{"id":416,"date":"2026-05-09T04:28:21","date_gmt":"2026-05-09T04:28:21","guid":{"rendered":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/?page_id=416"},"modified":"2026-09-20T06:16:43","modified_gmt":"2026-09-20T06:16:43","slug":"pamietnik-hrabiego-stillfrieda","status":"publish","type":"page","link":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/pamietnik-hrabiego-stillfrieda\/","title":{"rendered":"\ud835\udd04\ud835\udd32\ud835\udd30 \ud835\udd21\ud835\udd22\ud835\udd2a \ud835\udd17\ud835\udd1e\ud835\udd24\ud835\udd22\ud835\udd1f\ud835\udd32\ud835\udd20\ud835\udd25 \ud835\udd22\ud835\udd26\ud835\udd2b\ud835\udd22\ud835\udd30 \ud835\udd19\ud835\udd22\ud835\udd2f\ud835\udd29\ud835\udd2c\ud835\udd2f\ud835\udd22\ud835\udd2b\ud835\udd22\ud835\udd2b                                              (Z pami\u0119tnika cz\u0142owieka utraconego)"},"content":{"rendered":"\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><\/p>\n\n\n\n<h1 class=\"wp-block-heading\"><br>Pami\u0119tnik Hrabiego Stillfrieda<\/h1>\n\n\n\n<h2 class=\"wp-block-heading\"><br><br><\/h2>\n\n\n\n<h2 class=\"wp-block-heading\">I. Prolog.<\/h2>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><strong>Danzig, K\u00f6nigsberg, Berlin 1918\u20131928<\/strong><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">By\u0142 czas, gdy zdawa\u0142o mi si\u0119, \u017ce \u017cycie istnieje wy\u0142\u0105cznie po to, by je trwoni\u0107 z mo\u017cliwie najwi\u0119kszym wdzi\u0119kiem. Mia\u0142em nazwisko, pieni\u0105dze, pa\u0142ac, kilka kamienic, znajomo\u015bci w Gda\u0144sku i Kr\u00f3lewcu, a tak\u017ce t\u0119 szczeg\u00f3ln\u0105 bezczelno\u015b\u0107 m\u0119\u017cczyzny, kt\u00f3remu d\u0142ugo wybaczano wi\u0119cej ni\u017c innym, poniewa\u017c umia\u0142 si\u0119 k\u0142ania\u0107, m\u00f3wi\u0107 cicho i patrze\u0107 kobietom w oczy tak, jakby ka\u017cda z nich przez kr\u00f3tk\u0105 chwil\u0119 by\u0142a jedyn\u0105 kobiet\u0105 na \u015bwiecie.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Kocha\u0142em \u017cycie towarzyskie nie dlatego, \u017ce wierzy\u0142em w ludzi, lecz dlatego, \u017ce lubi\u0142em ich blask, ich s\u0142abo\u015bci i ich nieustann\u0105 potrzeb\u0119 bycia podziwianymi. Bale, rauty, pokoje hotelowe pachn\u0105ce pudrem, winem i rozgrzanym cia\u0142em, nocne wyprawy po kabaretach, stoliki w zadymionych lokalach, \u015bmiech kobiet wyuczony tak samo starannie jak uk\u0142on lokaja, wszystko to sk\u0142ada\u0142o si\u0119 na \u015bwiat, w kt\u00f3rym czu\u0142em si\u0119 panem samego siebie. W Gda\u0144sku zna\u0142em ludzi, kt\u00f3rzy o p\u00f3\u0142nocy potrafili recytowa\u0107 Heinego, o drugiej nad ranem przegrywa\u0107 fortun\u0119 przy kartach, a o \u015bwicie p\u0142aka\u0107 w ramionach prostytutki, przysi\u0119gaj\u0105c jej mi\u0142o\u015b\u0107 wieczn\u0105 i natychmiastow\u0105.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Kr\u00f3lewiec by\u0142 inny, bardziej ch\u0142odny, uczony, dumny z w\u0142asnej powagi, ale i tam pod politur\u0105 uniwersyteckich salon\u00f3w kry\u0142y si\u0119 te same \u017c\u0105dze. Wystarczy\u0142o tylko wiedzie\u0107, do kt\u00f3rych drzwi zapuka\u0107, jakie nazwisko wym\u00f3wi\u0107 i komu pos\u0142a\u0107 skrzynk\u0119 koniaku. Bywa\u0142em na przyj\u0119ciach, o kt\u00f3rych p\u00f3\u017aniej nikt przyzwoity nie m\u00f3wi\u0142 za dnia. Widzia\u0142em profesor\u00f3w filozofii zasypiaj\u0105cych pod sto\u0142em, \u017cony urz\u0119dnik\u00f3w ta\u0144cz\u0105ce boso w m\u0119skich koszulach, m\u0142odych oficer\u00f3w p\u0142ac\u0105cych za upokorzenia, kt\u00f3rych w normalnym \u015bwiecie sami by nie znie\u015bli. By\u0142em tam nie jako ofiara rozpusty, lecz jako jej spokojny obserwator i uczestnik, cz\u0142owiek zawsze troch\u0119 z boku, zawsze o krok dalej od ostatecznego upadku.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Tak mi si\u0119 przynajmniej zdawa\u0142o.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Mia\u0142em opini\u0119 amanta, cho\u0107 s\u0142owo to wydaje mi si\u0119 dzi\u015b nazbyt teatralne. Kobiety lubi\u0142y we mnie mo\u017ce nie tyle serce, kt\u00f3rego nie dawa\u0142em nikomu, ile obietnic\u0119 niebezpiecznej przygody bez przykrych konsekwencji. Umia\u0142em znika\u0107 z ich \u017cycia w por\u0119 i powraca\u0107 wtedy, gdy ju\u017c zd\u0105\u017cy\u0142y uzna\u0107 mnie za wspomnienie. Bywa\u0142y takie, kt\u00f3re cierpia\u0142y. Bywa\u0142y takie, kt\u00f3re nienawidzi\u0142y mnie szczerze. Bywa\u0142y te\u017c takie, kt\u00f3re po latach przesy\u0142a\u0142y mi kr\u00f3tkie listy, pachn\u0105ce lawend\u0105 albo z\u0142o\u015bci\u0105, a ja czyta\u0142em je bez wi\u0119kszego wzruszenia, jak czyta si\u0119 zaproszenia na wydarzenia, na kt\u00f3re i tak nie zamierza si\u0119 p\u00f3j\u015b\u0107.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Jedna tylko twarz wraca\u0142a do mnie czasem bez zapowiedzi, cho\u0107 przez wiele lat broni\u0142em si\u0119 przed ni\u0105 skuteczniej, ni\u017c chcia\u0142em przyzna\u0107.