0119 milczenia.<br>\u2013 M\u00f3j ojciec by\u0142 inny \u2013 doda\u0142am, bardziej do nagrobka ni\u017c do niego. \u2013 Przy nim wszystko wydawa\u0142o si\u0119 mniej straszne.<br>\u2013 To du\u017co \u2013 powiedzia\u0142 cicho. \u2013 Bardzo du\u017co.<br>Zn\u00f3w zapad\u0142a cisza. Spojrza\u0142am na zdj\u0119cie jego c\u00f3rki i poczu\u0142am ten szczeg\u00f3lny rodzaj b\u00f3lu, kt\u00f3ry budzi w cz\u0142owieku cudza strata, kiedy nagle robi si\u0119 ona prawdziwa. Nie abstrakcyjna, nie literacka. Prawdziwa.<br>\u2013 Cz\u0119sto pan tu przychodzi? \u2013 zapyta\u0142am.<br>\u2013 Prawie codziennie.<br>Powiedzia\u0142 to tak zwyczajnie, \u017ce a\u017c \u015bcisn\u0119\u0142o mnie w \u015brodku.<br>\u2013 To musi by\u0107 trudne.<br>\u2013 Trudniejsze by\u0142oby nie przychodzi\u0107.<br>Nie umia\u0142am odpowiedzie\u0107. Patrzy\u0142am na jego d\u0142onie, na bukiet bia\u0142ych r\u00f3\u017c, na lekko pochylon\u0105 g\u0142ow\u0119, i przysz\u0142a mi do g\u0142owy my\u015bl tak nag\u0142a, \u017ce niemal si\u0119 jej zawstydzi\u0142am. To musi by\u0107 bardzo wra\u017cliwy cz\u0142owiek.<br>Nie dlatego, \u017ce m\u00f3wi\u0142 rzeczy wielkie. W\u0142a\u015bnie przeciwnie. Niczego nie narzuca\u0142. Nie epatowa\u0142 cierpieniem. Nie pr\u00f3bowa\u0142 robi\u0107 z niego waluty, za kt\u00f3r\u0105 kupuje si\u0119 cudz\u0105 czu\u0142o\u015b\u0107. Po prostu by\u0142. Ze swoim bukietem, z t\u0105 ma\u0142\u0105 p\u0142yt\u0105 kilka metr\u00f3w dalej, z g\u0142osem, w kt\u00f3rym nie by\u0142o po\u015bpiechu.<br>Przypomnia\u0142 mi si\u0119 ojciec. Nie wprost, rzecz jasna. Ten m\u0119\u017cczyzna nie by\u0142 do niego podobny. A jednak w sposobie, w jaki os\u0142oni\u0142 p\u0142omie\u0144 zapalniczki, w tym, \u017ce nie wymaga\u0142 ode mnie natychmiastowego u\u015bmiechu ani dowcipu, by\u0142o co\u015b z tamtej dawnej, rzadkiej ulgi, kiedy cz\u0142owiek czuje, \u017ce przy kim\u015b nie musi si\u0119 od razu broni\u0107.<br>\u2013 Dobrze, \u017ce pana dzi\u015b spotka\u0142am \u2013 powiedzia\u0142am, zanim zd\u0105\u017cy\u0142am si\u0119 powstrzyma\u0107.<br>Spojrza\u0142 na mnie z tym swoim spokojnym, prawie nie\u015bmia\u0142ym wyrazem twarzy.<br>\u2013 Ja te\u017c si\u0119 ciesz\u0119.<br>Kiedy wraca\u0142am alejk\u0105 do wyj\u015bcia, kilka razy obejrza\u0142am si\u0119 ukradkiem. Sta\u0142 nadal przy grobie c\u00f3rki, nieruchomy, z pochylon\u0105 g\u0142ow\u0105. I przez ca\u0142\u0105 drog\u0119 do domu nie mog\u0142am uwolni\u0107 si\u0119 od my\u015bli, \u017ce \u015bwiat, mimo wszystko, czasem jeszcze potrafi postawi\u0107 na naszej drodze ludzi, kt\u00f3rzy nie rani\u0105 sam\u0105 obecno\u015bci\u0105.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><strong>Retusz<\/strong><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Po jej odej\u015bciu nie odszed\u0142em od razu od grobu. Sta\u0142em jeszcze chwil\u0119 z pochylon\u0105 g\u0142ow\u0105, jakbym naprawd\u0119 mia\u0142 tam kogo op\u0142akiwa\u0107, cho\u0107 przecie\u017c pod kamieniem spoczywa\u0142a obca dziewczynka, a trzy bia\u0142e r\u00f3\u017ce zabra\u0142em z cudzego bukietu z tak\u0105 \u0142atwo\u015bci\u0105, jakby by\u0142y niczyje. Nie czu\u0142em z tego powodu wstydu. Wstyd pojawia si\u0119 wtedy, gdy cz\u0142owiek wierzy, \u017ce zrobi\u0142 co\u015b niskiego. Ja mia\u0142em raczej wra\u017cenie, \u017ce z chaosu \u015bwiata wydoby\u0142em potrzebny uk\u0142ad. Ona przysz\u0142a. Zatrzyma\u0142a si\u0119. Powiedzia\u0142a wi\u0119cej, ni\u017c powiedzia\u0142aby gdziekolwiek indziej. To znaczy\u0142o, \u017ce miejsce zosta\u0142o wybrane dobrze.<br>Widz\u0105c j\u0105 z bliska, od razu dostrzeg\u0142em zmian\u0119. Nie by\u0142a jeszcze wielka i w\u0142a\u015bnie dlatego poruszy\u0142a mnie mocniej. W\u0142osy mia\u0142y \u015bwie\u017cszy po\u0142ysk, jakby rano po\u015bwi\u0119ci\u0142a im wi\u0119cej uwagi ni\u017c zwykle. Nie by\u0142y ju\u017c tylko ci\u0119\u017ck\u0105 zas\u0142on\u0105, za kt\u00f3r\u0105 mo\u017cna schowa\u0107 policzki i skronie. Na ustach mia\u0142a pomadk\u0119, ledwie widoczn\u0105, troch\u0119 za ch\u0142odn\u0105 dla jej cery, lecz jednak obecn\u0105. Szyj\u0119 owin\u0119\u0142a apaszk\u0105, ciemn\u0105 i zbyt ostro\u017cn\u0105, lecz cienk\u0105 na tyle, bym m\u00f3g\u0142 domy\u015bla\u0107 si\u0119 kszta\u0142tu karku pod materia\u0142em. To wszystko by\u0142y drobiazgi, prawie nic. A jednak cz\u0142owiek, kt\u00f3ry d\u0142ugo patrzy, wie, \u017ce prawdziwe przemiany zaczynaj\u0105 si\u0119 w\u0142a\u015bnie od prawie niczego. Nie od odwagi, lecz od jej pr\u00f3by.<br>Patrzy\u0142em na ni\u0105, gdy schyla\u0142a si\u0119 nad grobem ojca, i coraz wyra\u017aniej widzia\u0142em, jak bardzo nie umie jeszcze obchodzi\u0107 si\u0119 z w\u0142asn\u0105 twarz\u0105. W\u0142osy rozdziela\u0142a byle jak, z przedzia\u0142kiem zbyt bezpiecznym, zbyt ci\u0119\u017ckim, jakby ca\u0142e \u017cycie uczono j\u0105, \u017ce ma si\u0119 raczej zas\u0142ania\u0107 ni\u017c ukazywa\u0107. Gdyby zaczesa\u0142a je inaczej, wy\u017cej przy skroniach, \u015bwiat\u0142o zatrzymywa\u0142oby si\u0119 na jej oczach d\u0142u\u017cej. Gdyby apaszk\u0119 zawi\u0105za\u0142a lu\u017aniej albo wcale jej nie zak\u0142ada\u0142a, szyja odzyska\u0142aby mi\u0119kko\u015b\u0107, kt\u00f3r\u0105 teraz sama sobie odbiera\u0142a. Gdyby wybiera\u0142a kolory mniej martwe, twarz nie zapada\u0142aby si\u0119 w sobie przy pierwszym cieniu. My\u015bla\u0142em o tym spokojnie, niemal czule, jak kto\u015b, kto ogl\u0105da obraz pokryty sadz\u0105 i nie mo\u017ce przesta\u0107 odgadywa\u0107, jakie barwy le\u017c\u0105 pod spodem.<br>Najbardziej niepokoj\u0105ce by\u0142o to, \u017ce przesta\u0142em ju\u017c widzie\u0107 w niej kobiet\u0119 spotkan\u0105 przypadkiem. Coraz trudniej by\u0142o mi my\u015ble\u0107 o niej jako o kim\u015b odr\u0119bnym, maj\u0105cym w\u0142asny rytm, w\u0142asny spos\u00f3b ubierania si\u0119, w\u0142asne powody, dla kt\u00f3rych wybiera apaszk\u0119, a nie ods\u0142oni\u0119ty kark. Zamiast tego widzia\u0142em mo\u017cliwo\u015bci. Widzia\u0142em j\u0105 w ja\u015bniejszym p\u0142aszczu, w swetrze o g\u0142\u0119bszym dekolcie, w ustach mu\u015bni\u0119tych cieplejszym kolorem, nie po to, by wygl\u0105da\u0142a \u015bmielej, lecz by wreszcie przesta\u0142a siebie zaciera\u0107. To by\u0142o jak odruch. Patrzy\u0142em, a zaraz potem poprawia\u0142em j\u0105 w my\u015bli. Ju\u017c nie wystarcza\u0142o mi, \u017ce jest. Coraz cz\u0119\u015bciej czu\u0142em, \u017ce powinna by\u0107 bardziej sob\u0105, to znaczy bli\u017cej tej wersji, kt\u00f3r\u0105 widzia\u0142em wyra\u017aniej ni\u017c ona sama.<br>Kiedy podnios\u0142a g\u0142ow\u0119 i spojrza\u0142a na mnie z tym cichym, prawie dzieci\u0119cym zaufaniem, poczu\u0142em co\u015b, co mia\u0142o w sobie zarazem ciep\u0142o i ch\u0142\u00f3d. Ciep\u0142o, bo rozpozna\u0142a mnie i nie cofn\u0119\u0142a si\u0119. Ch\u0142\u00f3d, bo zrozumia\u0142em nagle, jak \u0142atwo b\u0119dzie przesuwa\u0107 granice, je\u015bli nadal b\u0119d\u0119 robi\u0142 to powoli, delikatnie, prawie bezszelestnie. Kobiety takie jak ona nie otwieraj\u0105 si\u0119 pod naciskiem. Otwieraj\u0105 si\u0119 wtedy, kiedy wydaje im si\u0119, \u017ce wreszcie nikt nie chce ich zmienia\u0107. W\u0142a\u015bnie dlatego trzeba by\u0107 cierpliwym. Nie poprawia\u0107 od razu, tylko pozwoli\u0107, by same zacz\u0119\u0142y t\u0119skni\u0107 za w\u0142asn\u0105 przemian\u0105, a potem jedynie podsuwa\u0107 im lustro.