{"id":429,"date":"2026-05-18T02:55:13","date_gmt":"2026-05-18T02:55:13","guid":{"rendered":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/?page_id=429"},"modified":"2026-09-20T06:13:15","modified_gmt":"2026-09-20T06:13:15","slug":"totenbaum-drzewo-umarlych","status":"publish","type":"page","link":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/totenbaum-drzewo-umarlych\/","title":{"rendered":"Totenbaum-drzewo umar\u0142ych"},"content":{"rendered":"\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Noc by\u0142a ci\u0119\u017cka od wilgoci, mg\u0142y i niepokoju, a park w D\u00f6nhoffst\u00e4dt oddycha\u0142 tak cicho, jakby sam obawia\u0142 si\u0119 tego, co mia\u0142o nadej\u015b\u0107 wraz ze \u015bwitem. Ziemia na polanie za pa\u0142acem by\u0142a mi\u0119kka po nocnym deszczu, trawa ugina\u0142a si\u0119 pod butami, a powietrze pachnia\u0142o mokrymi li\u015b\u0107mi, starym drewnem, zgaszonymi pochodniami i tym szczeg\u00f3lnym ch\u0142odem, kt\u00f3ry poprzedza rzeczy nieodwracalne. Sta\u0142em tam ze szpad\u0105 w d\u0142oni, w\u015br\u00f3d ludzi milcz\u0105cych bardziej z ciekawo\u015bci ni\u017c z powagi, i czu\u0142em, \u017ce ka\u017cdy oddech przybli\u017ca mnie do chwili, kt\u00f3rej by\u0107 mo\u017ce nigdy nie zdo\u0142am ju\u017c cofn\u0105\u0107.<br>Nazywa\u0142em si\u0119 Stanislaus Otto von D\u00f6nhoff, cho\u0107 wszyscy, kt\u00f3rzy naprawd\u0119 mnie znali, m\u00f3wili do mnie po prostu Otton. By\u0142em synem starego rodu, kt\u00f3rego nazwisko od pokole\u0144 wi\u0105za\u0142o si\u0119 z D\u00f6nhoffst\u00e4dt, miejscem znanym dzi\u015b inaczej, obcobrzmi\u0105cy, lecz wtedy jeszcze pe\u0142nym muzyki, \u015bwiat\u0142a, srebrnych zastaw, rozm\u00f3w prowadzonych p\u00f3\u0142g\u0142osem i ludzi przekonanych, \u017ce ich \u015bwiat nie przeminie nigdy. Pa\u0142ac trwa\u0142 po\u015br\u00f3d parku jak kamienna obietnica wieczno\u015bci, a my, m\u0142odzi, pyszni albo tylko naiwni, wierzyli\u015bmy, \u017ce urodzenie, nazwisko i honor s\u0105 czym\u015b trwalszym od \u017cycia.<br>Nigdy nie uwa\u017ca\u0142em si\u0119 za cz\u0142owieka gwa\u0142townego. Ojciec uczy\u0142 mnie, \u017ce prawdziwy honor nie polega na porywczo\u015bci, lecz na umiej\u0119tno\u015bci panowania nad sob\u0105, zw\u0142aszcza wtedy, gdy krew zaczyna uderza\u0107 do g\u0142owy, a serce domaga si\u0119 czynu szybszego ni\u017c rozum. Powtarza\u0142, \u017ce szpada jest ostateczno\u015bci\u0105, nie ozdob\u0105 m\u0142odzie\u0144czej pychy, i \u017ce m\u0119\u017cczyzna, kt\u00f3ry zbyt \u0142atwo si\u0119ga po stal, najcz\u0119\u015bciej boi si\u0119 w\u0142asnej s\u0142abo\u015bci. Tamtej nocy jednak wszystkie jego nauki rozp\u0142yn\u0119\u0142y si\u0119 we mnie jak dym \u015bwiec nad sto\u0142em, poniewa\u017c Friedrich von Saldren uczyni\u0142 wszystko, abym zapomnia\u0142 o rozs\u0105dku.<br>Wszystko zacz\u0119\u0142o si\u0119 podczas balu wydanego w pa\u0142acu D\u00f6nhoffst\u00e4dt. Dla wi\u0119kszo\u015bci go\u015bci by\u0142 to kolejny wiecz\u00f3r pe\u0142en muzyki, plotek, kieliszk\u00f3w i uk\u0142on\u00f3w, lecz dla mnie sta\u0142 si\u0119 pocz\u0105tkiem ko\u0144ca. Ogromna sala l\u015bni\u0142a od setek \u015bwiec odbijaj\u0105cych si\u0119 w lustrach i kryszta\u0142ach \u017cyrandoli, marmurowe schody po\u0142yskiwa\u0142y jak zimowa rzeka, a walc p\u0142yn\u0105\u0142 przez komnaty szeroko i mi\u0119kko, jakby pragn\u0105\u0142 zakry\u0107 wszystko, co brudne, nieszczere i z\u0142e. Kobiety wachlowa\u0142y si\u0119 z przesadn\u0105 elegancj\u0105, m\u0119\u017cczy\u017ani rozmawiali o maj\u0105tkach, wojsku i polityce, s\u0142u\u017cba przemyka\u0142a bezszelestnie mi\u0119dzy grupami go\u015bci, a pa\u0142ac sprawia\u0142 wra\u017cenie miejsca stworzonego nie dla ludzi, lecz dla pozor\u00f3w, kt\u00f3re ludzie pr\u00f3bowali utrzyma\u0107 przy \u017cyciu.<br>Wtedy zobaczy\u0142em Sylvie.<br>Wchodzi\u0142a po schodach powoli, jakby nie nale\u017ca\u0142a do tego gwarnego \u015bwiata, lecz jedynie przechodzi\u0142a przez niego z uprzejmo\u015bci. Mia\u0142a jasn\u0105 jedwabn\u0105 sukni\u0119, kt\u00f3rej materia\u0142 sp\u0142ywa\u0142 po stopniach mi\u0119kk\u0105 fal\u0105, a per\u0142y na jej szyi odbija\u0142y \u015bwiat\u0142o \u015bwiec tak delikatnie, \u017ce zdawa\u0142y si\u0119 nie ozdob\u0105, lecz cz\u0119\u015bci\u0105 jej sk\u00f3ry. Nie by\u0142a najg\u0142o\u015bniejsza ani najbardziej zalotna spo\u015br\u00f3d obecnych dam, nie szuka\u0142a spojrze\u0144, nie rzuca\u0142a s\u0142\u00f3w wy\u0142\u0105cznie po to, by kto\u015b je pochwyci\u0142, a w\u0142a\u015bnie dlatego przyci\u0105ga\u0142a uwag\u0119 mocniej ni\u017c wszystkie inne. W jej twarzy by\u0142o co\u015b, co kaza\u0142o milkn\u0105\u0107 pustym rozmowom, a w oczach smutek i \u0142agodno\u015b\u0107, kt\u00f3re od dawna bra\u0142em za obietnic\u0119 czego\u015b czystszego od \u017cycia, jakie znali\u015bmy.