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Karolina.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Pozna\u0142em j\u0105, gdy by\u0142em jeszcze m\u0142ody, mo\u017ce nie niewinny, bo niewinno\u015b\u0107 utraci\u0142em wcze\u015bnie i bez \u017calu, ale z pewno\u015bci\u0105 mniej zu\u017cyty ni\u017c p\u00f3\u017aniej. Przyjecha\u0142a do Kr\u00f3lewca z dziadkiem, profesorem Reimannem, cz\u0142owiekiem o niezwyk\u0142ej reputacji i jeszcze dziwniejszych zainteresowaniach. Oficjalnie zajmowa\u0142 si\u0119 optyk\u0105, histori\u0105 alchemii i dawnymi traktatami o naturze \u015bwiat\u0142a. Nieoficjalnie m\u00f3wiono, \u017ce bada\u0142 lustra, hipnoz\u0119, granice \u015bwiadomo\u015bci oraz to, co niekt\u00f3rzy nazywali dusz\u0105, cho\u0107 w ustach ludzi nauki s\u0142owo to brzmia\u0142o w\u00f3wczas prawie nieprzyzwoicie.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Karolina by\u0142a jego wnuczk\u0105 i zarazem jedyn\u0105 osob\u0105, wobec kt\u00f3rej ten ch\u0142odny starzec okazywa\u0142 co\u015b podobnego do czu\u0142o\u015bci. Mia\u0142a jasne w\u0142osy, spojrzenie zbyt powa\u017cne jak na sw\u00f3j wiek i ten rodzaj urody, kt\u00f3ry nie potrzebuje bogatych sukien ani klejnot\u00f3w, poniewa\u017c sam w sobie wydaje si\u0119 obietnic\u0105 tajemnicy. Nie by\u0142a kokietk\u0105, co pocz\u0105tkowo mnie dra\u017cni\u0142o, a p\u00f3\u017aniej przyci\u0105gn\u0119\u0142o mocniej ni\u017c jakakolwiek \u0142atwa uleg\u0142o\u015b\u0107. Patrzy\u0142a na mnie tak, jakby widzia\u0142a nie tylko moj\u0105 twarz, lecz r\u00f3wnie\u017c wszystkie sztuczki, kt\u00f3rymi zwyk\u0142em zdobywa\u0107 kobiety.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Spotykali\u015bmy si\u0119 kilka razy w domu profesora, potem na spacerach, nast\u0119pnie w miejscach, gdzie m\u0142odzi ludzie udawali przypadek. Wydawa\u0142o mi si\u0119, \u017ce j\u0105 zdobywam, tymczasem dzi\u015b, po latach, coraz cz\u0119\u015bciej my\u015bl\u0119, \u017ce to ona pozwala\u0142a mi kr\u0105\u017cy\u0107 wok\u00f3\u0142 siebie, jak pozwala si\u0119 \u0107mie obija\u0107 o szyb\u0119 lampy. M\u00f3wi\u0142a niewiele o sobie, wi\u0119cej o dziadku, o jego do\u015bwiadczeniach, o lustrach, kt\u00f3re podobno nie odbijaj\u0105 cz\u0142owieka, lecz zapami\u0119tuj\u0105 go. \u015amia\u0142em si\u0119 z tego, nazywaj\u0105c owe rozwa\u017cania pi\u0119kn\u0105 zabaw\u0105 dla uczonych szale\u0144c\u00f3w, ona jednak nie \u015bmia\u0142a si\u0119 ze mn\u0105.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Pewnego wieczoru zaprowadzi\u0142a mnie do pracowni profesora. Do dzi\u015b pami\u0119tam d\u0142ugi pok\u00f3j o wysokich oknach zas\u0142oni\u0119tych grubymi kotarami, zapach metalu, kurzu i chemikali\u00f3w, a przede wszystkim \u015bcian\u0119 luster ustawionych pod r\u00f3\u017cnymi k\u0105tami. Jedne by\u0142y ma\u0142e, inne ogromne, w ramach srebrnych, czarnych, z\u0142oconych albo zupe\u0142nie prostych. Gdy stan\u0105\u0142em po\u015brodku, zobaczy\u0142em samego siebie powielonego w dziesi\u0105tkach odbi\u0107. W ka\u017cdym wygl\u0105da\u0142em nieco inaczej, jakby ka\u017cde lustro wybiera\u0142o sobie inn\u0105 prawd\u0119 o mojej twarzy.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">\u2013 Dziadek m\u00f3wi, \u017ce cz\u0142owiek nigdy nie wie, kt\u00f3re odbicie jest prawdziwe \u2013 powiedzia\u0142a wtedy Karolina.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Odpowiedzia\u0142em jej zapewne czym\u015b lekkim i b\u0142yskotliwym, bo w tamtym czasie nie umia\u0142em jeszcze milcze\u0107, gdy nale\u017ca\u0142o. Pami\u0119tam jednak, \u017ce gdy spojrza\u0142em w jedno z ciemniejszych zwierciade\u0142, stoj\u0105ce w g\u0142\u0119bi pracowni, zobaczy\u0142em za sob\u0105 nie Karolin\u0119, nie profesora, lecz jaki\u015b cie\u0144. Odwr\u00f3ci\u0142em si\u0119 natychmiast, ale w pokoju byli\u015bmy tylko we dwoje.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Kilka tygodni p\u00f3\u017aniej Karolina znikn\u0119\u0142a.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Powiedziano mi, \u017ce wyjecha\u0142a nagle z dziadkiem. Potem kto\u015b wspomnia\u0142, \u017ce by\u0142a chora. Jeszcze p\u00f3\u017aniej us\u0142ysza\u0142em, \u017ce porzuci\u0142a Kr\u00f3lewiec i wysz\u0142a za m\u0105\u017c gdzie\u015b daleko. W tamtym czasie uzna\u0142em to za upokorzenie, cho\u0107 nie przyzna\u0142bym si\u0119 do tego nikomu. Przez kilka miesi\u0119cy pi\u0142em wi\u0119cej ni\u017c zwykle, bra\u0142em udzia\u0142 w zabawach bardziej bezwstydnych ni\u017c dot\u0105d i udawa\u0142em, \u017ce strata kobiety, kt\u00f3ra nie zd\u0105\u017cy\u0142a nawet zosta\u0107 moj\u0105 kochank\u0105, nie ma dla mnie \u017cadnego znaczenia.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Z czasem uwierzy\u0142em we w\u0142asne k\u0142amstwo.