<br>Gdy odchodzi\u0142a alejk\u0105, nie patrzy\u0142em ju\u017c na jej twarz. Patrzy\u0142em na kark zas\u0142oni\u0119ty apaszk\u0105 i na ruch w\u0142os\u00f3w przy ko\u0142nierzu. Przez jedn\u0105 kr\u00f3tk\u0105 chwil\u0119 wyobrazi\u0142em sobie, \u017ce podchodz\u0119 od ty\u0142u i odgarniam te w\u0142osy powoli, bez po\u015bpiechu, tak jak zdejmuje si\u0119 z obrazu p\u0142\u00f3tno ochronne. Nie by\u0142o w tym gwa\u0142towno\u015bci. W\u0142a\u015bnie to przerazi\u0142o mnie najbardziej. Nie pragn\u0105\u0142em jej jeszcze jak m\u0119\u017cczyzna pragnie kobiety. Pragn\u0105\u0142em raczej dosta\u0107 do r\u0105k jej form\u0119, zanim ona sama zdo\u0142a j\u0105 zmarnowa\u0107 nieostro\u017cno\u015bci\u0105, l\u0119kiem albo kolejnym \u017ale dobranym cz\u0142owiekiem. I kiedy ta my\u015bl przysz\u0142a do mnie w ca\u0142ej swojej prostocie, zrozumia\u0142em, \u017ce od dawna ju\u017c nie czekam na przypadek. Czekam na chwil\u0119, w kt\u00f3rej b\u0119d\u0119 m\u00f3g\u0142 zacz\u0105\u0107 j\u0105 urz\u0105dza\u0107.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><strong>Gumka do w\u0142os\u00f3w<\/strong><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Wieczorem d\u0142ugo sta\u0142am w \u0142azience, zanim odkr\u0119ci\u0142am wod\u0119.<br>Nie dlatego, \u017ce nie chcia\u0142o mi si\u0119 my\u0107. Raczej dlatego, \u017ce od kilku dni moje w\u0142asne cia\u0142o zacz\u0119\u0142o mnie dziwnie peszy\u0107. Nie w ten dawny spos\u00f3b, kiedy patrzy\u0142am na nie z niech\u0119ci\u0105, jak na co\u015b, co nale\u017ca\u0142oby schowa\u0107, obci\u0105gn\u0105\u0107 materia\u0142em, przepchn\u0105\u0107 przez dzie\u0144 bez wi\u0119kszej uwagi. Tym razem by\u0142o inaczej. Bardziej niezr\u0119cznie. Jakby po latach milczenia pr\u00f3bowa\u0142o mi przypomnie\u0107, \u017ce istnieje nie tylko jako ci\u0119\u017car, ale te\u017c jako powierzchnia, sk\u00f3ra, ruch, dotyk. To by\u0142o niemal wstydliwe.<br>W ko\u0144cu wesz\u0142am pod prysznic.<br>Woda sp\u0142ywa\u0142a po nogach, po brzuchu, po ramionach, a ja patrzy\u0142am na siebie bez tego zwyk\u0142ego po\u015bpiechu. Maszynk\u0119 wzi\u0119\u0142am do r\u0119ki prawie odruchowo. Le\u017ca\u0142a w szafce od dawna, kupiona kiedy\u015b w przyp\u0142ywie dobrych ch\u0119ci, z kt\u00f3rych nic potem nie wynik\u0142o. Usiad\u0142am na brzegu brodzika i zacz\u0119\u0142am goli\u0107 nogi. Jedn\u0105, potem drug\u0105. Powoli, starannie, jakby ta czynno\u015b\u0107 sama w sobie by\u0142a czym\u015b wi\u0119kszym, ni\u017c by\u0142a naprawd\u0119. Przecie\u017c nikt tego nie mia\u0142 ogl\u0105da\u0107. Nie wybiera\u0142am si\u0119 nigdzie. Nie planowa\u0142am kr\u00f3tszej sp\u00f3dnicy ani wieczoru, kt\u00f3ry wymaga\u0142by od cia\u0142a gotowo\u015bci. A jednak robi\u0142am to z uwag\u0105, kt\u00f3rej nie po\u015bwi\u0119ca\u0142am sobie od bardzo dawna.<br>Po k\u0105pieli usiad\u0142am przy stole z ma\u0142\u0105 butelk\u0105 bezbarwnego lakieru.<br>Paznokcie mia\u0142am kr\u00f3tkie, nier\u00f3wne, przyzwyczajone do bycia niezauwa\u017calnymi. Pomalowa\u0142am je cienk\u0105 warstw\u0105 po\u0142ysku, prawie niewidoczn\u0105. W \u015bwietle lampy b\u0142yszcza\u0142y tylko odrobin\u0119, tak dyskretnie, \u017ce r\u00f3wnie dobrze mog\u0142abym nic z nimi nie robi\u0107. Mo\u017ce w\u0142a\u015bnie dlatego zrobi\u0142o mi si\u0119 l\u017cej. To nie by\u0142 kolor kobiety, kt\u00f3ra chce zwraca\u0107 uwag\u0119. To by\u0142 tylko \u015blad troski. Prawie sekret.<br>Najd\u0142u\u017cej sta\u0142am potem nad szuflad\u0105 z bielizn\u0105.<br>W \u015brodku le\u017ca\u0142o moje dawne \u017cycie, warstwa po warstwie. Biustonosze \u017ale dobrane, kupowane po\u015bpiesznie albo z konieczno\u015bci, zbyt ciasne tu, zbyt lu\u017ane tam, z rami\u0105czkami, kt\u00f3re od dawna straci\u0142y spr\u0119\u017cysto\u015b\u0107. Majtki sprane, mi\u0119kkie od wielu pra\u0144, bawe\u0142niane, bezkszta\u0142tne, tak oboj\u0119tne, jak tylko bielizna mo\u017ce by\u0107 oboj\u0119tna. Na wierzchu le\u017ca\u0142a ta para z odprut\u0105 koronk\u0105. Trzyma\u0142am j\u0105 chwil\u0119 w d\u0142oni i nagle poczu\u0142am zm\u0119czenie tak stare, \u017ce a\u017c przezroczyste. Ile razy wybiera\u0142am w\u0142a\u015bnie je, bo by\u0142y najbezpieczniejsze, najbardziej pozbawione znaczenia, najbardziej odporne na jakiekolwiek wyobra\u017cenie o kobieco\u015bci.<br>Wrzuci\u0142am je do worka na \u015bmieci.<br>Potem stary, zszarza\u0142y biustonosz, ten, kt\u00f3rego nie lubi\u0142am od pocz\u0105tku, ale nosi\u0142am uparcie, bo ju\u017c by\u0142 i szkoda by\u0142o pieni\u0119dzy na lepszy. Jeszcze dwa inne. Ka\u017cdy wyrzucony kawa\u0142ek materia\u0142u by\u0142 drobny, prawie \u015bmieszny, a jednak czu\u0142am si\u0119 tak, jakbym pozbywa\u0142a si\u0119 nie rzeczy, tylko czyjego\u015b g\u0142osu.<br>Mo\u017ce dlatego, \u017ce on w\u0142a\u015bnie tak dzia\u0142a\u0142.<br>Perfekcjonista. Mi\u0142o\u015bnik sterylnego porz\u0105dku, pustych blat\u00f3w, r\u0119cznik\u00f3w sk\u0142adanych w kostk\u0119 i kubk\u00f3w ustawionych r\u00f3wno uchem w jedn\u0105 stron\u0119. Wszystko musia\u0142o le\u017ce\u0107 tam, gdzie on przewidzia\u0142. Wszystko mia\u0142o mie\u0107 form\u0119, miejsce, uzasadnienie. Na pocz\u0105tku bra\u0142am to za dba\u0142o\u015b\u0107. Za klas\u0119 nawet. Potem zrozumia\u0142am, \u017ce chodzi\u0142o o co\u015b innego. O przyjemno\u015b\u0107 poprawiania. O w\u0142adz\u0119, kt\u00f3r\u0105 daje cz\u0142owiekowi mo\u017cliwo\u015b\u0107 powiedzenia drugiemu, \u017ce \u017ale siedzi, \u017ale odk\u0142ada rzeczy, \u017ale m\u00f3wi, \u017ale si\u0119 \u015bmieje, \u017ale nosi w\u0142asne cia\u0142o. Czemu w\u0142a\u015bnie mnie sobie wybra\u0142? Dzi\u015b odpowied\u017a wydawa\u0142a si\u0119 a\u017c nazbyt prosta. Bo by\u0142am podatna. Bo d\u0142ugo wierzy\u0142am, \u017ce mo\u017ce naprawd\u0119 wiem o sobie mniej ni\u017c inni. Bo cudza wola \u0142atwo wchodzi w miejsce, kt\u00f3re jest ju\u017c nadkruszone.<br>Zasun\u0119\u0142am szuflad\u0119 i wtedy odruchowo si\u0119gn\u0119\u0142am po gumk\u0119 do w\u0142os\u00f3w.<br>Zawsze odk\u0142ada\u0142am j\u0105 na komod\u0119 przy lustrze. Zawsze w to samo miejsce. Doprowadza\u0142o go to kiedy\u015b do sza\u0142u. M\u00f3wi\u0142, \u017ce mam w sobie co\u015b z dziecka albo z kobiety, kt\u00f3ra nigdy nie nauczy si\u0119 dba\u0107 o najprostszy \u0142ad. Ja i tak rzuca\u0142am t\u0119 gumk\u0119 w\u0142a\u015bnie tam, nie z buntu nawet, raczej z roztargnienia. To by\u0142 jeden z tych drobnych chaos\u00f3w, kt\u00f3re jako\u015b ocala\u0142y po\u015br\u00f3d jego sterylnego \u015bwiata.<br>Tym razem palce trafi\u0142y w pustk\u0119.<br>Spojrza\u0142am na komod\u0119. Nic. Otworzy\u0142am szufladk\u0119. Te\u017c nie. Przez chwil\u0119 sta\u0142am bez ruchu, pr\u00f3buj\u0105c sobie przypomnie\u0107, czy nie zostawi\u0142am jej w \u0142azience, przy \u0142\u00f3\u017cku, w kieszeni p\u0142aszcza. To przecie\u017c by\u0142a tylko gumka. Tania, granatowa, troch\u0119 rozci\u0105gni\u0119ta. Nic wa\u017cnego.<br>A jednak poczu\u0142am lekkie uk\u0142ucie pod \u017cebrami.<br>Przesz\u0142am do \u0142azienki, zajrza\u0142am na p\u00f3\u0142k\u0119, potem pod umywalk\u0119, nawet za kosz na pranie. Wr\u00f3ci\u0142am do sypialni, przesun\u0119\u0142am ksi\u0105\u017ck\u0119 na komodzie, odchyli\u0142am lustro, jakbym mog\u0142a j\u0105 wsun\u0105\u0107 pod ram\u0119 nie pami\u0119taj\u0105c o tym. Nic.<br>Sta\u0142am chwil\u0119 po\u015brodku pokoju z wilgotnymi jeszcze w\u0142osami, w nowym staniku i z paznokciami b\u0142yszcz\u0105cymi ledwie widocznie, i nagle ogarn\u0119\u0142o mnie dziwne, niewygodne wra\u017cenie. Nie strach jeszcze. Co\u015b mniejszego. Jakby drobiazg wypad\u0142 z dobrze znanego miejsca i przez to ca\u0142y pok\u00f3j na moment przesta\u0142 by\u0107 ca\u0142kiem oswojony.<br>To tylko gumka, pomy\u015bla\u0142am.<br>A jednak d\u0142ugo tego wieczoru nie mog\u0142am odp\u0119dzi\u0107 od siebie uczucia, \u017ce co\u015b jeszcze, opr\u00f3cz niej, przesun\u0119\u0142o si\u0119 ostatnio w moim \u017cyciu o kilka centymetr\u00f3w i udaje, \u017ce nadal stoi tam, gdzie zawsze.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><strong>Apaszka<\/strong><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Nie poszed\u0142em do niej tego dnia od razu.