<br>Kocha\u0142em j\u0105 ju\u017c wtedy, cho\u0107 nigdy nie odwa\u017cy\u0142em si\u0119 powiedzie\u0107 tego g\u0142o\u015bno. W naszym \u015bwiecie mi\u0142o\u015b\u0107 nale\u017ca\u0142o ukrywa\u0107 pod manierami, spojrzeniami, uk\u0142onami i zdaniami tak ostro\u017cnymi, \u017ce wi\u0119cej przemilcza\u0142y, ni\u017c wyra\u017ca\u0142y. M\u0119\u017cczyzna m\u00f3g\u0142 m\u00f3wi\u0107 o honorze, rodzie, pojedynkach i powinno\u015bciach, lecz o dr\u017ceniu serca m\u00f3wi\u0107 nie wypada\u0142o, bo uczucie zbyt szczere mog\u0142o zosta\u0107 uznane za s\u0142abo\u015b\u0107. Mimo to wierzy\u0142em, \u017ce Sylvie wie, poniewa\u017c czasem, gdy nasze spojrzenia spotyka\u0142y si\u0119 ponad g\u0142owami go\u015bci, \u015bwiat na kr\u00f3tk\u0105 chwil\u0119 cich\u0142, a ja mia\u0142em wra\u017cenie, \u017ce mi\u0119dzy nami istnieje rozmowa, kt\u00f3rej nie trzeba wypowiada\u0107.<br>Sta\u0142em przy jednej z kolumn z Aleksandrem, moim przyjacielem, gdy muzyka przygas\u0142a, a w sali pojawi\u0142 si\u0119 Friedrich von Saldren. Wszed\u0142 tak, jak zwykle wchodzi\u0142 do ka\u017cdego pomieszczenia, z u\u015bmiechem cz\u0142owieka przekonanego, \u017ce wszyscy powinni zauwa\u017cy\u0107 jego obecno\u015b\u0107 i uzna\u0107 j\u0105 za wydarzenie. By\u0142 wysoki, jasnow\u0142osy, elegancki i niew\u0105tpliwie przystojny, lecz ta uroda mia\u0142a w sobie co\u015b ostrego, zimnego, niemal drapie\u017cnego. Wielu bra\u0142o jego bezczelno\u015b\u0107 za odwag\u0119, a lekcewa\u017cenie innych za wielkopa\u0144sk\u0105 swobod\u0119, lecz ja od dawna widzia\u0142em w nim cz\u0142owieka, kt\u00f3ry nigdy nie rozumia\u0142 s\u0142owa granica.<br>S\u0142u\u017cba milk\u0142a, gdy przechodzi\u0142 obok. M\u0142ode damy \u015bmia\u0142y si\u0119 z jego \u017cart\u00f3w, ale gdy odwraca\u0142 si\u0119 plecami, na ich twarzach pozostawa\u0142 niesmak. M\u0119\u017cczy\u017ani pili z nim wino, polowali i grali w karty, lecz ma\u0142o kto ufa\u0142 mu naprawd\u0119. Friedrich nale\u017ca\u0142 do ludzi, kt\u00f3rzy traktuj\u0105 \u015bwiat jak miejsce stworzone wy\u0142\u0105cznie dla w\u0142asnych zachcianek, a innych ludzi jak narz\u0119dzia, kt\u00f3re mo\u017cna od\u0142o\u017cy\u0107 lub zniszczy\u0107, gdy przestaj\u0105 bawi\u0107.<br>\u2013 Oto tw\u00f3j rywal przyby\u0142, Ottonie \u2013 powiedzia\u0142 cicho Aleksander.<br>Nie odpowiedzia\u0142em, ale poczu\u0142em, jak d\u0142o\u0144 zaciska mi si\u0119 na n\u00f3\u017cce kieliszka.<br>Friedrich niemal od razu dostrzeg\u0142 Sylvie. Ruszy\u0142 ku niej przez sal\u0119 z pewno\u015bci\u0105 siebie tak jawn\u0105, \u017ce a\u017c obra\u017aliw\u0105, mijaj\u0105c ludzi jak dekoracje ustawione na jego drodze. Sk\u0142oni\u0142 si\u0119 przed ni\u0105 przesadnie nisko, powiedzia\u0142 co\u015b, czego nie us\u0142ysza\u0142em, a potem poprosi\u0142 j\u0105 do ta\u0144ca. Widzia\u0142em, \u017ce nie chce si\u0119 zgodzi\u0107, lecz w tamtym \u015bwiecie odmowa wobec m\u0119\u017cczyzny odpowiedniego nazwiska i pozycji, wypowiedziana przy tylu \u015bwiadkach, stawa\u0142a si\u0119 niemal skandalem. Friedrich wiedzia\u0142 o tym doskonale i w\u0142a\u015bnie dlatego tak lubi\u0142 stawia\u0107 kobiety w sytuacjach, z kt\u00f3rych mog\u0142y wyj\u015b\u0107 jedynie z u\u015bmiechem przyklejonym do twarzy.<br>Walc rozbrzmia\u0142 ponownie, a ja patrzy\u0142em, jak obejmuje j\u0105 w pasie zbyt mocno i prowadzi zbyt blisko siebie. Pochyla\u0142 si\u0119 ku niej cz\u0119\u015bciej, ni\u017c pozwala\u0142a przyzwoito\u015b\u0107, m\u00f3wi\u0142 p\u00f3\u0142g\u0142osem, a jego u\u015bmiech z ka\u017cdym obrotem stawa\u0142 si\u0119 bardziej bezczelny.<br>\u2013 Tw\u00f3j u\u015bmiech, baronesso, powinien nale\u017ce\u0107 do kogo\u015b, kto naprawd\u0119 potrafi go doceni\u0107 \u2013 powiedzia\u0142 na tyle g\u0142o\u015bno, \u017ce us\u0142ysza\u0142em jego s\u0142owa mimo muzyki.