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Dopiero wiele lat p\u00f3\u017aniej, w berli\u0144skim antykwariacie, natrafi\u0142em na ksi\u0119g\u0119, kt\u00f3ra mia\u0142a przywr\u00f3ci\u0107 mi wszystko, co pogrzeba\u0142em pod kurzem zabaw, kobiet i \u017ale przespanych nocy. Wolumin le\u017ca\u0142 mi\u0119dzy starymi traktatami teologicznymi, oprawiony w ciemn\u0105 sk\u00f3r\u0119, pop\u0119kan\u0105 i such\u0105 jak d\u0142o\u0144 trupa. Na karcie tytu\u0142owej zapisano: <em>Per Speculum Portas In Animabus Humanis de Inspecione<\/em>.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Antykwariusz twierdzi\u0142, \u017ce ksi\u0119ga pochodzi z rozproszonego zbioru profesora Reimanna.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Powinienem by\u0142 od\u0142o\u017cy\u0107 j\u0105 natychmiast.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Kupi\u0142em j\u0105 bez targowania.<\/p>\n\n\n\n<h2 class=\"wp-block-heading\"><br><br><\/h2>\n\n\n\n<h2 class=\"wp-block-heading\"><br><br><\/h2>\n\n\n\n<h2 class=\"wp-block-heading\">II. Gollubien. Zapiski zimowe<\/h2>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><strong>Gollubien, Kreis Lyck, Ostpreu\u00dfen, 20 grudnia 1928 roku<\/strong><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Przyby\u0142em do pa\u0142acu wczoraj p\u00f3\u017anym popo\u0142udniem, gdy \u015bnieg zasypywa\u0142 ju\u017c drog\u0119, a konie z trudem ci\u0105gn\u0119\u0142y sanie przez las. Golubien przywita\u0142y mnie cisz\u0105, jakiej nie ma w \u017cadnym mie\u015bcie. Latem posiad\u0142o\u015b\u0107 wydaje si\u0119 zaniedbana, mo\u017ce nawet troch\u0119 smutna, lecz zim\u0105 nabiera majestatu grobowca. Pa\u0142ac stoi nad jeziorem niczym ci\u0119\u017cki, \u015bni\u0105cy potw\u00f3r, kt\u00f3rego nie nale\u017cy budzi\u0107 zbyt gwa\u0142townie.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">S\u0142u\u017cba przygotowa\u0142a dla mnie kilka pokoi, lecz wi\u0119kszo\u015b\u0107 domu pozosta\u0142a zimna i zamkni\u0119ta. Kaza\u0142em rozpali\u0107 w pracowni, bibliotece i sypialni, po czym niemal natychmiast zaj\u0105\u0142em si\u0119 ksi\u0119g\u0105. Pan Segal, m\u00f3j kamerdyner, patrzy\u0142 na ni\u0105 z niech\u0119ci\u0105, kt\u00f3rej nie pr\u00f3bowa\u0142 nawet dobrze ukry\u0107. Jest stary, lojalny i przes\u0105dny, cho\u0107 obrazi\u0142by si\u0119 zapewne, gdybym powiedzia\u0142 mu to wprost. Zapyta\u0142, czy przywioz\u0142em co\u015b jeszcze z Berlina, a gdy odpowiedzia\u0142em, \u017ce tylko kilka butelek wina, cygara i par\u0119 ksi\u0105\u017cek, skin\u0105\u0142 g\u0142ow\u0105, jakby w\u0142a\u015bnie potwierdzi\u0142y si\u0119 jego najgorsze obawy.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Wieczorem zacz\u0105\u0142em czyta\u0107.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Traktat nie jest dzie\u0142em szale\u0144ca, cho\u0107 kto\u015b powierzchowny m\u00f3g\u0142by tak uzna\u0107. Autor zna\u0142 dawne j\u0119zyki, filozofi\u0119, teologi\u0119 i optyk\u0119, lecz wiedz\u0119 t\u0119 podporz\u0105dkowa\u0142 jednej my\u015bli: lustro nie jest przedmiotem martwym. Jest granic\u0105, a granice istniej\u0105 po to, by je przekracza\u0107. Najbardziej niepokoj\u0105ce wyda\u0142y mi si\u0119 jednak dopiski na marginesach. Nie nale\u017ca\u0142y do autora ksi\u0119gi. Pismo by\u0142o drobne, nerwowe, a miejscami niemal nieczytelne, lecz po kilku stronach zrozumia\u0142em, \u017ce nani\u00f3s\u0142 je profesor Reimann.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">W jednym miejscu zapisa\u0142 po \u0142acinie, \u017ce odbicie mo\u017ce zosta\u0107 oddzielone od cia\u0142a, je\u015bli \u015bwiadomo\u015b\u0107 cz\u0142owieka doprowadzi si\u0119 do stanu ca\u0142kowitej podatno\u015bci. W innym wspomina\u0142 o medium krwi, \u015bwietle ksi\u0119\u017cyca i tafli wody jako naturalnym zwierciadle. Kilkakrotnie pojawia\u0142o si\u0119 imi\u0119 Karoliny, pocz\u0105tkowo jako inicja\u0142, p\u00f3\u017aniej ju\u017c jawnie, jakby profesor zrezygnowa\u0142 z ostro\u017cno\u015bci.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Nie wiem, dlaczego dr\u017ca\u0142y mi r\u0119ce. W pracowni by\u0142o ciep\u0142o, w kominku p\u0142on\u0119\u0142y szczapy, a jednak czu\u0142em ch\u0142\u00f3d ci\u0105gn\u0105cy od wielkiego lustra wisz\u0105cego naprzeciw biurka.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><strong>Gollubien, 2<\/strong><strong>2<\/strong><strong> grudnia 1928 roku<\/strong><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Dni zlewaj\u0105 si\u0119 z nocami, a ja coraz mniej dbam o ich porz\u0105dek. Czytam, notuj\u0119, por\u00f3wnuj\u0119 fragmenty ksi\u0119gi z dopiskami profesora i coraz cz\u0119\u015bciej mam wra\u017cenie, \u017ce Karolina nie znikn\u0119\u0142a z Kr\u00f3lewca tak, jak mi w\u00f3wczas powiedziano. Nie porzuci\u0142a mnie, nie wyjecha\u0142a, nie wysz\u0142a za m\u0105\u017c. Sta\u0142o si\u0119 z ni\u0105 co\u015b innego.