<br>Najpierw pojecha\u0142em do lekarza.<br>Poczekalnia by\u0142a prawie pusta, pachnia\u0142a kurzem, \u015brodkiem do dezynfekcji i zbyt d\u0142ugo parzon\u0105 kaw\u0105 z automatu. Siedzia\u0142em z numerkiem w d\u0142oni i patrzy\u0142em na ludzi, kt\u00f3rzy przychodzili tam ze swoimi b\u00f3lami jak z ma\u0142ymi, szczelnie zamkni\u0119tymi walizkami. Kobieta z kaszlem. M\u0119\u017cczyzna z opuchni\u0119t\u0105 r\u0119k\u0105. Staruszka, kt\u00f3ra co chwil\u0119 poprawia\u0142a apaszk\u0119 pod szyj\u0105. Wszyscy chcieli czego\u015b prostego: ulgi, tabletki, zwolnienia, recepty. Ja te\u017c przyszed\u0142em po ulg\u0119, cho\u0107 od pocz\u0105tku wiedzia\u0142em, \u017ce nie o ulg\u0119 naprawd\u0119 chodzi.<br>Lekarz zna\u0142 mnie od lat, ale tylko z nazwiska i kilku banalnych dolegliwo\u015bci. Mia\u0142 twarz cz\u0142owieka, kt\u00f3ry ju\u017c dawno przesta\u0142 wierzy\u0107 w g\u0142\u0119bi\u0119 cudzych historii. To mi odpowiada\u0142o. Ludzie zbyt wra\u017cliwi zadaj\u0105 zbyt wiele pyta\u0144.<br>\u2013 Nie \u015bpi\u0119 \u2013 powiedzia\u0142em, kiedy usiad\u0142em naprzeciw niego. \u2013 Ostatnio prawie wcale.<br>Spojrza\u0142 na mnie znad okular\u00f3w.<br>\u2013 Od kiedy?<br>Wzruszy\u0142em lekko ramionami, jak kto\u015b zm\u0119czony nawet w\u0142asn\u0105 odpowiedzi\u0105.<br>\u2013 Od miesi\u0119cy. Mo\u017ce d\u0142u\u017cej. S\u0105 noce, kiedy zasypiam nad ranem. S\u0105 takie, kiedy nie zasypiam wcale.<br>\u2013 Stres?<br>U\u015bmiechn\u0105\u0142em si\u0119 blado.<br>\u2013 Raczej przesz\u0142o\u015b\u0107. Cz\u0142owiek czasem my\u015bli, \u017ce co\u015b ju\u017c w nim ucich\u0142o, a potem wraca noc i wszystko s\u0142yszy znowu.<br>Nie musia\u0142em wiele dodawa\u0107. Wystarczy\u0142o kilka pauz, jedno spojrzenie w bok, ton g\u0142osu przygaszony odrobin\u0119 bardziej ni\u017c zwykle. Lekarze lubi\u0105 s\u0142owa, kt\u00f3re od razu ustawiaj\u0105 pacjenta w gotowej historii.<br>\u2013 Nadal prze\u017cywa pan \u015bmier\u0107 \u017cony? \u2013 zapyta\u0142 w ko\u0144cu.<br>Nie poprawi\u0142em go.<br>Prawda by\u0142a bardziej skomplikowana, a przez to mniej u\u017cyteczna. Samob\u00f3jstwo zawsze robi na ludziach odpowiednie wra\u017cenie. Otwiera drzwi, kt\u00f3rych zwyk\u0142y smutek nie potrafi uchyli\u0107. Pozwala m\u00f3wi\u0107 mniej, a dosta\u0107 wi\u0119cej.<br>\u2013 Bywaj\u0105 noce, kiedy nie potrafi\u0119 od niej odej\u015b\u0107 \u2013 odpowiedzia\u0142em cicho.<br>Zapisa\u0142 co\u015b na kartce. Potem spojrza\u0142 na mnie jeszcze raz, ju\u017c bardziej mi\u0119kko, z t\u0105 automatyczn\u0105 ostro\u017cno\u015bci\u0105, jak\u0105 uruchamia w ludziach cudza tragedia, zw\u0142aszcza dobrze opowiedziana.<br>\u2013 Przepisz\u0119 panu co\u015b mocniejszego. Nie na d\u0142ugo. Prosz\u0119 uwa\u017ca\u0107, to nie s\u0105 tabletki do codziennego brania. Dzia\u0142aj\u0105 szybko. Rano mog\u0105 zostawia\u0107 zamglenie.<br>Przyj\u0105\u0142em recept\u0119 z wdzi\u0119czno\u015bci\u0105, kt\u00f3rej nie musia\u0142em udawa\u0107. Nie za wsp\u00f3\u0142czucie. Za prostot\u0119. Za to, \u017ce \u015bwiat wci\u0105\u017c tak \u0142atwo dawa\u0142 si\u0119 uk\u0142ada\u0107 odpowiednim tonem g\u0142osu i kilkoma starannie dobranymi przemilczeniami.<br>W aptece wykupi\u0142em lek bez s\u0142owa. Pude\u0142ko by\u0142o ma\u0142e, bia\u0142e, zupe\u0142nie zwyczajne. Przez chwil\u0119 obraca\u0142em je w palcach, zanim schowa\u0142em do kieszeni p\u0142aszcza. Nie czu\u0142em si\u0119 winny. Jeszcze nie. Win\u0119 odczuwa si\u0119 wtedy, gdy dzia\u0142a si\u0119 dla siebie. Ja dzia\u0142a\u0142em przecie\u017c dla spokoju. Dla snu. Dla ciszy, kt\u00f3rej ona najwyra\u017aniej nie umia\u0142a ju\u017c znale\u017a\u0107 sama.<br>Wieczorem wyj\u0105\u0142em z szuflady apaszk\u0119.<br>Le\u017ca\u0142a tam od dawna, starannie z\u0142o\u017cona, troch\u0119 ju\u017c zapomniana. Nale\u017ca\u0142a kiedy\u015b do mojej \u017cony. Nie by\u0142a w jej stylu, przynajmniej nie tym ostatnim, kt\u00f3ry pami\u0119tali ludzie. W tamtych ostatnich latach nosi\u0142a kolory coraz bardziej zgaszone, jakby powoli chcia\u0142a znika\u0107 tak\u017ce z tkanin. Ale wcze\u015bniej bywa\u0142a inna. Jeszcze zanim nauczy\u0142a si\u0119 milcze\u0107 godzinami, zanim wszystko w niej zacz\u0119\u0142o si\u0119 zapada\u0107 i gasn\u0105\u0107, potrafi\u0142a wybiera\u0107 barwy ciep\u0142e i \u017cywe. Ta apaszka by\u0142a z tamtego czasu. Miodowa, z cienk\u0105 smug\u0105 czerwieni i granatu, lekka, jedwabista, pe\u0142na \u015bwiat\u0142a nawet wtedy, gdy le\u017ca\u0142a nieruchomo.<br>Nie trzyma\u0142em jej z sentymentu. Nie wierzy\u0142em w sentyment. Trzyma\u0142em, bo od dawna wiedzia\u0142em, \u017ce istniej\u0105 przedmioty, kt\u00f3re czekaj\u0105 na swoje w\u0142a\u015bciwe przeznaczenie d\u0142u\u017cej ni\u017c ludzie.<br>Roz\u0142o\u017cy\u0142em j\u0105 na stole.<br>Od razu zobaczy\u0142em j\u0105 w tej apaszce. Nie moj\u0105 \u017con\u0119. T\u0119 drug\u0105. Jej twarz zrobi\u0142aby si\u0119 przy niej ja\u015bniejsza. Oczy przesta\u0142yby ton\u0105\u0107 w ciemnych materia\u0142ach. Kark, je\u015bli zawi\u0105za\u0142aby j\u0105 lu\u017aniej, mia\u0142by wreszcie ram\u0119, na jak\u0105 zas\u0142ugiwa\u0142. Nie wybra\u0142aby jej sama. Oczywi\u015bcie, \u017ce nie. Kobiety tak d\u0142ugo uczone, by nie ufa\u0107 w\u0142asnemu odbiciu, rzadko wybieraj\u0105 dla siebie rzeczy, kt\u00f3re mog\u0142yby je wyci\u0105gn\u0105\u0107 ku \u015bwiat\u0142u.<br>P\u00f3\u017anym popo\u0142udniem poszed\u0142em do jej kamienicy.<br>Klatka schodowa by\u0142a cicha. Nigdzie nie pali\u0142o si\u0119 \u015bwiat\u0142o. Na trzecim pi\u0119trze doniczka z zaschni\u0119t\u0105 lawend\u0105 sta\u0142a dok\u0142adnie tam, gdzie j\u0105 zostawi\u0142em. Klucz le\u017ca\u0142 pod spodem, ch\u0142odny i g\u0142adki, jakby za ka\u017cdym razem czeka\u0142 tylko na moj\u0105 d\u0142o\u0144. Otworzy\u0142em drzwi bez po\u015bpiechu.<br>W mieszkaniu by\u0142o ciemniej ni\u017c poprzednio. Nie zmieni\u0142o si\u0119 prawie nic, a jednak od razu wyczu\u0142em zmian\u0119. W \u0142azience nie wisia\u0142 ju\u017c ten stary, sprany stanik. Szuflada z bielizn\u0105 by\u0142a u\u0142o\u017cona troch\u0119 inaczej, jak po czyim\u015b niezdecydowanym porz\u0105dku. Na blacie przy lustrze sta\u0142 bezbarwny lakier do paznokci, odkr\u0119cony niedawno. Przyszed\u0142em za wcze\u015bnie, by zobaczy\u0107 wszystko, ale do\u015b\u0107 p\u00f3\u017ano, by wiedzie\u0107, \u017ce co\u015b si\u0119 zacz\u0119\u0142o.<br>To mnie uspokoi\u0142o.<br>Wyj\u0105\u0142em z kieszeni pude\u0142ko z lekami. W kuchni, przy s\u0142abym \u015bwietle wpadaj\u0105cym z podw\u00f3rza, odkr\u0119ci\u0142em jej buteleczk\u0119. Przez moment patrzy\u0142em na ma\u0142e bia\u0142e tabletki, kt\u00f3re ju\u017c tam by\u0142y. Takie niewinne. Tak \u0142atwe do pomylenia z ulg\u0105. Wsypa\u0142em kilka nowych i zakr\u0119ci\u0142em pojemnik ostro\u017cnie, niemal czule. Nie robi\u0142em tego po to, by j\u0105 skrzywdzi\u0107. Przeciwnie. Chcia\u0142em tylko, \u017ceby spa\u0142a g\u0142\u0119biej. Spokojniej. \u017beby nie budzi\u0142y jej co noc stare g\u0142osy, szyderstwa, dawne d\u0142onie poprawiaj\u0105ce na niej materia\u0142 jak na manekinie. Cz\u0142owiek niewyspany my\u015bli gorzej, pami\u0119ta gorzej, l\u0119ka si\u0119 bardziej. Czasem wystarczy da\u0107 mu sen, by przesta\u0142 stawia\u0107 op\u00f3r temu, co mog\u0142oby go ocali\u0107.<br>Postawi\u0142em buteleczk\u0119 dok\u0142adnie tam, gdzie sta\u0142a.<br>Potem przeszed\u0142em do sypialni i zostawi\u0142em apaszk\u0119 na komodzie przy lustrze. Nie w pude\u0142ku, nie z bilecikiem, nie jak prezent. U\u0142o\u017cy\u0142em j\u0105 tak, jakby nale\u017ca\u0142a do tego pokoju od dawna. Jakby pewnego dnia sama j\u0105 kupi\u0142a, od\u0142o\u017cy\u0142a i tylko zapomnia\u0142a. Kolory roz\u0142o\u017cy\u0142y si\u0119 mi\u0119kko na drewnie, zbyt \u017cywe jak na jej dotychczasowe wybory, a jednak nie krzykliwe. Czeka\u0142y.