<br>Sylvie spojrza\u0142a na niego z obrzydzeniem, kt\u00f3re tylko cz\u0142owiek \u015blepy z pychy m\u00f3g\u0142by wzi\u0105\u0107 za kokieteri\u0119. Friedrich jednak nie nale\u017ca\u0142 do tych, kt\u00f3rzy przyjmowali odmow\u0119. On j\u0105 \u0142ama\u0142, obchodzi\u0142, wy\u015bmiewa\u0142 albo kara\u0142. Widzia\u0142em p\u00f3\u017aniej, jak zatrzymuje j\u0105 przy sobie d\u0142u\u017cej, ni\u017c wymaga\u0142 taniec, jak jego d\u0142o\u0144 przesuwa si\u0119 po materiale sukni za nisko, jak nachyla si\u0119 ku jej szyi i m\u00f3wi co\u015b, po czym twarz Sylvie blednie z gniewu. Raz spojrza\u0142a w moj\u0105 stron\u0119, a w tym spojrzeniu nie by\u0142o ani zalotno\u015bci, ani pro\u015bby o romantyczny gest. By\u0142a rozpaczliwa potrzeba, by kto\u015b po\u0142o\u017cy\u0142 kres upokorzeniu.<br>Przez reszt\u0119 wieczoru nie mog\u0142em odnale\u017a\u0107 spokoju. Wino sta\u0142o si\u0119 gorzkie, muzyka dra\u017cni\u0142a, \u015bmiechy wydawa\u0142y mi si\u0119 fa\u0142szywe, a ka\u017cdy ruch Friedricha budzi\u0142 we mnie coraz wi\u0119ksz\u0105 w\u015bciek\u0142o\u015b\u0107. Aleksander pr\u00f3bowa\u0142 m\u00f3wi\u0107 o czym\u015b oboj\u0119tnym, ale sam zerka\u0142 w stron\u0119 Sylvie z rosn\u0105cym niepokojem, bo Friedrich pi\u0142 coraz wi\u0119cej, a z ka\u017cdym kieliszkiem jego spojrzenie robi\u0142o si\u0119 bardziej m\u0119tne i zuchwa\u0142e.<br>By\u0142o blisko p\u00f3\u0142nocy, gdy wyszed\u0142em na taras zaczerpn\u0105\u0107 powietrza. W sali zrobi\u0142o si\u0119 duszno od \u015bwiec, perfum i rozgrzanych cia\u0142, a we mnie narasta\u0142o napi\u0119cie tak wielkie, \u017ce ba\u0142em si\u0119, i\u017c jeszcze chwila i zrobi\u0119 co\u015b, czego nie da si\u0119 ju\u017c cofn\u0105\u0107. Taras wychodzi\u0142 na park spowity mg\u0142\u0105, fontanna szumia\u0142a gdzie\u015b w ciemno\u015bci, a muzyka dochodzi\u0142a zza uchylonych drzwi przyt\u0142umiona, jakby nale\u017ca\u0142a ju\u017c do innego \u015bwiata.<br>Wtedy us\u0142ysza\u0142em g\u0142os Sylvie.<br>\u2013 Friedrich, pu\u015b\u0107 mnie.<br>Ruszy\u0142em natychmiast.<br>Sta\u0142a przy kamiennej balustradzie, pr\u00f3buj\u0105c odsun\u0105\u0107 si\u0119 od niego, lecz Friedrich trzyma\u0142 j\u0105 za nadgarstek z si\u0142\u0105, kt\u00f3ra musia\u0142a sprawia\u0107 b\u00f3l. Drug\u0105 d\u0142oni\u0105 podci\u0105ga\u0142 materia\u0142 jej sukni, ods\u0142aniaj\u0105c smuk\u0142\u0105 nog\u0119 w ciemnej po\u0144czosze, zako\u0144czonej koronkow\u0105 podwi\u0105zk\u0105. A spod skraju zadartej sukni wymkn\u0119\u0142a si\u0119 delikatna k\u0119pka skr\u0119conych w\u0142os\u00f3w. Najbardziej wstrz\u0105sn\u0105\u0142 mn\u0105 jednak nie sam widok, lecz wyraz twarzy Sylvie, w kt\u00f3rym nie by\u0142o wstydu, tylko gniew kobiety poni\u017conej przez cz\u0142owieka przekonanego, \u017ce wszystko mu wolno.<br>\u2013 Zostaw j\u0105 \u2013 powiedzia\u0142em cicho.<br>Friedrich odwr\u00f3ci\u0142 g\u0142ow\u0119 powoli, jakby wyrwano go z przyjemnej zabawy.<br>\u2013 Ach, Otton. Nasz rycerz przyby\u0142 ratowa\u0107 dam\u0119.<br>Sylvie wykorzysta\u0142a chwil\u0119 jego nieuwagi, wyrwa\u0142a r\u0119k\u0119 i schroni\u0142a si\u0119 za mn\u0105. Poczu\u0142em, jak dr\u017cy, cho\u0107 pr\u00f3bowa\u0142a zachowa\u0107 dum\u0119.<br>\u2013 Jeste\u015b pijany \u2013 powiedzia\u0142em. \u2013 Wracaj na sal\u0119, zanim wydarzy si\u0119 co\u015b, czego obaj po\u017ca\u0142ujemy.<br>Friedrich roze\u015bmia\u0142 si\u0119 g\u0142o\u015bno i ordynarnie.<br>\u2013 To ona mnie sprowokowa\u0142a. Kobiety zawsze tego chc\u0105, cho\u0107 p\u00f3\u017aniej udaj\u0105 niewinne.<br>\u2013 Patrzy\u0142am na ciebie z obrzydzeniem \u2013 powiedzia\u0142a Sylvie g\u0142osem ostrym jak brzytwa. \u2013 Jeste\u015b cz\u0142owiekiem bez honoru i bez wstydu.<br>W jednej chwili twarz Friedricha st\u0119\u017ca\u0142a. Znikn\u0105\u0142 u\u015bmiech, znikn\u0119\u0142a teatralna lekko\u015b\u0107, a pozosta\u0142a naga furia cz\u0142owieka, kt\u00f3ry nie znosi\u0142 odrzucenia. Nie pami\u0119tam chwili, w kt\u00f3rej unios\u0142em r\u0119k\u0119. Pami\u0119tam tylko suchy trzask policzka i cisz\u0119, jaka zapad\u0142a po nim nagle, ci\u0119\u017cka i niemal namacalna.<br>Friedrich dotkn\u0105\u0142 twarzy d\u0142oni\u0105, a potem spojrza\u0142 na mnie z nienawi\u015bci\u0105 tak czyst\u0105, \u017ce przesta\u0142a by\u0107 ludzkim uczuciem.<br>\u2013 Spotkajmy si\u0119 o \u015bwicie w ogrodzie D\u00f6nhoffst\u00e4dt \u2013 powiedzia\u0142. \u2013 Mo\u017cesz wybra\u0107 bro\u0144.<br>Wybra\u0142em szpady, cho\u0107 w chwili, gdy wypowiedzia\u0142em to s\u0142owo, mia\u0142em ju\u017c wra\u017cenie, \u017ce wraz z nim wybra\u0142em r\u00f3wnie\u017c w\u0142asny los.