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">W jednym z p\u00f3\u017aniejszych zapisk\u00f3w Reimann wspomina o nieudanej pr\u00f3bie przej\u015bcia. Pisze o \u015bwietle odbitym siedem razy, o ciele, kt\u00f3re zas\u0142ab\u0142o, o lustrze, kt\u00f3re nie odda\u0142o tego, co przyj\u0119\u0142o. Dalej s\u0142owa staj\u0105 si\u0119 chaotyczne. Pojawia si\u0119 zdanie, kt\u00f3re przepisa\u0142em kilkakrotnie, nie mog\u0105c oderwa\u0107 od niego oczu: <em>Ona m\u00f3wi zza tafli, lecz nie jest ju\u017c tylko sob\u0105<\/em>.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Dzi\u015b po raz pierwszy d\u0142ugo patrzy\u0142em w lustro w mojej pracowni, pr\u00f3buj\u0105c odtworzy\u0107 uk\u0142ad opisany w ksi\u0119dze. Ustawi\u0142em \u015bwiec\u0119 po lewej stronie, srebrn\u0105 mis\u0119 z wod\u0105 po prawej, a za plecami zawiesi\u0142em ma\u0142e podr\u00f3\u017cne zwierciad\u0142o. Wszystko wyda\u0142o mi si\u0119 pocz\u0105tkowo \u015bmieszne, niemal teatralne. Ja, cz\u0142owiek bywa\u0142y, sceptyczny, oswojony z akademickimi dysputami i salonowym szyderstwem, nagle sta\u0142em po\u015brodku w\u0142asnej pracowni jak adept jakiej\u015b prowincjonalnej sekty.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">A jednak nie przerwa\u0142em.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Przez d\u0142u\u017cszy czas widzia\u0142em jedynie siebie. Twarz zm\u0119czon\u0105, zbyt blad\u0105, oczy podkr\u0105\u017cone od bezsenno\u015bci. P\u00f3\u017aniej jednak t\u0142o za moimi plecami zacz\u0119\u0142o ciemnie\u0107 bardziej, ni\u017c pozwala\u0142o na to \u015bwiat\u0142o w pokoju. Mia\u0142em wra\u017cenie, \u017ce \u015bciana pracowni cofa si\u0119, ust\u0119puje, otwiera na korytarz, kt\u00f3rego w pa\u0142acu nie ma.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Kiedy zgas\u0142a \u015bwieca, us\u0142ysza\u0142em cichy \u015bmiech.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Nie wiem, czy nale\u017ca\u0142 do kobiety, czy do dziecka.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><strong>Gollubien 2<\/strong><strong>4<\/strong><strong> grudnia 1928 roku<\/strong><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Wigilia.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Segal nalega\u0142, abym zszed\u0142 cho\u0107 na chwil\u0119 do jadalni, gdzie s\u0142u\u017cba przygotowa\u0142a kolacj\u0119. Odm\u00f3wi\u0142em. Nie chcia\u0142em ich rozm\u00f3w, zapachu potraw ani tej niezno\u015bnej, ludzkiej potrzeby udawania wsp\u00f3lnoty w dniu, kt\u00f3ry dla mnie od dawna nie znaczy\u0142 nic poza obowi\u0105zkiem wysy\u0142ania kilku kartek.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Kaza\u0142em przynie\u015b\u0107 kaw\u0119 i zosta\u0142em w pracowni.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Oko\u0142o jedenastej wieczorem zobaczy\u0142em w lustrze jasn\u0105 smug\u0119. Nie by\u0142a odbiciem p\u0142omienia, poniewa\u017c \u015bwiece sta\u0142y za nisko. Smuga porusza\u0142a si\u0119 wolno, jak pasmo w\u0142os\u00f3w unoszone pod wod\u0105. Potem z ciemno\u015bci wy\u0142oni\u0142a si\u0119 twarz kobiety. Nie mog\u0142em dostrzec jej wyra\u017anie, lecz serce uderzy\u0142o mi tak gwa\u0142townie, \u017ce przez chwil\u0119 zabrak\u0142o mi tchu.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">To by\u0142a Karolina.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Starsza? M\u0142odsza? Trudno powiedzie\u0107. Jej rysy zdawa\u0142y si\u0119 jednocze\u015bnie znajome i obce, jak twarz zapami\u0119tana z m\u0142odo\u015bci, a potem \u015bniona przez wiele lat a\u017c do zniekszta\u0142cenia. Patrzy\u0142a na mnie spod jasnych w\u0142os\u00f3w, kt\u00f3re przys\u0142ania\u0142y cz\u0119\u015b\u0107 twarzy. Nie porusza\u0142a ustami, a jednak us\u0142ysza\u0142em jej g\u0142os.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">\u2013 Nie wierzy\u0142e\u015b, \u017ce czeka\u0142am.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Nie odpowiedzia\u0142em. Nie dlatego, \u017ce nie chcia\u0142em, lecz dlatego, \u017ce nie potrafi\u0142em. Wszystkie moje salonowe talenty, wszystkie lekkie zdania, kt\u00f3rymi rozbraja\u0142em kobiety i nudziarzy, opu\u015bci\u0142y mnie w jednej chwili. Sta\u0142em przed lustrem jak ch\u0142opiec przy\u0142apany na k\u0142amstwie.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">\u2013 Powiedzieli ci, \u017ce odesz\u0142am \u2013 m\u00f3wi\u0142a dalej. \u2013 \u0141atwiej by\u0142o ci w to uwierzy\u0107.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Wtedy dotkn\u0105\u0142em tafli szk\u0142a. By\u0142o ciep\u0142e. Ciep\u0142e jak ludzka sk\u00f3ra.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><strong>Gollubien 2<\/strong><strong>5<\/strong><strong> grudnia 1928 roku<\/strong><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Nie mog\u0119 przesta\u0107 my\u015ble\u0107 o Karolinie. Przez ca\u0142\u0105 noc siedzia\u0142em przed lustrem, raz widz\u0105c j\u0105 wyra\u017aniej, raz trac\u0105c w g\u0119stniej\u0105cej ciemno\u015bci. Opowiedzia\u0142a mi tyle, ile chcia\u0142a, a mo\u017ce tyle, ile potrafi\u0142a.