<br>Sta\u0142em nad t\u0105 apaszk\u0105 chwil\u0119 d\u0142u\u017cej, ni\u017c by\u0142o trzeba.<br>Wiedzia\u0142em, \u017ce kiedy j\u0105 zobaczy, najpierw si\u0119 zdziwi. Potem zw\u0105tpi w pami\u0119\u0107. Potem by\u0107 mo\u017ce przy\u0142o\u017cy materia\u0142 do szyi, tylko po to, by sprawdzi\u0107, czy rzeczywi\u015bcie jest jej obcy. I w\u0142a\u015bnie ten moment by\u0142 najwa\u017cniejszy. Nie przedmiot. Nie k\u0142amstwo. Ta kr\u00f3tka sekunda, w kt\u00f3rej cz\u0142owiek zaczyna bardziej ufa\u0107 cudzej sugestii ni\u017c w\u0142asnemu wspomnieniu.<br>To wtedy naprawd\u0119 otwieraj\u0105 si\u0119 drzwi.<br>Wyszed\u0142em z mieszkania tak cicho, jak wszed\u0142em. Klucz od\u0142o\u017cy\u0142em pod doniczk\u0119. Na ulicy powietrze by\u0142o zimne i wilgotne, latarnie dopiero zaczyna\u0142y odbija\u0107 si\u0119 w mokrym bruku. Szed\u0142em wolno, z r\u0119kami w kieszeniach, i my\u015bla\u0142em o niej wieczorem, stoj\u0105cej przy lustrze z t\u0105 apaszk\u0105 w d\u0142oniach, zm\u0119czonej, zaskoczonej, mo\u017ce troch\u0119 zaniepokojonej. I po raz pierwszy przysz\u0142o mi do g\u0142owy, \u017ce to nie zachwyt jest teraz najwa\u017cniejszy.<br>Najwa\u017cniejsze by\u0142o to, \u017ce zaczyna\u0142a w\u0105tpi\u0107 w granic\u0119 mi\u0119dzy tym, co jej, a tym, co jej podsuni\u0119te.<br>A cz\u0142owiek, kt\u00f3ry w\u0105tpi we w\u0142asn\u0105 pami\u0119\u0107, bardzo szybko uczy si\u0119 ufa\u0107 temu, kto m\u00f3wi spokojnie.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><strong>Strach<\/strong><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Kiedy wr\u00f3ci\u0142am do domu, od razu poczu\u0142am, \u017ce co\u015b jest nie tak.<br>Nie umia\u0142am tego nazwa\u0107. Nie chodzi\u0142o o zapach, cho\u0107 przez chwil\u0119 sta\u0142am w przedpokoju nieruchomo, jak pies, kt\u00f3ry wyczu\u0142 obc\u0105 obecno\u015b\u0107 i sam sobie nie ufa. Wszystko wydawa\u0142o si\u0119 takie samo. P\u0142aszcz na wieszaku. Buty przy \u015bcianie. Miseczka na klucze. Kubek zostawiony rano w zlewie. A jednak pod sk\u00f3r\u0105 mia\u0142am to lekkie, nieprzyjemne dr\u017cenie, jakby mieszkanie, cho\u0107 znajome, patrzy\u0142o na mnie przez sekund\u0119 cudzym wzrokiem.<br>Zdj\u0119\u0142am p\u0142aszcz i przesz\u0142am do sypialni.<br>Apaszk\u0119 zobaczy\u0142am od razu.<br>Le\u017ca\u0142a na komodzie przy lustrze, roz\u0142o\u017cona mi\u0119kko, jakby kto\u015b po\u0142o\u017cy\u0142 j\u0105 tam tylko na chwil\u0119 i mia\u0142 zaraz wr\u00f3ci\u0107. By\u0142a \u0142adna, to uderzy\u0142o mnie najpierw. Zbyt \u0142adna jak na moje rzeczy. Jedwabista, lekka, w kolorach ciep\u0142ych i \u017cywych, miodowych, z ciemniejsz\u0105 czerwieni\u0105 i odrobin\u0105 granatu. Nie kupi\u0142abym sobie takiej. Nie dlatego, \u017ce mi si\u0119 nie podoba\u0142a. W\u0142a\u015bnie przeciwnie. Podoba\u0142a mi si\u0119 za bardzo. A rzeczy, kt\u00f3re podobaj\u0105 si\u0119 za bardzo, od lat omija\u0142am ostro\u017cnie, jakby sam fakt ich posiadania m\u00f3g\u0142 mnie o\u015bmieszy\u0107.<br>Podesz\u0142am bli\u017cej.<br>Przez chwil\u0119 patrzy\u0142am na ni\u0105 bez ruchu. Potem dotkn\u0119\u0142am materia\u0142u opuszkami palc\u00f3w. By\u0142 ch\u0142odny i g\u0142adki. Zna\u0142am ten dotyk z witryn sklepowych, z miejsc, do kt\u00f3rych wchodzi si\u0119 bardziej po to, \u017ceby sobie co\u015b wyobrazi\u0107, ni\u017c \u017ceby naprawd\u0119 kupi\u0107.<br>Serce zabi\u0142o mi szybciej.<br>Sk\u0105d ona si\u0119 tu wzi\u0119\u0142a?<br>Pytanie by\u0142o proste, a jednak od razu pojawi\u0142a si\u0119 odpowied\u017a jeszcze prostsza i bardziej tch\u00f3rzliwa. Moja. Musi by\u0107 moja. Przecie\u017c czyja inna. Mo\u017ce kupi\u0142am j\u0105 dawno temu, mo\u017ce dosta\u0142am od kogo\u015b, mo\u017ce prze\u0142o\u017cy\u0142am z szafy do szuflady i zupe\u0142nie o tym zapomnia\u0142am. Zdarza\u0142o mi si\u0119 przecie\u017c zapomina\u0107 drobiazgi. Ostatnio cz\u0119\u015bciej ni\u017c dawniej. Buteleczka z tabletkami raz wydawa\u0142a si\u0119 ci\u0119\u017csza, raz l\u017cejsza. Wieczory roz\u0142azi\u0142y si\u0119 czasem na nieostre plamy. Mo\u017ce to w\u0142a\u015bnie jeden z takich drobiazg\u00f3w, przesuni\u0119tych gdzie\u015b przez roztargnienie.<br>A jednak nie wierzy\u0142am sobie do ko\u0144ca.<br>Otworzy\u0142am szuflad\u0119 komody, potem drug\u0105, potem szaf\u0119. Zajrza\u0142am na p\u00f3\u0142ki, do koszyka z apaszkami i szalikami, cho\u0107 od razu wiedzia\u0142am, \u017ce to bez sensu. Nie mia\u0142am takich kolor\u00f3w. Nigdy nie wybiera\u0142am takich kolor\u00f3w. Ciemne, zgaszone, bezpieczne, owszem. Granat. Szaro\u015b\u0107. Czer\u0144. Czasem brudne bordo, je\u015bli akurat pr\u00f3bowa\u0142am sobie wm\u00f3wi\u0107 odwag\u0119. Ale nie to. To by\u0142o zbyt \u017cywe. Zbyt roz\u015bwietlaj\u0105ce. Zbyt pewne siebie.<br>Zacz\u0119\u0142am chodzi\u0107 po mieszkaniu szybciej.<br>Kuchnia. \u0141azienka. Salon. Otworzy\u0142am drzwi szafy w przedpokoju, jakbym spodziewa\u0142a si\u0119 znale\u017a\u0107 tam cz\u0142owieka, cho\u0107 przecie\u017c nie spodziewa\u0142am si\u0119 tego naprawd\u0119. Sprawdzi\u0142am okna. Zamkni\u0119te. Drzwi balkonowe. Te\u017c. W \u0142azience sta\u0142y moje kremy, szczoteczka, lakier do paznokci. W kuchni wszystko wydawa\u0142o si\u0119 na miejscu. A jednak im d\u0142u\u017cej patrzy\u0142am, tym mniej by\u0142am pewna, co w\u0142a\u015bciwie znaczy na miejscu. Czy kubek rano sta\u0142 bardziej na lewo. Czy ksi\u0105\u017cka le\u017ca\u0142a na fotelu tak samo. Czy p\u0142aszcz wisia\u0142 dok\u0142adnie na tym haczyku.<br>To by\u0142o najgorsze.<br>Nie strach jeszcze, nie taki czysty i prosty, kt\u00f3ry ka\u017ce dzwoni\u0107 po pomoc, w\u0142\u0105cza\u0107 wszystkie \u015bwiat\u0142a i sprawdza\u0107 zamki. Raczej w\u0105tpliwo\u015b\u0107. Powolna, lepka, nieprzyzwoita. Mo\u017ce nic si\u0119 nie sta\u0142o. Mo\u017ce tylko co\u015b mi si\u0119 miesza. Mo\u017ce to przez sen. Mo\u017ce przez tabletki. Mo\u017ce cz\u0142owiek mieszkaj\u0105cy sam za d\u0142ugo zaczyna nadawa\u0107 znaczenie przedmiotom, kt\u00f3re po prostu le\u017c\u0105 tam, gdzie le\u017c\u0105.<br>Wr\u00f3ci\u0142am do sypialni i znowu spojrza\u0142am na apaszk\u0119.<br>Wzi\u0119\u0142am j\u0105 do r\u0119ki.<br>Nawet wtedy pr\u00f3bowa\u0142am sobie wm\u00f3wi\u0107, \u017ce robi\u0119 to tylko po to, \u017ceby sprawdzi\u0107 metk\u0119, mark\u0119, cokolwiek, co mog\u0142oby uruchomi\u0107 pami\u0119\u0107. Ale nie. Przy\u0142o\u017cy\u0142am j\u0105 do szyi. Odruchowo. Przed lustrem. Materia\u0142 opad\u0142 mi\u0119kko na obojczyki, kolory odbi\u0142y si\u0119 od sk\u00f3ry, i przez jedn\u0105 straszn\u0105 sekund\u0119 zobaczy\u0142am, \u017ce moja twarz wygl\u0105da przy nich inaczej. Ja\u015bniej. Nie pi\u0119kniej, to by\u0142oby za du\u017ce s\u0142owo. Mniej zgaszenie. Jakby kto\u015b odsun\u0105\u0142 od policzk\u00f3w cienk\u0105 warstw\u0119 popio\u0142u.<br>Opu\u015bci\u0142am r\u0119ce tak szybko, jakbym dotkn\u0119\u0142a czego\u015b gor\u0105cego.<br>To nie by\u0142a moja apaszka.<br>A je\u015bli by\u0142a, to znaczy\u0142o co\u015b jeszcze gorszego. \u017be mog\u0142am mie\u0107 w domu rzecz, kt\u00f3ra nie pasowa\u0142a do niczego, co o sobie wiedzia\u0142am, i nie pami\u0119ta\u0107, sk\u0105d si\u0119 wzi\u0119\u0142a.<br>Usiad\u0142am na \u0142\u00f3\u017cku.<br>Przez chwil\u0119 s\u0142ysza\u0142am tylko w\u0142asny oddech i szum wody w rurach gdzie\u015b za \u015bcian\u0105. Potem spojrza\u0142am na zegar. By\u0142o p\u00f3\u017ano, p\u00f3\u017aniej ni\u017c my\u015bla\u0142am. Zrobi\u0142o mi si\u0119 nagle tak ci\u0119\u017cko, jakby ca\u0142e to mieszkanie, zamiast dawa\u0107 schronienie, zacz\u0119\u0142o nieznacznie przechyla\u0107 si\u0119 ku czemu\u015b, czego nie rozumia\u0142am.