<br>Do \u015bwitu pozosta\u0142o niewiele czasu. Pa\u0142ac powoli milk\u0142 po balu, a ostatni go\u015bcie rozchodzili si\u0119 do swoich komnat lub odje\u017cd\u017cali powozami przez park spowity mg\u0142\u0105. S\u0142u\u017cba gasi\u0142a cz\u0119\u015b\u0107 \u015bwiec, muzycy odk\u0142adali instrumenty, a w ogromnych salach D\u00f6nhoffst\u00e4dt pozostawa\u0142 ju\u017c tylko zapach wosku, wina i czego\u015b jeszcze. Czego\u015b ci\u0119\u017ckiego, niewidzialnego, co pojawia si\u0119 w miejscach, gdzie los cz\u0142owieka w\u0142a\u015bnie zacz\u0105\u0142 zmienia\u0107 sw\u00f3j bieg.<br>Aleksander pr\u00f3bowa\u0142 przem\u00f3wi\u0107 mi do rozs\u0105dku, lecz nawet on wiedzia\u0142, \u017ce honor tamtej epoki by\u0142 wi\u0119zieniem, do kt\u00f3rego m\u0119\u017cczyzna wchodzi\u0142 dobrowolnie, a potem ju\u017c nie potrafi\u0142 znale\u017a\u0107 wyj\u015bcia. Siedzieli\u015bmy w bibliotece przy dogasaj\u0105cym kominku, podczas gdy wiatr uderza\u0142 o wysokie okna i porusza\u0142 p\u0142omieniami \u015bwiec ustawionych na ci\u0119\u017ckim d\u0119bowym stole.<br>\u2013 Friedrich \u0107wiczy\u0142 szermierk\u0119 od dziecka \u2013 powiedzia\u0142 cicho Aleksander. \u2013 Jest szybki, ale co gorsza, jest nieobliczalny.<br>\u2013 Ja r\u00f3wnie\u017c \u0107wiczy\u0142em.<br>\u2013 Ty walczysz uczciwie, Ottonie. On nie zawsze.<br>Milcza\u0142em d\u0142u\u017csz\u0105 chwil\u0119, patrz\u0105c w ogie\u0144. W p\u0142omieniach widzia\u0142em twarz Sylvie, jej d\u0142onie, \u0142zy i strach, kt\u00f3rego nie potrafi\u0142a ukry\u0107. Po raz pierwszy od wielu lat naprawd\u0119 poczu\u0142em l\u0119k. Nie przed b\u00f3lem ani \u015bmierci\u0105, lecz przed tym, \u017ce mog\u0119 ju\u017c nigdy wi\u0119cej jej nie zobaczy\u0107. Cz\u0142owiek m\u0142ody cz\u0119sto wyobra\u017ca sobie w\u0142asn\u0105 \u015bmier\u0107 jako co\u015b odleg\u0142ego i niemal romantycznego, dop\u00f3ki nie spojrzy w oczy kobiecie, kt\u00f3r\u0105 kocha. Wtedy nagle rozumie, ile rzeczy pozostawi niedoko\u0144czonych.<br>Sylvie przysz\u0142a do mnie kr\u00f3tko przed \u015bwitem. Mia\u0142a na sobie ciemny p\u0142aszcz narzucony na balow\u0105 sukni\u0119, w\u0142osy opad\u0142y jej lu\u017ano na ramiona, a twarz by\u0142a blada od bezsenno\u015bci i l\u0119ku.<br>\u2013 Nie id\u017a tam \u2013 wyszepta\u0142a, ujmuj\u0105c moj\u0105 twarz w d\u0142onie. \u2013 Mo\u017cemy wyjecha\u0107. Nie obchodzi mnie, co powiedz\u0105 ludzie.<br>Przez jedn\u0105 kr\u00f3tk\u0105 chwil\u0119 naprawd\u0119 chcia\u0142em si\u0119 zgodzi\u0107. Chcia\u0142em zabra\u0107 j\u0105 daleko od D\u00f6nhoffst\u00e4dt, od pa\u0142acu, od Friedricha, od zasad, kt\u00f3re kaza\u0142y m\u0119\u017cczyznom umiera\u0107 za s\u0142owa wypowiedziane w gniewie. Wyobrazi\u0142em sobie nas gdzie\u015b daleko od tego \u015bwiata, po\u015br\u00f3d zwyczajnych ludzi, kt\u00f3rzy nie musz\u0105 zas\u0142ania\u0107 uczu\u0107 herbami i honorem.<br>Ja nie potrafi\u0142em.<br>Nie po tym, co Friedrich zrobi\u0142 na tarasie. Nie po jego \u015bmiechu. Nie po tym, jak patrzy\u0142 na Sylvie, jakby by\u0142a jedynie zabawk\u0105 stworzon\u0105 dla jego zachcianek.<br>Poca\u0142owa\u0142a mnie wtedy po raz pierwszy. Kr\u00f3tko, rozpaczliwie, jakby ju\u017c mnie \u017cegna\u0142a, a ja zapami\u0119ta\u0142em smak jej \u0142ez bardziej ni\u017c wszystko, co wydarzy\u0142o si\u0119 p\u00f3\u017aniej.<br>O \u015bwicie spotkali\u015bmy si\u0119 na polanie za pa\u0142acem.<br>Mg\u0142a unosi\u0142a si\u0119 nisko nad ziemi\u0105, niebo mia\u0142o kolor starego o\u0142owiu, a drzewa sta\u0142y nieruchomo, jakby i one przysz\u0142y patrze\u0107. Friedrich czeka\u0142 ju\u017c na miejscu, otoczony kilkoma znajomymi, kt\u00f3rzy jeszcze kilka godzin wcze\u015bniej \u015bmiali si\u0119 przy winie i muzyce, lecz teraz milczeli, zaniepokojeni w\u0142asn\u0105 obecno\u015bci\u0105 przy czym\u015b, co przestawa\u0142o by\u0107 salonow\u0105 gr\u0105.<br>Sekundanci ustalili zasady.<br>Do pierwszej krwi.<br>Pami\u0119tam, \u017ce Aleksander spojrza\u0142 na mnie z ulg\u0105, bo wierzy\u0142, \u017ce wszystko zako\u0144czy si\u0119 jedynie dra\u015bni\u0119ciem, obraz\u0105 uleczon\u0105 banda\u017cem i kilkoma tygodniami plotek. Ja r\u00f3wnie\u017c chcia\u0142em w to wierzy\u0107, cho\u0107 widz\u0105c twarz Friedricha, zrozumia\u0142em, \u017ce dla niego ten pojedynek nie by\u0142 ju\u017c kwesti\u0105 honoru, lecz zemsty.<br>Walka rozpocz\u0119\u0142a si\u0119 niemal natychmiast.<br>Friedrich porusza\u0142 si\u0119 szybko, lekko i pewnie, jakby polana by\u0142a parkietem, a szpada przed\u0142u\u017ceniem jego d\u0142oni. Atakowa\u0142 z elegancj\u0105 cz\u0142owieka dobrze wyszkolonego i z agresj\u0105 kogo\u015b, kto pragnie nie tyle zwyci\u0119\u017cy\u0107, ile upokorzy\u0107 przeciwnika. Cofn\u0105\u0142em si\u0119 po mokrej trawie, paruj\u0105c kolejne pchni\u0119cia, a metaliczny d\u017awi\u0119k stali rozbrzmiewa\u0142 w porannej mgle jak uderzenia zimnego dzwonu.