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Profesor Reimann nie bada\u0142 luster z ciekawo\u015bci uczonego. Szuka\u0142 przej\u015bcia. Wierzy\u0142, \u017ce dusza cz\u0142owieka po \u015bmierci nie odchodzi w za\u015bwiaty opisane przez religie, lecz rozpada si\u0119 na odbicia, kt\u00f3re mo\u017cna pochwyci\u0107, utrwali\u0107 i przywo\u0142a\u0107. Karolina by\u0142a najpierw jego asystentk\u0105, p\u00f3\u017aniej medium, wreszcie ofiar\u0105. Nie u\u017cy\u0142a tego s\u0142owa, lecz us\u0142ysza\u0142em je w jej milczeniu.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Tamtej nocy, gdy znikn\u0119\u0142a z Kr\u00f3lewca, profesor przeprowadzi\u0142 ostatni\u0105 pr\u00f3b\u0119. Mia\u0142a tylko spojrze\u0107 w uk\u0142ad luster i opisa\u0107 to, co widzi. Co\u015b jednak spojrza\u0142o na ni\u0105 z drugiej strony. Cia\u0142o Karoliny podobno znaleziono nieprzytomne, lecz gdy odzyska\u0142a oddech, nie by\u0142a ju\u017c taka sama. M\u00f3wi\u0142a obcymi g\u0142osami, ba\u0142a si\u0119 \u015bwiat\u0142a dziennego, nie jad\u0142a przez wiele dni, a nocami prosi\u0142a, by zas\u0142oni\u0107 wszystkie lustra.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">P\u00f3\u017aniej profesor ukry\u0142 j\u0105 przed \u015bwiatem.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Nie porzuci\u0142a mnie. To jedno wraca\u0142o do mnie z uporem, bole\u015bnie i s\u0142odko zarazem. Nie porzuci\u0142a mnie, cho\u0107 przez lata karmi\u0142em w\u0142asn\u0105 pr\u00f3\u017cno\u015b\u0107 tym oskar\u017ceniem. Je\u015bli jest w tym wszystkim jaki\u015b wyrzut, to nie nale\u017cy on do niej, lecz do mnie.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Segal twierdzi, \u017ce m\u00f3wi\u0119 przez sen. Podobno powtarzam imi\u0119 Karoliny i prosz\u0119 j\u0105, by nie odchodzi\u0142a. Nie pami\u0119tam tego. Pami\u0119tam natomiast, \u017ce dzi\u015b nad ranem zobaczy\u0142em na wewn\u0119trznej stronie lustra \u015blad d\u0142oni, jakby kto\u015b przycisn\u0105\u0142 j\u0105 do szk\u0142a od drugiej strony.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">\u015alad znikn\u0105\u0142 dopiero po po\u0142udniu.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><strong>Gollubien 2<\/strong><strong>7<\/strong><strong> grudnia 1928 roku<\/strong><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">S\u0142u\u017cba jest niespokojna. Kucharka przysi\u0119ga, \u017ce widzia\u0142a kobiet\u0119 w bieli przechodz\u0105c\u0105 przez ogr\u00f3d w stron\u0119 jeziora, cho\u0107 \u015bnieg pozosta\u0142 nietkni\u0119ty. Jedna z pokoj\u00f3wek odm\u00f3wi\u0142a sprz\u0105tania pracowni, poniewa\u017c us\u0142ysza\u0142a za lustrem skrobanie, jakby kto\u015b paznokciami drapa\u0142 w szk\u0142o. Segal poprosi\u0142 mnie dzi\u015b rano o pozwolenie odes\u0142ania dziewcz\u0105t do wsi, t\u0142umacz\u0105c, \u017ce zima jest ci\u0119\u017cka, a dom \u017ale na nie dzia\u0142a.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Dom \u017ale na nie dzia\u0142a. C\u00f3\u017c za n\u0119dzne okre\u015blenie dla tajemnicy, kt\u00f3ra rozrasta si\u0119 wok\u00f3\u0142 mnie jak \u017cywa istota.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Nie zatrzyma\u0142em ich. Niech id\u0105. Im mniej ludzi, tym ciszej, a im ciszej, tym \u0142atwiej s\u0142ysze\u0107 Karolin\u0119.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Dzi\u015b po raz pierwszy pokaza\u0142a mi profesora. W lustrze zobaczy\u0142em pracowni\u0119 Reimanna, lecz nie tak\u0105, jak\u0105 pami\u0119ta\u0142em. By\u0142a zniszczona, \u015bciany osmalone, wi\u0119kszo\u015b\u0107 luster pop\u0119kana. Profesor siedzia\u0142 na krze\u015ble po\u015brodku pokoju, stary, wychudzony i martwy, cho\u0107 jego oczy nadal porusza\u0142y si\u0119 pod powiekami. Karolina sta\u0142a za nim, ale jej d\u0142o\u0144 spoczywaj\u0105ca na jego ramieniu nie wygl\u0105da\u0142a ju\u017c jak d\u0142o\u0144 \u017cywej kobiety. Palce mia\u0142a zbyt d\u0142ugie, paznokcie ciemne, a twarz cz\u0119\u015bciowo ukryt\u0105 w cieniu.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">\u2013 To on mnie otworzy\u0142 \u2013 powiedzia\u0142a.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Zapyta\u0142em, co to znaczy.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">U\u015bmiechn\u0119\u0142a si\u0119, lecz w tym u\u015bmiechu by\u0142o co\u015b, czego nie zna\u0142em z dawnych lat. Nie czu\u0142o\u015b\u0107, nie \u017cal, nie mi\u0142o\u015b\u0107. Raczej g\u0142\u00f3d, d\u0142ugo powstrzymywany i przez to niemal elegancki.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">\u2013 Ka\u017cde lustro musi mie\u0107 tego, kto patrzy, i tego, kto zostaje zobaczony. Dziadek my\u015bla\u0142, \u017ce wybierze za mnie. Pomyli\u0142 si\u0119.