<br>Powinnam by\u0142a wtedy zadzwoni\u0107 do kogo\u015b. Do kole\u017canki. Do s\u0105siadki. Do kogokolwiek. Zamiast tego posz\u0142am do kuchni po tabletki.<br>Nie zrobi\u0142am tego od razu z rozpaczy. Raczej ze zm\u0119czenia. Z poczucia, \u017ce je\u015bli tej nocy nie utn\u0119 my\u015bli szybko, do rana rozrosn\u0105 si\u0119 we mnie jak ple\u015b\u0144. Otworzy\u0142am buteleczk\u0119 i wysypa\u0142am na d\u0142o\u0144 jedn\u0105 tabletk\u0119, potem drug\u0105. Patrzy\u0142am na nie chwil\u0119 d\u0142u\u017cej, pr\u00f3buj\u0105c przypomnie\u0107 sobie, czy wcze\u015bniej bra\u0142am zawsze jedn\u0105, czy czasem dwie. Nie wiedzia\u0142am. To te\u017c mnie zirytowa\u0142o. Cz\u0142owiek powinien wiedzie\u0107 takie rzeczy o w\u0142asnym \u017cyciu.<br>Po\u0142kn\u0119\u0142am obie.<br>Le\u017ca\u0142am potem d\u0142ugo w \u0142\u00f3\u017cku, cho\u0107 nie pami\u0119tam dok\u0142adnie jak d\u0142ugo. Apaszka wisia\u0142a na oparciu krzes\u0142a, bo nie chcia\u0142am ju\u017c patrze\u0107 na ni\u0105 na komodzie. W p\u00f3\u0142mroku mia\u0142a w sobie co\u015b nieprzyzwoicie \u017cywego. Zamkn\u0119\u0142am oczy i pr\u00f3bowa\u0142am odtworzy\u0107 ca\u0142y dzie\u0144 krok po kroku, jak cz\u0142owiek, kt\u00f3ry szuka miejsca, w kt\u00f3rym zgubi\u0142 drobiazg. Sklep. Chodnik.&nbsp;Klucze.&nbsp;P\u0142aszcz. Drzwi. Mo\u017ce naprawd\u0119 przynios\u0142am j\u0105 sama. Mo\u017ce by\u0142a w torbie. Mo\u017ce wyj\u0119\u0142am j\u0105, nie pami\u0119taj\u0105c. Mo\u017ce przesta\u0142am ostatnio pami\u0119ta\u0107 wi\u0119cej rzeczy, ni\u017c chcia\u0142abym przyzna\u0107.<br>To by\u0142a ostatnia my\u015bl, jak\u0105 pami\u0119tam.<br>Potem jest pustka.<br>Nie sen nawet. Nie obrazy. Nie koszmar. Po prostu czarna dziura, jakby kto\u015b zgasi\u0142 \u015bwiat\u0142o nie tylko w pokoju, ale i we mnie.<br>Obudzi\u0142am si\u0119 p\u00f3\u017ano, zbyt p\u00f3\u017ano.<br>S\u0142o\u0144ce sta\u0142o ju\u017c wysoko, grzej\u0105c szyb\u0119 brudnym, sp\u00f3\u017anionym \u015bwiat\u0142em. G\u0142owa ci\u0105\u017cy\u0142a mi jak po gor\u0105czce, j\u0119zyk mia\u0142am suchy, a cia\u0142o obce i oci\u0119\u017ca\u0142e, jakby w nocy nale\u017ca\u0142o do kogo\u015b innego. Si\u0119gn\u0119\u0142am po telefon i przez chwil\u0119 nie mog\u0142am zrozumie\u0107 godziny. Dopiero po paru sekundach przypomnia\u0142am sobie, \u017ce jest sobota. Dzie\u0144 wolny. Gdyby to by\u0142 zwyk\u0142y dzie\u0144 pracy, zaspa\u0142abym tak beznadziejnie, \u017ce nie starczy\u0142oby ju\u017c \u017cadnych t\u0142umacze\u0144.<br>Usiad\u0142am powoli.<br>Pok\u00f3j by\u0142 zwyczajny. Za zwyczajny. Krzes\u0142o. Komoda.&nbsp;Lustro. Apaszka nadal wisia\u0142a na oparciu i wygl\u0105da\u0142a tak, jakby noc niczego wok\u00f3\u0142 niej nie zmieni\u0142a. Patrzy\u0142am na ni\u0105 d\u0142u\u017csz\u0105 chwil\u0119, czuj\u0105c to okropne, lepkie wra\u017cenie, \u017ce co\u015b wydarzy\u0142o si\u0119 wczoraj naprawd\u0119, tylko nie umiem uchwyci\u0107 co. Jakby urwa\u0142 mi si\u0119 film w po\u0142owie sceny, a dzi\u015b rano zosta\u0142y tylko rekwizyty.<br>Wsta\u0142am i posz\u0142am zrobi\u0107 kaw\u0119.<br>P\u00f3\u017ane \u015bniadanie smakowa\u0142o papierem. Chleb, ser, mas\u0142o, wszystko mia\u0142o ten sam mdlawy odcie\u0144, kt\u00f3ry zostaje cz\u0142owiekowi w ustach po \u017ale przespanej nocy albo po lekach mocniejszych, ni\u017c powinny by\u0107. Siedzia\u0142am przy stole z kubkiem w d\u0142oni i pr\u00f3bowa\u0142am sobie przypomnie\u0107, czy wczoraj naprawd\u0119 tak si\u0119 przestraszy\u0142am, czy mo\u017ce wyolbrzymi\u0142am wszystko ze zm\u0119czenia. Im d\u0142u\u017cej my\u015bla\u0142am, tym mniej wiedzia\u0142am. Zamiast wspomnie\u0144 mia\u0142am tylko pojedyncze obrazy. Kolor apaszki. Otwarta szafa. Ch\u0142\u00f3d pod\u0142ogi pod bosymi stopami. Dwie tabletki na d\u0142oni.<br>Poza tym nic.<br>Najbardziej przera\u017ca\u0142o mnie nie to, \u017ce czego\u015b nie pami\u0119tam. Najbardziej przera\u017ca\u0142o mnie to, \u017ce przy porannej kawie zaczyna\u0142am powoli godzi\u0107 si\u0119 z t\u0105 niepami\u0119ci\u0105, jakby by\u0142a czym\u015b zwyczajnym, jeszcze jednym skutkiem ubocznym, z kt\u00f3rym trzeba nauczy\u0107 si\u0119 \u017cy\u0107.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><strong>Szcz\u0119\u015bcie<\/strong><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Obudzi\u0142am si\u0119 wcze\u015bnie, cho\u0107 zasn\u0119\u0142am p\u00f3\u017ano.<br>Przez chwil\u0119 nie wiedzia\u0142am, gdzie jestem. Nie z l\u0119ku, jak dawniej, kiedy przebudzenie by\u0142o zawsze gwa\u0142towne, z sercem t\u0142uk\u0105cym si\u0119 pod gard\u0142em i z tym pierwszym, nieludzkim uczuciem, \u017ce noc znowu co\u015b ze mnie wygryz\u0142a. Tym razem by\u0142o inaczej. Najpierw ciep\u0142o. Potem mi\u0119kko\u015b\u0107 po\u015bcieli. Potem ci\u0119\u017car czyjego\u015b ramienia przewieszonego przez moje biodro. Dopiero na ko\u0144cu hotelowy sufit, zbyt g\u0142adki i jasny, \u017ceby nale\u017ce\u0107 do w\u0142asnego mieszkania.<br>Le\u017ca\u0142am wtulona w niego, z policzkiem opartym o jego bark, i s\u0142ucha\u0142am jego oddechu.<br>Od jakiego\u015b czasu ju\u017c nie bra\u0142am tabletek nasennych. Ta my\u015bl przysz\u0142a do mnie spokojnie, bez triumfu, bardziej jak zdziwienie, kt\u00f3re nie zd\u0105\u017cy\u0142o jeszcze przywykn\u0105\u0107 do w\u0142asnego szcz\u0119\u015bcia. Nie pami\u0119ta\u0142am nawet, kiedy po\u0142kn\u0119\u0142am ostatni\u0105. Mo\u017ce dwa miesi\u0105ce temu, mo\u017ce trzy. Sen przy nim przychodzi\u0142 inaczej. Wolniej, ale czy\u015bciej. Bez tego rozpaczliwego osuwania si\u0119 w ciemno\u015b\u0107, bez budzenia si\u0119 w \u015brodku nocy z ustami otwartymi po krzyku, kt\u00f3ry nie zd\u0105\u017cy\u0142 si\u0119 wydosta\u0107. Oczywi\u015bcie, zdarza\u0142y si\u0119 jeszcze sny ci\u0119\u017ckie, popl\u0105tane, z dawnymi g\u0142osami i dawnymi twarzami, ale rano nie zostawa\u0142y we mnie jak brudna woda. Przy nim wszystko jakby szybciej osiada\u0142o na dnie.<br>Poruszy\u0142 si\u0119 lekko przez sen i przyci\u0105gn\u0105\u0142 mnie bli\u017cej, zupe\u0142nie odruchowo, bez budzenia si\u0119. Ten gest porusza\u0142 mnie za ka\u017cdym razem bardziej, ni\u017c chcia\u0142abym przyzna\u0107. Nie dlatego, \u017ce by\u0142 nami\u0119tny. W\u0142a\u015bnie przeciwnie. By\u0142o w nim co\u015b zwyczajnego, prawie domowego, jakby moje cia\u0142o znalaz\u0142o wreszcie miejsce, w kt\u00f3rym nie musi si\u0119 t\u0142umaczy\u0107 z w\u0142asnego ci\u0119\u017caru, ciep\u0142a, obecno\u015bci.<br>Patrzy\u0142am na jego d\u0142o\u0144 spoczywaj\u0105c\u0105 na moim brzuchu i pomy\u015bla\u0142am, \u017ce chyba naprawd\u0119 si\u0119 zmieni\u0142am.<br>Nie w ten spos\u00f3b, jaki zauwa\u017ca si\u0119 od razu w lustrze. To nie by\u0142a przemiana z romans\u00f3w ani kobiecych magazyn\u00f3w, gdzie nagle wszystko staje si\u0119 prostsze, a twarz zaczyna promienie\u0107 jak po nowym \u017cyciu. Moja twarz nadal by\u0142a moja. Cia\u0142o te\u017c. Uda nie zrobi\u0142y si\u0119 nagle smuk\u0142e, brzuch nie znikn\u0105\u0142, policzki nie nabra\u0142y filmowej lekko\u015bci. A jednak by\u0142o we mnie co\u015b innego. Chodzi\u0142am wolniej, ale pewniej. Rzadziej poprawia\u0142am sweter przy brzuchu. Przesta\u0142am kupowa\u0107 rzeczy wy\u0142\u0105cznie po to, by si\u0119 w nich schowa\u0107. W\u0142osy nosi\u0142am ja\u015bniejsze, odrobin\u0119 cieplejsze, nie tak martwe jak dawniej. Paznokcie, cho\u0107 zwykle nadal skromne, nie by\u0142y ju\u017c zawsze nagie i zaniedbane. Nawet g\u0142os zrobi\u0142 si\u0119 spokojniejszy, jakby mniej od razu przeprasza\u0142 za to, \u017ce istnieje.<br>Wszyscy to zauwa\u017cali.