<br>Nie by\u0142em bezbronny. Ojciec zadba\u0142 o moje wychowanie, uczono mnie szermierki, jazdy konnej i strzelania, lecz Friedrich walczy\u0142 inaczej ni\u017c podczas \u0107wicze\u0144. By\u0142 gwa\u0142towny, prowokuj\u0105cy, chwilami niemal szalony, jakby chcia\u0142 zmusi\u0107 mnie do b\u0142\u0119du. Przez d\u0142u\u017csz\u0105 chwil\u0119 pozwoli\u0142em mu naciera\u0107, czekaj\u0105c, a\u017c jego gniew otworzy luk\u0119, kt\u00f3rej sam nie zauwa\u017cy.<br>I w ko\u0144cu j\u0105 dostrzeg\u0142em.<br>Sparowa\u0142em jego pchni\u0119cie, wykona\u0142em zw\u00f3d i odpowiedzia\u0142em szybkim ruchem. Ostrze przeci\u0119\u0142o materia\u0142 jego r\u0119kawa i rozci\u0119\u0142o sk\u00f3r\u0119 ramienia. Krew pojawi\u0142a si\u0119 natychmiast, ciemna na jasnej tkaninie.<br>\u2013 Dosy\u0107! \u2013 krzykn\u0105\u0142 Aleksander. \u2013 Pierwsza krew! Pojedynek zako\u0144czony!<br>Wszystko powinno by\u0142o sko\u0144czy\u0107 si\u0119 w\u0142a\u015bnie wtedy.<br>Friedrich spojrza\u0142 na w\u0142asn\u0105 krew z niedowierzaniem, jakby nie potrafi\u0142 poj\u0105\u0107, \u017ce to ja, Otton, kt\u00f3rego uwa\u017ca\u0142 za s\u0142abszego, zrani\u0142em go wobec \u015bwiadk\u00f3w. Przez chwil\u0119 milcza\u0142, a potem jego twarz wykrzywi\u0142a si\u0119 tak potworn\u0105 w\u015bciek\u0142o\u015bci\u0105, \u017ce nawet jego kompani cofn\u0119li si\u0119 o krok.<br>\u2013 Ty parszywy\u2026<br>Rzuci\u0142 si\u0119 na mnie.<br>Nie by\u0142o ju\u017c honoru, zasad ani pojedynku. By\u0142a wy\u0142\u0105cznie \u015blepa furia cz\u0142owieka, kt\u00f3ry nie potrafi\u0142 pogodzi\u0107 si\u0119 z pora\u017ck\u0105. Sekundanci krzyczeli, Aleksander ruszy\u0142 naprz\u00f3d, lecz Friedrich naciera\u0142 z tak\u0105 gwa\u0142towno\u015bci\u0105, \u017ce przez kilka uderze\u0144 ostrza ledwie utrzyma\u0142em si\u0119 na nogach.<br>Cofn\u0105\u0142em si\u0119 po mokrej trawie, sparowa\u0142em jeden cios, drugi, trzeci, a wtedy b\u0142oto osun\u0119\u0142o si\u0119 pod moim butem.<br>Po\u015blizgn\u0105\u0142em si\u0119 i upad\u0142em.<br>Friedrich nie zatrzyma\u0142 r\u0119ki.<br>Nie cofn\u0105\u0142 si\u0119, nie opu\u015bci\u0142 ostrza, nie przypomnia\u0142 sobie zasad, kt\u00f3re przed chwil\u0105 sam przyj\u0105\u0142. Jego szpada wesz\u0142a we mnie z ca\u0142\u0105 si\u0142\u0105 rozp\u0119du, pod \u017cebra, g\u0142\u0119boko, zimno i straszliwie cicho, jakby \u015bmier\u0107 nie potrzebowa\u0142a \u017cadnego d\u017awi\u0119ku.<br>Najpierw nie by\u0142o b\u00f3lu.<br>Tylko lodowate zdumienie.<br>Potem \u015bwiat zacz\u0105\u0142 odp\u0142ywa\u0107, a ja zobaczy\u0142em twarz Friedricha, nagle blad\u0105, przestraszon\u0105, pozbawion\u0105 ca\u0142ej dawnej pychy. Chyba dopiero wtedy zrozumia\u0142, \u017ce nie zrani\u0142 mnie w pojedynku, lecz zamordowa\u0142 po jego zako\u0144czeniu.<br>Upad\u0142em na ziemi\u0119, a nade mn\u0105 pojawi\u0142a si\u0119 Sylvie. Nie wiem, sk\u0105d si\u0119 wzi\u0119\u0142a, mo\u017ce od pocz\u0105tku sta\u0142a w cieniu drzew, mo\u017ce przybieg\u0142a, gdy us\u0142ysza\u0142a krzyk Aleksandra. Jej d\u0142onie dotyka\u0142y mojej twarzy, jej \u0142zy spada\u0142y na moje policzki, a usta dr\u017ca\u0142y, kiedy pr\u00f3bowa\u0142a powiedzie\u0107 co\u015b, czego ju\u017c prawie nie s\u0142ysza\u0142em.<br>\u2013 Kocham ci\u0119 \u2013 wyszepta\u0142a.<br>To by\u0142y ostatnie s\u0142owa, jakie us\u0142ysza\u0142em jako \u017cywy cz\u0142owiek.<br>Potem przysz\u0142a ciemno\u015b\u0107, lecz nie przynios\u0142a ko\u0144ca.<br>Obudzi\u0142em si\u0119 po\u015br\u00f3d tej samej mg\u0142y, stoj\u0105c obok w\u0142asnego cia\u0142a. Widzia\u0142em Sylvi\u0119 kl\u0119cz\u0105c\u0105 na mokrej trawie, widzia\u0142em Aleksandra, kt\u00f3ry pr\u00f3bowa\u0142 j\u0105 odci\u0105gn\u0105\u0107, i Friedricha stoj\u0105cego kilka krok\u00f3w dalej ze szpad\u0105 opuszczon\u0105 ku ziemi. Jego kompani znikali ju\u017c mi\u0119dzy drzewami, uciekaj\u0105c przed odpowiedzialno\u015bci\u0105, przed \u015bwiadectwem, przed prawd\u0105, kt\u00f3r\u0105 ka\u017cdy z nich widzia\u0142.<br>Friedrich zosta\u0142 sam.<br>Nie jako zwyci\u0119zca.<br>Nie jako dumny arystokrata.<br>Sta\u0142 tam jak przestraszony ch\u0142opiec, kt\u00f3ry nagle odkry\u0142, \u017ce s\u0105 rzeczy, kt\u00f3rych nie zdo\u0142a ju\u017c cofn\u0105\u0107 ani wy\u015bmia\u0107.<br>Od tamtej chwili zosta\u0142em w D\u00f6nhoffst\u00e4dt.