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Nie wiem, dlaczego nie uciek\u0142em wtedy z pracowni. Mo\u017ce dlatego, \u017ce wci\u0105\u017c by\u0142a pi\u0119kna. Mo\u017ce dlatego, \u017ce wci\u0105\u017c s\u0142ysza\u0142em w jej g\u0142osie dawn\u0105 dziewczyn\u0119 z Kr\u00f3lewca. A mo\u017ce dlatego, \u017ce od dawna nosi\u0142em w sobie pustk\u0119, do kt\u00f3rej co\u015b wreszcie zacz\u0119\u0142o m\u00f3wi\u0107.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><strong>Gollubien <\/strong><strong>28 <\/strong><strong>grudnia 1928 roku<\/strong><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Karolina przychodzi teraz nie tylko w lustrze. Jej obecno\u015b\u0107 czu\u0107 w ca\u0142ym pa\u0142acu. Na korytarzach pojawia si\u0119 zapach wilgotnych w\u0142os\u00f3w i zimnej wody. W bibliotece znalaz\u0142em dzi\u015b ksi\u0105\u017cki zrzucone z p\u00f3\u0142ek, cho\u0107 drzwi by\u0142y zamkni\u0119te na klucz. W sypialni obudzi\u0142em si\u0119 z przekonaniem, \u017ce kto\u015b siedzi na brzegu \u0142\u00f3\u017cka i pochyla si\u0119 nade mn\u0105 tak blisko, \u017ce czu\u0142em ch\u0142\u00f3d oddechu na policzku.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Nie boj\u0119 si\u0119. A raczej boj\u0119 si\u0119 w spos\u00f3b, kt\u00f3ry sta\u0142 si\u0119 nieod\u0142\u0105czny od pragnienia.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">W ksi\u0119dze znalaz\u0142em fragment, kt\u00f3rego wcze\u015bniej nie zauwa\u017cy\u0142em. Autor ostrzega, \u017ce istota uwi\u0119ziona pomi\u0119dzy odbiciem a cia\u0142em nie pozostaje niezmienna. Z czasem \u017cywi si\u0119 spojrzeniami tych, kt\u00f3rzy j\u0105 dostrzegaj\u0105, ich pami\u0119ci\u0105, win\u0105, po\u017c\u0105daniem i strachem. Je\u015bli by\u0142a cz\u0142owiekiem, zachowuje resztki cz\u0142owiecze\u0144stwa tylko tak d\u0142ugo, jak d\u0142ugo kto\u015b j\u0105 pami\u0119ta. Potem staje si\u0119 czym\u015b, co przybiera znajom\u0105 twarz, poniewa\u017c tak \u0142atwiej zwabi\u0107 kolejn\u0105 dusz\u0119.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Przepisa\u0142em te s\u0142owa, ale nie potrafi\u0119 odnie\u015b\u0107 ich do Karoliny. Nie do mojej Karoliny.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Mojej. Jak osobliwie wygl\u0105da to s\u0142owo zapisane r\u0119k\u0105 cz\u0142owieka, kt\u00f3ry nigdy nie potrafi\u0142 nikogo naprawd\u0119 mie\u0107 i utrzyma\u0107 przy sobie.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Wieczorem Segal wszed\u0142 do pracowni bez pukania. By\u0142 blady i stary jak nigdy dot\u0105d. Powiedzia\u0142, \u017ce widzia\u0142 mnie w lustrze, cho\u0107 ja w tym samym czasie siedzia\u0142em przy biurku. Wed\u0142ug niego moje odbicie sta\u0142o odwr\u00f3cone twarz\u0105 do tafli i u\u015bmiecha\u0142o si\u0119 do kogo\u015b po drugiej stronie. Kiedy pr\u00f3bowa\u0142 podej\u015b\u0107 bli\u017cej, odbicie spojrza\u0142o na niego, ale twarz nie by\u0142a ju\u017c moja.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Kaza\u0142em mu wyj\u015b\u0107.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Nie us\u0142ucha\u0142 od razu. Zacz\u0105\u0142 m\u00f3wi\u0107 o Bogu, o z\u0142ych miejscach i o tym, \u017ce s\u0105 drzwi, kt\u00f3rych cz\u0142owiek nie powinien otwiera\u0107 nawet z rozpaczy. By\u0142bym go mo\u017ce wy\u015bmia\u0142, gdyby nie to, \u017ce w jego oczach zobaczy\u0142em szczery l\u0119k nie przed lustrem, lecz przede mn\u0105.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Noc\u0105 znalaz\u0142em pod drzwiami jego list. Odszed\u0142 do wsi razem z ostatni\u0105 pokoj\u00f3wk\u0105. Napisa\u0142 tylko, \u017ce b\u0119dzie modli\u0142 si\u0119 za moj\u0105 dusz\u0119.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Niech si\u0119 modli, je\u015bli mu to potrzebne.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><strong>Gollubien 2<\/strong><strong>9<\/strong><strong> grudnia 1928 roku<\/strong><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Jestem sam.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Ca\u0142y pa\u0142ac nale\u017cy do mnie i do niej. Wiatr szarpie okiennicami, \u015bnieg zasypuje dziedziniec, a jezioro le\u017cy pod lodem jak ogromne, czarne zwierciad\u0142o. Od rana nie jad\u0142em, wypi\u0142em tylko kaw\u0119 i troch\u0119 koniaku, lecz nie czuj\u0119 g\u0142odu. Cia\u0142o sta\u0142o si\u0119 czym\u015b odleg\u0142ym, natr\u0119tnym, niepotrzebnie ci\u0119\u017ckim.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Karolina m\u00f3wi coraz wi\u0119cej. Twierdzi, \u017ce nie mo\u017ce przej\u015b\u0107 sama, bo profesor zamkn\u0105\u0142 j\u0105 nie tylko w lustrze, lecz r\u00f3wnie\u017c w pragnieniu powrotu. Potrzebuje kogo\u015b, kto poda jej r\u0119k\u0119 z naszej strony. Kogo\u015b, kto kiedy\u015b j\u0105 kocha\u0142, cho\u0107 zbyt dumny by\u0142, by to zrozumie\u0107. Kogo\u015b, kto przez lata nosi\u0142 jej obraz w sobie, nawet je\u015bli ukrywa\u0142 go pod warstw\u0105 pr\u00f3\u017cno\u015bci, win i \u015bmiechu.