<br>Kinga z pracy powiedzia\u0142a ostatnio, \u017ce wygl\u0105dam, jakbym wreszcie zacz\u0119\u0142a sypia\u0107. S\u0105siadka z drugiego pi\u0119tra spyta\u0142a, czy schud\u0142am, a kiedy zaprzeczy\u0142am, przyjrza\u0142a mi si\u0119 jeszcze chwil\u0119 i odpar\u0142a, \u017ce w takim razie po prostu lepiej si\u0119 nosz\u0119. Nawet ekspedientka w sklepie z kosmetykami, ta sama, kt\u00f3ra dawniej poleca\u0142a mi wy\u0142\u0105cznie be\u017ce i maty dla kobiet pragn\u0105cych znikn\u0105\u0107, poda\u0142a mi szmink\u0119 w kolorze, po kt\u00f3ry kiedy\u015b nie si\u0119gn\u0119\u0142abym z w\u0142asnej woli.<br>Wiedzia\u0142am, komu to zawdzi\u0119czam.<br>To by\u0142o mo\u017ce najs\u0142odsze i najstraszniejsze zarazem.<br>On dba\u0142 o mnie w spos\u00f3b, kt\u00f3rego d\u0142ugo nie umia\u0142am nawet rozpozna\u0107. Nie przez wielkie deklaracje, nie przez nieustanne zapewnienia, \u017ce jestem pi\u0119kna, wyj\u0105tkowa, jedyna. Takich s\u0142\u00f3w nie lubi\u0142am. Pachnia\u0142y fa\u0142szem i tanim g\u0142odem. On dzia\u0142a\u0142 inaczej. Potrafi\u0142 spojrze\u0107 na mnie rano i powiedzie\u0107, \u017cebym zwi\u0105za\u0142a w\u0142osy wy\u017cej, bo wtedy twarz wygl\u0105da l\u017cej. Albo odsun\u0105\u0107 ode mnie sweter i mrukn\u0105\u0107, \u017ce ten kolor mnie gasi. Albo po prostu po\u0142o\u017cy\u0107 mi na \u0142\u00f3\u017cku sukienk\u0119, kt\u00f3rej sama nigdy bym nie wybra\u0142a, a potem patrze\u0107, a\u017c przestan\u0119 si\u0119 wstydzi\u0107 w\u0142asnego odbicia.<br>Czasem naciska\u0142 zbyt mocno, to prawda.<br>Bywa\u0142y chwile, kiedy jego ton robi\u0142 si\u0119 twardszy, bardziej nieznosz\u0105cy sprzeciwu. Kiedy chcia\u0142, \u017cebym wr\u00f3ci\u0142a do hotelu wcze\u015bniej, cho\u0107 mia\u0142am ochot\u0119 jeszcze posiedzie\u0107 nad jeziorem. Kiedy upiera\u0142 si\u0119, \u017ce nie powinnam zak\u0142ada\u0107 czego\u015b, co znowu robi ze mnie star\u0105 wersj\u0119 mnie. Kiedy patrzy\u0142 z widocznym niezadowoleniem, je\u015bli odruchowo wybiera\u0142am rzeczy zbyt bezpieczne, zbyt nijakie, zbyt dawne. W takich chwilach czu\u0142am op\u00f3r, czasem nawet z\u0142o\u015b\u0107, ale trwa\u0142y kr\u00f3tko. Potem zwykle przychodzi\u0142o co\u015b innego. Jego r\u0119ka na karku. Spokojny g\u0142os. U\u015bmiech, kt\u00f3rym potrafi\u0142 ze mnie zdj\u0105\u0107 napi\u0119cie szybciej, ni\u017c sama umia\u0142abym to zrobi\u0107.<br>Nie ma ludzi idealnych, my\u015bla\u0142am wtedy.<br>Ka\u017cdy ma swoje przyzwyczajenia, swoje cienie, swoje ma\u0142e okrucie\u0144stwa nawet. Mo\u017ce mi\u0142o\u015b\u0107 zawsze troch\u0119 ociera si\u0119 o w\u0142adz\u0119. Mo\u017ce je\u015bli cz\u0142owiek chce by\u0107 naprawd\u0119 kochany, musi zgodzi\u0107 si\u0119 odda\u0107 co\u015b ze swojej sztywno\u015bci, ze swoich l\u0119k\u00f3w, ze swojej samotnej wolno\u015bci, kt\u00f3ra tak cz\u0119sto okazuje si\u0119 tylko inn\u0105 nazw\u0105 pustki.<br>Przy nim ta my\u015bl nie bola\u0142a tak bardzo.<br>Poruszy\u0142 si\u0119 znowu i otworzy\u0142 oczy. Przez moment patrzy\u0142 na mnie tak, jakby jeszcze nie do ko\u0144ca odr\u00f3\u017cnia\u0142 sen od poranka. Potem u\u015bmiechn\u0105\u0142 si\u0119 lekko i przesun\u0105\u0142 palcami po moich w\u0142osach.<br>\u2013 Ju\u017c nie \u015bpisz \u2013 powiedzia\u0142 cicho.<br>Pokr\u0119ci\u0142am g\u0142ow\u0105.<br>\u2013 Obudzi\u0142am si\u0119 chwil\u0119 temu.<br>\u2013 I?<br>Nie odpowiedzia\u0142am od razu. Jak powiedzie\u0107 cz\u0142owiekowi, \u017ce jest si\u0119 szcz\u0119\u015bliw\u0105, nie brzmi\u0105c przy tym jak kto\u015b naiwny albo wdzi\u0119czny ponad miar\u0119. Jak przyzna\u0107, \u017ce po latach \u017cycia w cieniu w\u0142asnego wstydu nagle budzi si\u0119 rano bez l\u0119ku i my\u015bli tylko o tym, \u017ce dobrze jest czu\u0107 obce ciep\u0142o przy plecach.<br>\u2013 I dobrze mi \u2013 powiedzia\u0142am w ko\u0144cu.<br>To wystarczy\u0142o. Pochyli\u0142 si\u0119 i poca\u0142owa\u0142 mnie w czo\u0142o, potem w skro\u0144, tak lekko, jakby nie chcia\u0142 sp\u0142oszy\u0107 tej chwili. Zamkn\u0119\u0142am oczy. Poczu\u0142am jego podniecenie. Chcia\u0142am go. Pragn\u0119\u0142am.<br>Za oknem jezioro musia\u0142o ju\u017c ja\u015bnie\u0107, cho\u0107 zas\u0142ony by\u0142y jeszcze zaci\u0105gni\u0119te. S\u0142ysza\u0142am gdzie\u015b daleko mewy albo mo\u017ce tylko skrzypienie \u0142odzi przy pomo\u015bcie. Hotel pachnia\u0142 \u015bwie\u017c\u0105 po\u015bciel\u0105, drewnem i jego wod\u0105 po goleniu. Wszystko wydawa\u0142o si\u0119 nieprawdopodobnie proste. Tak proste, \u017ce a\u017c grozi\u0142o rozpadem pod ci\u0119\u017carem w\u0142asnego szcz\u0119\u015bcia.<br>Przylgn\u0119\u0142am do niego mocniej i przez jedn\u0105 kr\u00f3tk\u0105 chwil\u0119 pomy\u015bla\u0142am, \u017ce gdyby kto\u015b kaza\u0142 mi teraz odda\u0107 co\u015b w zamian za to wszystko, nie wiem, czy umia\u0142abym odm\u00f3wi\u0107.<br>Mo\u017ce w\u0142a\u015bnie na tym polega mi\u0142o\u015b\u0107.<br>A mo\u017ce tylko bardzo chcia\u0142am, \u017ceby tak by\u0142o.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><strong>Ona<\/strong><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><br>Cicho westchn\u0119\u0142a. Zadr\u017ca\u0142a i jeszcze mocniej wtuli\u0142a si\u0119 we mnie. Patrzy\u0142em na ni\u0105.<br>Le\u017ca\u0142a jeszcze z zamkni\u0119tymi oczami, ciep\u0142a, mi\u0119kka, spokojna, a ja s\u0142ucha\u0142em przez chwil\u0119 jej oddechu z t\u0105 osobliw\u0105 mieszanin\u0105 syto\u015bci i czujno\u015bci, jak\u0105 od dawna budzi\u0142a we mnie ka\u017cda jej zmiana. To, co jeszcze rok temu by\u0142o w niej skurczem, nieufno\u015bci\u0105, odruchem zas\u0142aniania brzucha ramieniem albo poprawiania materia\u0142u na biodrach, teraz zaczyna\u0142o ust\u0119powa\u0107. Coraz rzadziej budzi\u0142a si\u0119 z tamtym dzikim przestrachem w oczach. Coraz rzadziej wstydzi\u0142a si\u0119 w\u0142asnego cia\u0142a w \u015bwietle poranka. Nawet spos\u00f3b, w jaki wtula\u0142a si\u0119 we mnie po nocy, mia\u0142 ju\u017c w sobie mniej l\u0119ku, a wi\u0119cej przyzwolenia. To by\u0142a dobra praca, pomy\u015bla\u0142em, a potem od razu poprawi\u0142em si\u0119 w my\u015bli. Nie praca przecie\u017c. Wydobywanie. Ocalanie. Przywracanie kszta\u0142tu temu, co przez lata by\u0142o rozbijane cudz\u0105 brutalno\u015bci\u0105 i w\u0142asnym zaniedbaniem.<br>Kiedy wsta\u0142a i znikn\u0119\u0142a za drzwiami \u0142azienki, us\u0142ysza\u0142em po chwili szum wody. Le\u017ca\u0142em jeszcze nieruchomo, patrz\u0105c na zagniecenie poduszki, na lekkie wg\u0142\u0119bienie po jej g\u0142owie i na rozrzucon\u0105 po\u015bciel, w kt\u00f3rej zosta\u0142o ciep\u0142o jej ud i brzucha. Potem odwr\u00f3ci\u0142em si\u0119 ku p\u00f3\u0142przymkni\u0119tym drzwiom. Nie widzia\u0142em jej ca\u0142ej, tylko fragment, poruszaj\u0105cy si\u0119 za matowym szk\u0142em, i w\u0142a\u015bnie to poruszy\u0142o mnie najmocniej. Nie skrywa\u0142a si\u0119 ju\u017c tak jak dawniej. Nie zakrywa\u0142a po\u015bpiesznie piersi r\u0119cznikiem. Nie wci\u0105ga\u0142a brzucha, nie ustawia\u0142a si\u0119 bokiem do lustra, jakby chcia\u0142a oszuka\u0107 w\u0142asne odbicie. Owszem, pozostawa\u0142y jeszcze odruchy. Czasem za szybko si\u0119ga\u0142a po szlafrok, czasem marszczy\u0142a usta, stoj\u0105c przed lustrem, czasem cofa\u0142a si\u0119 o ten jeden krok, kt\u00f3ry zdradza\u0142 dawn\u0105 niech\u0119\u0107 do samej siebie. Ale to ju\u017c nie by\u0142o tamto. Teraz cia\u0142o stawa\u0142o przed ni\u0105 cz\u0119\u015bciej jak dom, w kt\u00f3rym da si\u0119 mieszka\u0107, a nie jak pomy\u0142ka, kt\u00f3r\u0105 trzeba ukry\u0107.