<br>Nie wiem, dlaczego jedne dusze odchodz\u0105, a inne pozostaj\u0105 przywi\u0105zane do miejsca swojej \u015bmierci niczym cie\u0144 do ruin. By\u0107 mo\u017ce zatrzyma\u0142a mnie mi\u0142o\u015b\u0107 do Sylvi\u0119, by\u0107 mo\u017ce gniew wobec Friedricha, a mo\u017ce sam pa\u0142ac, pe\u0142en szept\u00f3w, luster i starych win, nie chcia\u0142 wypu\u015bci\u0107 mnie ze swoich mur\u00f3w.<br>Przez pierwsze lata b\u0142\u0105ka\u0142em si\u0119 po D\u00f6nhoffst\u00e4dt niczym bezdomny cie\u0144. W\u0119drowa\u0142em pustymi galeriami, w kt\u00f3rych portrety dawnych von D\u00f6nhoff\u00f3w patrzy\u0142y na mnie martwymi oczami. Czasem mia\u0142em wra\u017cenie, \u017ce ich spojrzenia \u015bledz\u0105 ka\u017cdy m\u00f3j ruch, jakby nawet po \u015bmierci oceniali mnie wed\u0142ug dawnych zasad honoru.<br>Nocami wiatr porusza\u0142 ci\u0119\u017ckimi kotarami niczym sukniami kobiet ta\u0144cz\u0105cych podczas dawnych bali. W pustej sali balowej ksi\u0119\u017cyc odbija\u0142 si\u0119 w pop\u0119kanych lustrach, a ja nieraz s\u0142ysza\u0142em echo walca, cho\u0107 orkiestra dawno ju\u017c zamilk\u0142a. Bywa\u0142y chwile, gdy zdawa\u0142o mi si\u0119, \u017ce widz\u0119 sylwetki dawnych go\u015bci przesuwaj\u0105ce si\u0119 po parkiecie, lecz kiedy pr\u00f3bowa\u0142em podej\u015b\u0107 bli\u017cej, rozp\u0142ywa\u0142y si\u0119 jak mg\u0142a.<br>Z czasem coraz trudniej by\u0142o mi przypomnie\u0107 sobie w\u0142asny g\u0142os.<br>\u015amier\u0107 nie zabiera wszystkiego od razu. Najpierw odbiera ciep\u0142o d\u0142oni, p\u00f3\u017aniej smak wina, zapach perfum, d\u017awi\u0119k \u015bmiechu. Na ko\u0144cu zaczyna odbiera\u0107 wspomnienia. Ba\u0142em si\u0119 tego bardziej ni\u017c samego umierania.<br>Tylko Sylvie pozostawa\u0142a wyra\u017ana.<br>Przychodzi\u0142a na polan\u0119 d\u0142ugo po mojej \u015bmierci. Pocz\u0105tkowo niemal codziennie, zawsze sama, w ciemnych sukniach, kt\u00f3re z ka\u017cdym miesi\u0105cem zdawa\u0142y si\u0119 odbiera\u0107 jej resztki m\u0142odo\u015bci. Siada\u0142a na trawie dok\u0142adnie tam, gdzie upad\u0142em, i m\u00f3wi\u0142a do mnie, cho\u0107 nie mog\u0142em jej odpowiedzie\u0107. Niekiedy powtarza\u0142a moje imi\u0119 tak cicho, \u017ce nawet li\u015bcie musia\u0142y pochyla\u0107 si\u0119 ku niej, by je us\u0142ysze\u0107.<br>Pewnego jesiennego dnia przysz\u0142a z ma\u0142\u0105 sadzonk\u0105 d\u0119bu i starym ogrodnikiem, kt\u00f3ry ni\u00f3s\u0142 \u0142opat\u0119 przewieszon\u0105 przez rami\u0119. Kl\u0119kn\u0119\u0142a na mokrej ziemi i w\u0142asnymi d\u0142o\u0144mi odgarn\u0119\u0142a traw\u0119 w miejscu, gdzie przela\u0142a si\u0119 moja krew.<br>\u2013 Tutaj \u2013 powiedzia\u0142a. \u2013 Niech zostanie po nim co\u015b silniejszego ni\u017c pami\u0119\u0107 ludzi.<br>Ogrodnik m\u00f3wi\u0142, \u017ce d\u0105b ro\u015bnie d\u0142ugo, \u017ce mo\u017ce nie doczeka\u0107 chwili, gdy stanie si\u0119 prawdziwym drzewem, lecz Sylvie tylko pokr\u0119ci\u0142a g\u0142ow\u0105.<br>\u2013 Nie musi rosn\u0105\u0107 dla mnie. Niech ro\u015bnie dla niego.<br>Patrzy\u0142em, jak drzewo ro\u015bnie razem z jej b\u00f3lem. Najpierw by\u0142o cienk\u0105 sadzonk\u0105 gin\u0105c\u0105 po\u015br\u00f3d wysokiej trawy, potem m\u0142odym drzewem, pod kt\u00f3rym Sylvie siada\u0142a w letnie wieczory, a\u017c w ko\u0144cu sta\u0142o si\u0119 pot\u0119\u017cne, roz\u0142o\u017cyste, g\u0142\u0119boko zakorzenione w ziemi D\u00f6nhoffst\u00e4dt, jakby naprawd\u0119 przej\u0119\u0142o z niej krew, pami\u0119\u0107 i ca\u0142\u0105 moj\u0105 niespe\u0142nion\u0105 t\u0119sknot\u0119.<br>Jego konary z czasem rozpostar\u0142y si\u0119 nad polan\u0105 niczym sklepienie katedry, a szum li\u015bci sta\u0142 si\u0119 dla mnie jedyn\u0105 modlitw\u0105, jak\u0105 umia\u0142em jeszcze rozpozna\u0107.<br>Lata mija\u0142y.<br>Pa\u0142ac pustosza\u0142.<br>Bale stawa\u0142y si\u0119 rzadsze, komnaty zamykano jedna po drugiej, a lustra ciemnia\u0142y od kurzu. Widzia\u0142em, jak ludzie, kt\u00f3rzy niegdy\u015b \u015bmiali si\u0119 w sali balowej, starzej\u0105 si\u0119, choruj\u0105 i znikaj\u0105, a ich portrety zostaj\u0105 na \u015bcianach d\u0142u\u017cej ni\u017c pami\u0119\u0107 o nich.<br>Potem przysz\u0142y wojny.<br>Najpierw jedna, p\u00f3\u017aniej kolejna.<br>Przez D\u00f6nhoffst\u00e4dt przetacza\u0142y si\u0119 obce wojska, krzyki, strach i ogie\u0144. \u017bo\u0142nierze rozbijali kolbami drzwi, rabowali srebra, wyrywali obrazy z ram, a ci\u0119\u017ckie wojskowe buty dudni\u0142y po parkietach, po kt\u00f3rych dawniej sun\u0119\u0142y jedwabne suknie. W jednej z sal kto\u015b rozpali\u0142 ognisko z ksi\u0105\u017cek wyrzuconych z biblioteki. Patrzy\u0142em, jak p\u0142on\u0105 stare tomy, rodzinne listy i pami\u0119tniki ludzi, kt\u00f3rzy wierzyli, \u017ce ich nazwiska b\u0119d\u0105 trwa\u0142y wiecznie.