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Powiedzia\u0142a, \u017ce pami\u0119ta m\u00f3j poca\u0142unek w ogrodzie Reimanna. Ja tak\u017ce go pami\u0119tam, cho\u0107 przez lata udawa\u0142em, \u017ce by\u0142 jednym z wielu. Pami\u0119tam ch\u0142\u00f3d wieczoru, zapach mokrych li\u015bci, dr\u017cenie jej d\u0142oni i w\u0142asne zdumienie, \u017ce tym razem nie chodzi\u0142o mi tylko o zwyci\u0119stwo. Mo\u017ce gdybym wtedy by\u0142 innym cz\u0142owiekiem, wszystko potoczy\u0142oby si\u0119 inaczej.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Lustro pokazuje teraz nie tylko Karolin\u0119, ale i miejsca, kt\u00f3re zdaj\u0105 si\u0119 istnie\u0107 za naszym \u015bwiatem. D\u0142ugie korytarze bez drzwi, sale pe\u0142ne ludzi stoj\u0105cych nieruchomo pod \u015bcianami, twarze przyci\u015bni\u0119te do szk\u0142a od wewn\u0105trz. Niekt\u00f3rzy b\u0142agaj\u0105 o pomoc, inni \u015bmiej\u0105 si\u0119 bezg\u0142o\u015bnie, jakby poznali \u017cart tak straszny, \u017ce nie da si\u0119 go wypowiedzie\u0107. Po\u015br\u00f3d nich ona porusza si\u0119 swobodnie. Ju\u017c nie jak wi\u0119zie\u0144.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Raczej jak pani domu.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><strong>Gollubien <\/strong><strong>3<\/strong><strong>0 grudnia 1928 roku<\/strong><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Pr\u00f3bowa\u0142em dzi\u015b zas\u0142oni\u0107 lustro.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Nie wiem dlaczego. By\u0107 mo\u017ce jaka\u015b resztka rozs\u0105dku ockn\u0119\u0142a si\u0119 we mnie na kr\u00f3tko, niczym cz\u0142owiek uwi\u0119ziony pod \u015bniegiem, kt\u00f3ry nagle s\u0142yszy w\u0142asne serce. Narzuci\u0142em na tafl\u0119 ci\u0119\u017ck\u0105 kotar\u0119 i odsun\u0105\u0142em \u015bwiece. Przez kilka minut w pracowni panowa\u0142a cisza tak g\u0142\u0119boka, \u017ce s\u0142ysza\u0142em w\u0142asny oddech.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Potem spod kotary dobieg\u0142 p\u0142acz.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Nie by\u0142 g\u0142o\u015bny. W\u0142a\u015bnie dlatego okaza\u0142 si\u0119 nie do zniesienia. Karolina p\u0142aka\u0142a tak, jak p\u0142acze kto\u015b porzucony w ciemno\u015bci przez jedyn\u0105 osob\u0119, kt\u00f3ra mog\u0142a go ocali\u0107. Sta\u0142em przy biurku i zaciska\u0142em d\u0142onie na kraw\u0119dzi blatu, powtarzaj\u0105c sobie, \u017ce to podst\u0119p, \u017ce ksi\u0119ga ostrzega\u0142a mnie wyra\u017anie, \u017ce istota zza lustra karmi si\u0119 win\u0105. Jednak p\u0142acz trwa\u0142, cichy i coraz s\u0142abszy, a\u017c w ko\u0144cu us\u0142ysza\u0142em swoje imi\u0119.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Nie hrabia, nie Stillfried.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Moje imi\u0119 z czas\u00f3w m\u0142odo\u015bci.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Tak m\u00f3wi\u0142a do mnie tylko ona.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Zerwa\u0142em kotar\u0119.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">W lustrze zobaczy\u0142em Karolin\u0119 kl\u0119cz\u0105c\u0105 po drugiej stronie, z twarz\u0105 ukryt\u0105 w d\u0142oniach. Przez chwil\u0119 wygl\u0105da\u0142a jak dawna dziewczyna, bezbronna, skrzywdzona, uwi\u0119ziona przez szale\u0144stwo starego profesora i moj\u0105 wieloletni\u0105 oboj\u0119tno\u015b\u0107. Potem unios\u0142a g\u0142ow\u0119, a ja dostrzeg\u0142em, \u017ce jej oczy s\u0105 ca\u0142kowicie czarne.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Nie cofn\u0105\u0142em si\u0119.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Przeciwnie, podszed\u0142em bli\u017cej.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">\u2013 Jeszcze jedna noc \u2013 powiedzia\u0142a. \u2013 Potem b\u0119dziemy razem.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Zapyta\u0142em, co musz\u0119 zrobi\u0107.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">U\u015bmiechn\u0119\u0142a si\u0119 tak pi\u0119knie, \u017ce nawet groza tego u\u015bmiechu wyda\u0142a mi si\u0119 \u0142ask\u0105.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><strong>Gollubien <\/strong><strong>31<\/strong><strong> grudnia 1928 roku<\/strong><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Pisz\u0119 z trudem, poniewa\u017c d\u0142onie mam lodowate, cho\u0107 w kominku p\u0142onie ogie\u0144. Pa\u0142ac milczy, jakby wszystkie zegary zatrzyma\u0142y si\u0119 jednocze\u015bnie. Nie s\u0142ysz\u0119 nawet wiatru. Taka cisza nie nale\u017cy do \u015bwiata \u017cywych.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Karolina kaza\u0142a mi przygotowa\u0107 lustro, mis\u0119 z wod\u0105 i srebrny n\u00f3\u017c, kt\u00f3ry nale\u017ca\u0142 kiedy\u015b do mojego ojca. Krew jest tylko kluczem, powiedzia\u0142a, a klucz nie ma znaczenia, kiedy drzwi zostan\u0105 otwarte. Nie ba\u0142em si\u0119, gdy naci\u0105\u0142em d\u0142o\u0144. B\u00f3l by\u0142 jasny, prosty i niemal przyjemny po tylu dniach mg\u0142y. Kilka kropli spad\u0142o do misy, a woda natychmiast pociemnia\u0142a, jakby odbija\u0142a nie sufit pracowni, lecz nocne jezioro.