<br>Poczu\u0142em znajome, ciep\u0142e uk\u0142ucie w\u0142asnej pr\u00f3\u017cno\u015bci. Nie wstydz\u0119 si\u0119 tego s\u0142owa. M\u0119\u017cczyzna, kt\u00f3ry twierdzi, \u017ce nigdy nie budowa\u0142 siebie na przemianie kobiety, po prostu nie zna dobrze w\u0142asnego serca. Widzia\u0142em przecie\u017c wyra\u017anie, co si\u0119 w niej zmieni\u0142o. Ja\u015bniejsze w\u0142osy, nie tak martwe jak dawniej. Lepsze materia\u0142y. Mniej tych ciemnych, zgaszonych rzeczy, w kt\u00f3rych wygl\u0105da\u0142a jak w\u0142asny cie\u0144. Paznokcie zadbane, cho\u0107 nadal skromne, usta muskane kolorem, kt\u00f3ry nie zabiera\u0142 jej twarzy \u015bwiat\u0142a. Wszystko to nie przysz\u0142o znik\u0105d. Ona sama powiedzia\u0142aby mo\u017ce, \u017ce odwa\u017cy\u0142a si\u0119 wr\u00f3ci\u0107 do siebie. Ja wiedzia\u0142em lepiej. Cz\u0142owiek wraca do siebie tylko wtedy, gdy kto\u015b wcze\u015bniej poka\u017ce mu drog\u0119.<br>A jednak nie \u0142udzi\u0142em si\u0119. Jeszcze d\u0142uga droga by\u0142a przed nami.<br>Przy ca\u0142ym tym pozornym spokoju, przy hotelowych porankach, jeziorach, restauracjach, \u0142agodniejszych s\u0142owach i coraz rzadszych tabletkach, wci\u0105\u017c mieszka\u0142o w niej co\u015b starego. Czasem s\u0142ysza\u0142em to w jej g\u0142osie, gdy pyta\u0142a o rzeczy zbyt ostro\u017cnie, jakby spodziewa\u0142a si\u0119 nagany nawet za wyb\u00f3r herbaty. Czasem widzia\u0142em w ruchu d\u0142oni, kiedy nagle prostowa\u0142a obrus albo poprawia\u0142a w\u0142osy z nadmiernym po\u015bpiechem. Czasem czu\u0142em to po prostu w \u0142\u00f3\u017cku, w tej jednej sekundzie zawahania, kiedy chcia\u0142a czego\u015b r\u00f3wnie mocno jak ja, a mimo to jeszcze gdzie\u015b w \u015brodku czeka\u0142a na pozwolenie. To by\u0142o w niej najtrudniejsze i najpi\u0119kniejsze zarazem. Ta gotowo\u015b\u0107 do oddania i ten up\u00f3r, kt\u00f3ry w ostatniej chwili przypomina\u0142 jej, \u017ce kiedy\u015b istnia\u0142a sama dla siebie.<br>Woda za \u015bcian\u0105 szumia\u0142a jednostajnie, cicho, niemal koj\u0105co, a ja wr\u00f3ci\u0142em my\u015bl\u0105 do tamtej pierwszej.<br>Nie lubi\u0119 o niej my\u015ble\u0107, a jednak wraca. Zawsze wtedy, kiedy obecna chwila wydaje si\u0119 zbyt pe\u0142na, zbyt bliska spe\u0142nienia, jakby trzeba by\u0142o zap\u0142aci\u0107 za ni\u0105 pami\u0119ci\u0105 czego\u015b nieudanego. Tamta kobieta nie mia\u0142a w sobie ani odrobiny tej \u0142agodnej podatno\u015bci. By\u0142a smuk\u0142a, dobrze ubrana, z twarz\u0105, kt\u00f3r\u0105 \u015bwiat od pierwszego spojrzenia uwa\u017ca\u0142 za s\u0142uszn\u0105. Mia\u0142a m\u0119\u017ca, dom, w\u0142asne biurko w pracy i ten rodzaj opanowania, kt\u00f3ry ludziom prostym wydaje si\u0119 si\u0142\u0105 charakteru. A przecie\u017c to by\u0142o tylko zamkni\u0119cie. Twardo\u015b\u0107 \u017ale pojmowanej cnoty. Up\u00f3r kobiety, kt\u00f3ra ca\u0142e \u017cycie trwa przy niew\u0142a\u015bciwym m\u0119\u017cczy\u017anie tylko dlatego, \u017ce boi si\u0119 zobaczy\u0107 siebie w innym \u015bwietle.<br>Kocha\u0142em j\u0105. Tak, dzi\u015b nadal nazywam to mi\u0142o\u015bci\u0105, cho\u0107 \u015bwiat pewnie wola\u0142by u\u017cy\u0107 s\u0142\u00f3w brzydszych i wygodniejszych. Obsesja. Natr\u0119ctwo. Zaw\u0142aszczenie. Ludzie lubi\u0105 nazywa\u0107 cudze uczucia chorob\u0105, kiedy sami s\u0105 na nie zbyt tch\u00f3rzliwi. Pragn\u0105\u0142em j\u0105 wyrwa\u0107 z \u017cycia, kt\u00f3re by\u0142o dla niej za ciasne, z m\u0119\u017ca, kt\u00f3ry nie widzia\u0142 w niej nic poza porz\u0105dn\u0105 twarz\u0105, ciep\u0142ym obiadem i dobrze prowadzonym domem. Chcia\u0142em dla niej wi\u0119cej. Chcia\u0142em, \u017ceby zobaczy\u0142a siebie tak\u0105, jak\u0105 by\u0142a naprawd\u0119, gdy milk\u0142a na chwil\u0119, gdy stawa\u0142a bokiem przy oknie, gdy \u015bwiat\u0142o zatrzymywa\u0142o si\u0119 na jej szyi i d\u0142oniach. Tylko \u017ce ona nie chcia\u0142a tego przyj\u0105\u0107. Uparcie wybiera\u0142a to, co znane, nudne, spo\u0142eczne, poprawne. Trzyma\u0142a si\u0119 m\u0119\u017ca z t\u0105 sam\u0105 si\u0142\u0105, z jak\u0105 skaza\u0144cy trzymaj\u0105 si\u0119 krat, myl\u0105c wi\u0119zienie z bezpiecze\u0144stwem.<br>Nie zrobi\u0142em niczego, czego wcze\u015bniej nie zrobi\u0142by \u015bwiat wobec niej du\u017co brutalniej. Wystarczy\u0142o kilka s\u0142\u00f3w rzuconych niby mimochodem, kilka spojrze\u0144, kilka sugestii, \u017ce mo\u017ce jednak \u0142\u0105czy nas co\u015b wi\u0119cej ni\u017c zawodowa uprzejmo\u015b\u0107. Potem nast\u0119pne. Ludzie z pracy byli g\u0142odni historii i podali j\u0105 sobie dalej bez pomocy. Ona zacz\u0119\u0142a si\u0119 t\u0142umaczy\u0107, a cz\u0142owiek t\u0142umacz\u0105cy si\u0119 z niewinno\u015bci zawsze przegrywa szybciej ni\u017c ten, kto spokojnie milczy. M\u0105\u017c podobno uwierzy\u0142 w po\u0142owie, a ta po\u0142owa wystarczy\u0142a, \u017ceby z dnia na dzie\u0144 pop\u0119ka\u0142o w niej wszystko, na czym budowa\u0142a godno\u015b\u0107. Kiedy rzuci\u0142a si\u0119 pod poci\u0105g, wszyscy m\u00f3wili o tragedii. Nikt nie powiedzia\u0142, \u017ce wcze\u015bniej, przez d\u0142ugie miesi\u0105ce, dawa\u0142a \u015bwiatu zna\u0107, jak bardzo nie umie \u017cy\u0107 z cudzym spojrzeniem na karku.<br>Tak, wraca do mnie czasem. Nie jej \u015bmier\u0107 nawet. Jej niewdzi\u0119czno\u015b\u0107.<br>Bo w\u0142a\u015bnie tak to wtedy odczu\u0142em. Jak odmow\u0119 ocalenia. Jak odrzucenie d\u0142oni, kt\u00f3ra by\u0142a gotowa poprowadzi\u0107 j\u0105 ku \u017cyciu innemu, prawdziwszemu, lepszemu. Dzi\u015b wiem, \u017ce tamta historia zostawi\u0142a we mnie co\u015b gorszego ni\u017c \u017cal. Zostawi\u0142a cierpliwo\u015b\u0107. Nauczy\u0142a mnie, \u017ce kobiety nie prowadzi si\u0119 ku \u015bwiat\u0142u gwa\u0142townie. Trzeba i\u015b\u0107 wolniej. Zostawia\u0107 im wi\u0119cej z\u0142udze\u0144, wi\u0119cej wra\u017cenia, \u017ce same wybieraj\u0105. Nie odbiera\u0107 nagle dawnej sk\u00f3ry, tylko czeka\u0107, a\u017c same zaczn\u0105 si\u0119 w niej dusi\u0107.<br>Za \u015bcian\u0105 ucich\u0142a woda.<br>Usiad\u0142em na \u0142\u00f3\u017cku i spojrza\u0142em ku drzwiom \u0142azienki, za kt\u00f3rymi porusza\u0142 si\u0119 ju\u017c tylko cie\u0144. W tej kobiecie by\u0142o wszystko, czego zabrak\u0142o tamtej. Wdzi\u0119czno\u015b\u0107. G\u0142\u00f3d czu\u0142o\u015bci. Zm\u0119czenie samotno\u015bci\u0105. I to najrzadsze ze wszystkiego, prawie niewinne pragnienie, by kto\u015b wreszcie powiedzia\u0142 jej, kim mo\u017ce by\u0107, je\u015bli przestanie wierzy\u0107 dawnym g\u0142osom. Nie by\u0142em g\u0142upi. Wiedzia\u0142em, \u017ce nawet ona ma swoje granice, swoje resztki oporu, swoje ma\u0142e bunty. Ale wiedzia\u0142em te\u017c, \u017ce tym razem nie zmarnuj\u0119 cierpliwo\u015bci.<br>Drzwi uchyli\u0142y si\u0119 po chwili i wysz\u0142a ku mnie boso, w hotelowym szlafroku, z wilgotnymi w\u0142osami opadaj\u0105cymi na ramiona. Twarz mia\u0142a rozgrzan\u0105 od wody, oczy ja\u015bniejsze ni\u017c rano. Przez sekund\u0119 sta\u0142a tak bez ruchu, my\u015bl\u0105c pewnie, \u017ce tylko na ni\u0105 patrz\u0119. I oczywi\u015bcie patrzy\u0142em. Lecz nie tylko. Widzia\u0142em ju\u017c tak\u017ce, co jeszcze trzeba w niej doprowadzi\u0107 do ko\u0144ca.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><\/p>\n\n\n\n<p class=\"has-medium-font-size wp-block-paragraph\"><em>Je\u015bli dotar\u0142e\u015b do ko\u0144ca mojego opowiadania, to ju\u017c wielki plus dla mnie jako autora. Je\u015bli postawisz mi kaw\u0119, potraktuj\u0119 j\u0105 nie tylko jako podzi\u0119kowanie za wsp\u00f3lnie sp\u0119dzony czas, ale r\u00f3wnie\u017c jako ma\u0142y impuls, \u017ce warto pisa\u0107 dalej, bo gdzie\u015b po drugiej stronie ekranu kto\u015b czeka na nast\u0119pne opowiadanie.