<br>D\u00f6nhoffst\u00e4dt umiera\u0142o powoli.<br>Wilgo\u0107 zacz\u0119\u0142a po\u017cera\u0107 \u015bciany, dach przecieka\u0142, ptaki wi\u0142y gniazda w pustych komnatach, a park zarasta\u0142 dzikimi krzewami. Alejki znika\u0142y pod mchem i traw\u0105, fontanny milk\u0142y, a nocami wiatr wy\u0142 w ruinach tak, jakby sam pa\u0142ac op\u0142akiwa\u0142 w\u0142asny koniec.<br>Sylvie przychodzi\u0142a coraz rzadziej.<br>By\u0142a ju\u017c bardzo stara.<br>Jej w\u0142osy sta\u0142y si\u0119 bia\u0142e niczym \u015bnieg, d\u0142onie dr\u017ca\u0142y, kiedy dotyka\u0142a kory d\u0119bu, lecz nadal przychodzi\u0142a. Nigdy nie wysz\u0142a za m\u0105\u017c. Ludzie m\u00f3wili, \u017ce po \u015bmierci Ottona von D\u00f6nhoffa co\u015b w niej umar\u0142o, lecz ja wiedzia\u0142em, \u017ce nic nie umar\u0142o.<br>To po prostu zosta\u0142o ze mn\u0105.<br>Pewnego zimowego wieczoru przysz\u0142a po raz ostatni.<br>\u015anieg skrzypia\u0142 pod jej stopami, a wiatr szarpa\u0142 ciemnym p\u0142aszczem, gdy z trudem dotar\u0142a pod d\u0105b. Opar\u0142a d\u0142o\u0144 o pie\u0144 i d\u0142ugo milcza\u0142a.<br>\u2013 Jestem ju\u017c zm\u0119czona, Ottonie \u2013 wyszepta\u0142a. \u2013 Je\u015bli istnieje jakie\u015b miejsce po drugiej stronie, poczekaj tam na mnie. Tym razem nie ka\u017c mi czeka\u0107 samej.<br>Usiad\u0142a pod drzewem, zamkn\u0119\u0142a oczy, a \u015bnieg osiada\u0142 na jej w\u0142osach i ramionach.<br>Patrzy\u0142em bezsilnie, jak odchodzi jedyna osoba, kt\u00f3r\u0105 kocha\u0142em, i w\u0142a\u015bnie wtedy, gdy ostatni oddech opu\u015bci\u0142 jej cia\u0142o, poczu\u0142em co\u015b, czego nie czu\u0142em od chwili \u015bmierci.<br>Ciep\u0142o d\u0142oni.<br>Sta\u0142a przede mn\u0105 m\u0142oda, taka jak podczas balu, z \u0142agodno\u015bci\u0105 i smutkiem w oczach, lecz tym razem nie oddziela\u0142a nas ju\u017c \u017cadna szyba \u015bmierci.<br>Wzi\u0105\u0142em j\u0105 za r\u0119k\u0119, a stary d\u0105b zaszumia\u0142 nad nami tak cicho, jakby wreszcie wypowiedzia\u0142 modlitw\u0119 do ko\u0144ca.<br>Od tamtej pory nie czekam sam.<br>Czasami stoimy razem pod roz\u0142o\u017cystymi konarami drzewa wyrastaj\u0105cego z miejsca mojej \u015bmierci i patrzymy na ruiny dawnego D\u00f6nhoffst\u00e4dt, kt\u00f3re ludzie dzi\u015b nazywaj\u0105 Drogoszami. Przychodz\u0105 tu obcy, robi\u0105 zdj\u0119cia, szukaj\u0105 historii i \u015blad\u00f3w dawnych rod\u00f3w, nie wiedz\u0105c, \u017ce czasem stoimy tu\u017c obok nich, trzymaj\u0105c si\u0119 za r\u0119ce w cieniu d\u0119bu.<br>Pewnej nocy mg\u0142a by\u0142a wyj\u0105tkowo g\u0119sta, a park zdawa\u0142 si\u0119 zn\u00f3w oddycha\u0107 tym samym niepokojem co przed laty.<br>Sylvie \u015bcisn\u0119\u0142a mocniej moj\u0105 d\u0142o\u0144, zanim jeszcze zobaczy\u0142em sylwetk\u0119 wy\u0142aniaj\u0105c\u0105 si\u0119 spomi\u0119dzy drzew.<br>Szed\u0142 ku nam starzec, zgarbiony, powolny, jakby ka\u017cdy krok sprawia\u0142 mu cierpienie wi\u0119ksze,&nbsp;ni\u017c ludzkie cia\u0142o mog\u0142oby znie\u015b\u0107. Jego twarz by\u0142a poorana b\u00f3lem, oczy zapadni\u0119te i martwe, a na czole widnia\u0142o pi\u0119tno, kt\u00f3rego nie uczyni\u0142a r\u0119ka cz\u0142owieka.<br>By\u0142 zb\u0142\u0105kan\u0105 dusz\u0105.<br>Pot\u0119pion\u0105.<br>Skazan\u0105 na powr\u00f3t tam, gdzie pope\u0142ni\u0142a sw\u00f3j najwi\u0119kszy grzech.<br>Friedrich von Saldren.<br>Zatrzyma\u0142 si\u0119 kilka krok\u00f3w przed nami, a potem z ogromnym trudem ukl\u0105k\u0142 pod d\u0119bem. Jego usta poruszy\u0142y si\u0119 bezg\u0142o\u015bnie, lecz i tak zrozumieli\u015bmy s\u0142owa, kt\u00f3re pr\u00f3bowa\u0142 wypowiedzie\u0107.<br>\u2013 Przepraszam\u2026 wybaczcie mi\u2026<br>Patrzyli\u015bmy na niego d\u0142ugo.<br>Bez lito\u015bci.<br>Bez wsp\u00f3\u0142czucia.<br>Bez gniewu nawet, bo gniew dawno ju\u017c wypali\u0142 si\u0119 w popi\u00f3\u0142.<br>Pozosta\u0142a tylko pogarda ch\u0142odniejsza od zimowej ziemi.<br>\u2013 Nigdy \u2013 powiedzieli\u015bmy razem.<br>A wtedy wiatr poruszy\u0142 pot\u0119\u017cnymi konarami d\u0119bu rosn\u0105cego w miejscu, gdzie przed laty przela\u0142a si\u0119 krew Ottona von D\u00f6nhoffa, i przez park D\u00f6nhoffst\u00e4dt przeszed\u0142 szmer podobny do westchnienia wszystkich umar\u0142ych, kt\u00f3rzy wiedz\u0105, \u017ce nie ka\u017cda wina zas\u0142uguje na przebaczenie.