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><strong><a href=\"https:\/\/buycoffee.to\/kuryer-dworski\">\u2615 Postaw kaw\u0119 Skrybie<\/a><\/strong><\/p>\n\n\n\n<div class=\"wp-block-comments\"><h2 id=\"comments\" class=\"wp-block-comments-title\">2 odpowiedzi na &#8220;Iluzja&#8221;<\/h2>\n\n<ol class=\"wp-block-comment-template\"><li id=\"comment-46\" class=\"comment even thread-even depth-1\">\n\n<div class=\"wp-block-columns is-layout-flex wp-container-core-columns-is-layout-794e3cfa wp-block-columns-is-layout-flex\">\n<div class=\"wp-block-column is-layout-flow wp-block-column-is-layout-flow\" style=\"flex-basis:40px\"><div class=\"wp-block-avatar\"><img alt='Awatar Barbara' src='https:\/\/secure.gravatar.com\/avatar\/4e10e26fc7f64f89b22127162ddc9090b6a6b90a3574d43042b12a0ad15633ec?s=40&#038;d=mm&#038;r=g' srcset='https:\/\/secure.gravatar.com\/avatar\/4e10e26fc7f64f89b22127162ddc9090b6a6b90a3574d43042b12a0ad15633ec?s=80&#038;d=mm&#038;r=g 2x' class='avatar avatar-40 photo wp-block-avatar__image' height='40' width='40'  style=\"border-radius:20px;\"\/><\/div><\/div>\n\n\n\n<div class=\"wp-block-column is-layout-flow wp-block-column-is-layout-flow\"><div class=\"wp-block-comment-author-name has-small-font-size\">Barbara<\/div>\n\n\n<div class=\"wp-block-group is-layout-flex wp-block-group-is-layout-flex\" style=\"margin-top:0px;margin-bottom:0px\"><div class=\"wp-block-comment-date has-small-font-size\"><time datetime=\"2026-07-05T13:15:35+00:00\"><a href=\"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/iluzja\/comment-page-1\/#comment-46\">5 lipca, 2026<\/a><\/time><\/div>\n\n<\/div>\n\n\n<div class=\"wp-block-comment-content\"><p>W trakcie czytania cz\u0142owiek zastanawia si\u0119 nad sob\u0105, nad swoim \u017cyciem. Nad tym co w \u017cyciu wa\u017cne, mniej wa\u017cne i nie wa\u017cne.<\/p>\n<\/div>\n\n<div class=\"wp-block-comment-reply-link has-small-font-size\"><a rel=\"nofollow\" class=\"comment-reply-link\" href=\"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/iluzja\/comment-page-1\/?replytocom=46#respond\" data-commentid=\"46\" data-postid=\"648\" data-belowelement=\"comment-46\" data-respondelement=\"respond\" data-replyto=\"Odpowiedz u\u017cytkownikowi Barbara\" aria-label=\"Odpowiedz u\u017cytkownikowi Barbara\">Odpowiedz<\/a><\/div><\/div>\n<\/div>\n\n<ol><li id=\"comment-47\" class=\"comment byuser comment-author-admin3971 bypostauthor odd alt depth-2\">\n\n<div class=\"wp-block-columns is-layout-flex wp-container-core-columns-is-layout-794e3cfa wp-block-columns-is-layout-flex\">\n<div class=\"wp-block-column is-layout-flow wp-block-column-is-layout-flow\" style=\"flex-basis:40px\"><div class=\"wp-block-avatar\"><img alt='Awatar krzysiek' src='https:\/\/secure.gravatar.com\/avatar\/f3ef7847e3a6d7a213ceb8ac6e1ace71fc7a725260510168cccb2d497a86bcf0?s=40&#038;d=mm&#038;r=g' srcset='https:\/\/secure.gravatar.com\/avatar\/f3ef7847e3a6d7a213ceb8ac6e1ace71fc7a725260510168cccb2d497a86bcf0?s=80&#038;d=mm&#038;r=g 2x' class='avatar avatar-40 photo wp-block-avatar__image' height='40' width='40'  style=\"border-radius:20px;\"\/><\/div><\/div>\n\n\n\n<div class=\"wp-block-column is-layout-flow wp-block-column-is-layout-flow\"><div class=\"wp-block-comment-author-name has-small-font-size\"><a rel=\"external nofollow ugc\" href=\"http:\/\/kuryerdworski.pl\" target=\"_self\" >krzysiek<\/a><\/div>\n\n\n<div class=\"wp-block-group is-layout-flex wp-block-group-is-layout-flex\" style=\"margin-top:0px;margin-bottom:0px\"><div class=\"wp-block-comment-date has-small-font-size\"><time datetime=\"2026-07-05T15:13:11+00:00\"><a href=\"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/iluzja\/comment-page-1\/#comment-47\">5 lipca, 2026<\/a><\/time><\/div>\n\n<\/div>\n\n\n<div class=\"wp-block-comment-content\"><p>Niezmiernie mnie cieszy, gdy Czytelniczka, Czytelnik maj\u0105 tak g\u0142\u0119bokie przemy\u015blenia.<\/p>\n<\/div>\n\n<div class=\"wp-block-comment-reply-link has-small-font-size\"><a rel=\"nofollow\" class=\"comment-reply-link\" href=\"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/iluzja\/comment-page-1\/?replytocom=47#respond\" data-commentid=\"47\" data-postid=\"648\" data-belowelement=\"comment-47\" data-respondelement=\"respond\" data-replyto=\"Odpowiedz u\u017cytkownikowi krzysiek\" aria-label=\"Odpowiedz u\u017cytkownikowi krzysiek\">Odpowiedz<\/a><\/div><\/div>\n<\/div>\n\n<\/li><\/ol><\/li><\/ol>\n\n\n\n\t<div id=\"respond\" class=\"comment-respond wp-block-post-comments-form\">\n\t\t<h3 id=\"reply-title\" class=\"comment-reply-title\">Dodaj komentarz <small><a rel=\"nofollow\" id=\"cancel-comment-reply-link\" href=\"\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages\/648#respond\" style=\"display:none;\">Anuluj pisanie odpowiedzi<\/a><\/small><\/h3><form action=\"https:\/\/kuryerdworski.pl\/wp-comments-post.php\" method=\"post\" id=\"commentform\" class=\"comment-form\"><p class=\"comment-notes\"><span id=\"email-notes\">Tw\u00f3j adres email nie zostanie opublikowany.<\/span> <span class=\"required-field-message\">Wymagane pola s\u0105 oznaczone <span class=\"required\">*<\/span><\/span><\/p><p class=\"comment-form-comment\"><label for=\"comment\">Komentarz <span class=\"required\">*<\/span><\/label> <textarea id=\"comment\" name=\"comment\" cols=\"45\" rows=\"8\" maxlength=\"65525\" required><\/textarea><\/p><p class=\"comment-form-author\"><label for=\"author\">Nazwa <span class=\"required\">*<\/span><\/label> <input id=\"author\" name=\"author\" type=\"text\" value=\"\" size=\"30\" maxlength=\"245\" autocomplete=\"name\" required \/><\/p>\n<p class=\"comment-form-email\"><label for=\"email\">Adres email <span class=\"required\">*<\/span><\/label> <input id=\"email\" name=\"email\" type=\"email\" value=\"\" size=\"30\" maxlength=\"100\" aria-describedby=\"email-notes\" autocomplete=\"email\" required \/><\/p>\n<p class=\"comment-form-url\"><label for=\"url\">Witryna internetowa<\/label> <input id=\"url\" name=\"url\" type=\"url\" value=\"\" size=\"30\" maxlength=\"200\" autocomplete=\"url\" \/><\/p>\n<p class=\"comment-form-cookies-consent\"><input id=\"wp-comment-cookies-consent\" name=\"wp-comment-cookies-consent\" type=\"checkbox\" value=\"yes\" \/> <label for=\"wp-comment-cookies-consent\">Zapami\u0119taj moje dane w tej przegl\u0105darce podczas pisania kolejnych komentarzy.<\/label><\/p>\n<p class=\"form-submit wp-block-button\"><input name=\"submit\" type=\"submit\" id=\"submit\" class=\"wp-block-button__link wp-element-button\" value=\"Dodaj komentarz\" \/> <input type='hidden' name='comment_post_ID' value='648' id='comment_post_ID' \/>\n<input type='hidden' name='comment_parent' id='comment_parent' value='0' \/>\n<\/p><\/form>\t<\/div><!-- #respond -->\n\t<\/div>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Iluzja Od wielu lat aparat by\u0142 przed\u0142u\u017ceniem mojego spojrzenia. Nawet kiedy nie podnosi\u0142em go do oka, patrzy\u0142em tak, jakbym wci\u0105\u017c mia\u0142 przed sob\u0105 wizjer. \u015awiat rzadko uk\u0142ada\u0142 mi si\u0119 w ca\u0142o\u015b\u0107. Widzia\u0142em go raczej we fragmentach. W zagi\u0119ciu cienia na \u015bcianie. W d\u0142oni zaci\u015bni\u0119tej na papierowym kubku. W twarzy, kt\u00f3ra na moment traci\u0142a czujno\u015b\u0107, zanim [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":0,"parent":0,"menu_order":0,"comment_status":"open","ping_status":"closed","template":"","meta":{"advanced_seo_description":"","jetpack_seo_html_title":"","jetpack_seo_noindex":false,"footnotes":""},"class_list":["post-648","page","type-page","status-publish","hentry"],"jetpack_sharing_enabled":true,"jetpack-related-posts":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages\/648","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages"}],"about":[{"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/types\/page"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=648"}],"version-history":[{"count":4,"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages\/648\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":808,"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages\/648\/revisions\/808"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=648"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}