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><\/p>\n\n\n\n<p class=\"has-medium-font-size wp-block-paragraph\"><em>Je\u015bli dotar\u0142e\u015b do ko\u0144ca mojego opowiadania, to ju\u017c wielki plus dla mnie jako autora. Je\u015bli postawisz mi kaw\u0119, potraktuj\u0119 j\u0105 nie tylko jako podzi\u0119kowanie za wsp\u00f3lnie sp\u0119dzony czas, ale r\u00f3wnie\u017c jako ma\u0142y impuls, \u017ce warto pisa\u0107 dalej, bo gdzie\u015b po drugiej stronie ekranu kto\u015b czeka na nast\u0119pne opowiadanie.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><strong><a href=\"https:\/\/buycoffee.to\/kuryer-dworski\">\u2615 Postaw kaw\u0119 Skrybie<\/a><\/strong><\/p>\n\n\n\n<div class=\"wp-block-comments\">\n\n\n\n\n\n\t<div id=\"respond\" class=\"comment-respond wp-block-post-comments-form\">\n\t\t<h3 id=\"reply-title\" class=\"comment-reply-title\">Dodaj komentarz <small><a rel=\"nofollow\" id=\"cancel-comment-reply-link\" href=\"\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages\/429#respond\" style=\"display:none;\">Anuluj pisanie odpowiedzi<\/a><\/small><\/h3><form action=\"https:\/\/kuryerdworski.pl\/wp-comments-post.php\" method=\"post\" id=\"commentform\" class=\"comment-form\"><p class=\"comment-notes\"><span id=\"email-notes\">Tw\u00f3j adres email nie zostanie opublikowany.<\/span> <span class=\"required-field-message\">Wymagane pola s\u0105 oznaczone <span class=\"required\">*<\/span><\/span><\/p><p class=\"comment-form-comment\"><label for=\"comment\">Komentarz <span class=\"required\">*<\/span><\/label> <textarea id=\"comment\" name=\"comment\" cols=\"45\" rows=\"8\" maxlength=\"65525\" required><\/textarea><\/p><p class=\"comment-form-author\"><label for=\"author\">Nazwa <span class=\"required\">*<\/span><\/label> <input id=\"author\" name=\"author\" type=\"text\" value=\"\" size=\"30\" maxlength=\"245\" autocomplete=\"name\" required \/><\/p>\n<p class=\"comment-form-email\"><label for=\"email\">Adres email <span class=\"required\">*<\/span><\/label> <input id=\"email\" name=\"email\" type=\"email\" value=\"\" size=\"30\" maxlength=\"100\" aria-describedby=\"email-notes\" autocomplete=\"email\" required \/><\/p>\n<p class=\"comment-form-url\"><label for=\"url\">Witryna internetowa<\/label> <input id=\"url\" name=\"url\" type=\"url\" value=\"\" size=\"30\" maxlength=\"200\" autocomplete=\"url\" \/><\/p>\n<p class=\"comment-form-cookies-consent\"><input id=\"wp-comment-cookies-consent\" name=\"wp-comment-cookies-consent\" type=\"checkbox\" value=\"yes\" \/> <label for=\"wp-comment-cookies-consent\">Zapami\u0119taj moje dane w tej przegl\u0105darce podczas pisania kolejnych komentarzy.<\/label><\/p>\n<p class=\"form-submit wp-block-button\"><input name=\"submit\" type=\"submit\" id=\"submit\" class=\"wp-block-button__link wp-element-button\" value=\"Dodaj komentarz\" \/> <input type='hidden' name='comment_post_ID' value='429' id='comment_post_ID' \/>\n<input type='hidden' name='comment_parent' id='comment_parent' value='0' \/>\n<\/p><\/form>\t<\/div><!-- #respond -->\n\t<\/div>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Noc by\u0142a ci\u0119\u017cka od wilgoci, mg\u0142y i niepokoju, a park w D\u00f6nhoffst\u00e4dt oddycha\u0142 tak cicho, jakby sam obawia\u0142 si\u0119 tego, co mia\u0142o nadej\u015b\u0107 wraz ze \u015bwitem. Ziemia na polanie za pa\u0142acem by\u0142a mi\u0119kka po nocnym deszczu, trawa ugina\u0142a si\u0119 pod butami, a powietrze pachnia\u0142o mokrymi li\u015b\u0107mi, starym drewnem, zgaszonymi pochodniami i tym szczeg\u00f3lnym ch\u0142odem, kt\u00f3ry [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":0,"parent":0,"menu_order":0,"comment_status":"open","ping_status":"closed","template":"","meta":{"advanced_seo_description":"","jetpack_seo_html_title":"","jetpack_seo_noindex":false,"footnotes":""},"class_list":["post-429","page","type-page","status-publish","hentry"],"jetpack_sharing_enabled":true,"jetpack-related-posts":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages\/429","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages"}],"about":[{"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/types\/page"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=429"}],"version-history":[{"count":4,"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages\/429\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":750,"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages\/429\/revisions\/750"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=429"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}