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">W lustrze zobaczy\u0142em Kr\u00f3lewiec sprzed lat. Ogr\u00f3d profesora Reimanna, Karolin\u0119 w jasnej sukni, siebie m\u0142odego, g\u0142upiego i pewnego, \u017ce \u015bwiat b\u0119dzie zawsze przychylny moim zachciankom. Potem obraz si\u0119 zmieni\u0142. Zobaczy\u0142em pracowni\u0119 luster, profesora stoj\u0105cego nad Karolin\u0105, jej twarz wykrzywion\u0105 strachem i co\u015b czarnego, co wychyla\u0142o si\u0119 z najwi\u0119kszego zwierciad\u0142a, jak cie\u0144 ucz\u0105cy si\u0119 kszta\u0142tu cz\u0142owieka.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Wtedy zrozumia\u0142em, \u017ce Karolina m\u00f3wi\u0142a prawd\u0119, lecz nie ca\u0142\u0105.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Ona rzeczywi\u015bcie zosta\u0142a uwi\u0119ziona. Rzeczywi\u015bcie cierpia\u0142a. Rzeczywi\u015bcie czeka\u0142a.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Ale przez te wszystkie lata nie by\u0142a sama.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">To, co wesz\u0142o w ni\u0105 tamtej nocy, ros\u0142o razem z jej rozpacz\u0105. \u017bywi\u0142o si\u0119 jej pami\u0119ci\u0105, jej g\u0142odem, jej niespe\u0142nion\u0105 mi\u0142o\u015bci\u0105, a\u017c nie spos\u00f3b by\u0142o ju\u017c oddzieli\u0107 dziewczyny, kt\u00f3r\u0105 zna\u0142em, od istoty, kt\u00f3ra nosi\u0142a jej twarz. Mo\u017ce Karolina nadal istnieje gdzie\u015b w tej ciemno\u015bci. Mo\u017ce to ona p\u0142acze, gdy tamto si\u0119 u\u015bmiecha. A mo\u017ce w\u0142a\u015bnie na tym polega najokrutniejsza przemiana, \u017ce demon nie przychodzi z zewn\u0105trz, lecz powoli staje si\u0119 tym, co najbardziej ludzkie zosta\u0142o w cz\u0142owieku skrzywdzone.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Teraz stoi na jeziorze.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Widz\u0119 j\u0105 przez okno pracowni. \u015anieg \u015bwieci w blasku ksi\u0119\u017cyca, a ona czeka po\u015brodku zamarzni\u0119tej tafli, w bia\u0142ej sukni, z w\u0142osami rozwianymi na wietrze, kt\u00f3rego tutaj nie ma. Wyci\u0105ga do mnie r\u0119k\u0119. Nie zostawia \u015blad\u00f3w.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Wiem ju\u017c, \u017ce nie id\u0119 po wiedz\u0119.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Nie id\u0119 po mi\u0142o\u015b\u0107.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Id\u0119, poniewa\u017c ona od dawna jest we mnie, a lustro tylko pokaza\u0142o mi miejsce, do kt\u00f3rego zawsze zmierza\u0142em.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Je\u015bli kto\u015b znajdzie te zapiski, niech nie patrzy zbyt d\u0142ugo w zwierciad\u0142o w mojej pracowni. Niech je rozbije, zakopie, zatopi w jeziorze albo odda ogniowi, je\u015bli ogie\u0144 w og\u00f3le mo\u017ce zniszczy\u0107 co\u015b, co nauczy\u0142o si\u0119 \u017cy\u0107 w odbiciu.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Karolina wo\u0142a.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Musz\u0119 i\u015b\u0107.<\/p>\n\n\n\n<h2 class=\"wp-block-heading\">III. Epilog. G\u0142os zza tafli<\/h2>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Nie wiem, ile czasu min\u0119\u0142o.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Po tej stronie czas nie p\u0142ynie, lecz osiada na wszystkim jak kurz na zamkni\u0119tych pokojach. S\u0105 chwile, gdy wydaje mi si\u0119, \u017ce dopiero przed chwil\u0105 wyszed\u0142em z pa\u0142acu i ruszy\u0142em przez \u015bnieg w stron\u0119 jeziora. Pami\u0119tam trzask lodu pod stopami, ch\u0142\u00f3d wnikaj\u0105cy przez buty, bia\u0142\u0105 posta\u0107 Karoliny i jej d\u0142o\u0144 wyci\u0105gni\u0119t\u0105 ku mnie z obietnic\u0105, kt\u00f3rej nie potrafi\u0142em ju\u017c odrzuci\u0107. Potem by\u0142 huk p\u0119kaj\u0105cej tafli, ciemno\u015b\u0107 lodowatej wody i nag\u0142e \u015bwiat\u0142o, zbyt ostre, by mog\u0142o nale\u017ce\u0107 do ksi\u0119\u017cyca.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">A p\u00f3\u017aniej zobaczy\u0142em siebie.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Sta\u0142em po drugiej stronie lustra i patrzy\u0142em na pracowni\u0119.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Na pocz\u0105tku s\u0105dzi\u0142em, \u017ce \u015bni\u0119. Cz\u0142owiek chwyta si\u0119 takich wyja\u015bnie\u0144 nawet wtedy, gdy nie ma ju\u017c cia\u0142a, snu ani przebudzenia. Widzia\u0142em biurko, przewr\u00f3cone krzes\u0142o, \u015bwiece wypalone do ko\u0144ca, mis\u0119 z ciemn\u0105 wod\u0105 i w\u0142asne zapiski le\u017c\u0105ce na blacie. Wszystko by\u0142o tak blisko, \u017ce gdy unios\u0142em r\u0119k\u0119, spodziewa\u0142em si\u0119 dotkn\u0105\u0107 drewna ramy.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Dotkn\u0105\u0142em szk\u0142a.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Nie by\u0142o zimne ani ciep\u0142e. Nie by\u0142o twarde w zwyk\u0142y spos\u00f3b. Ust\u0119powa\u0142o lekko pod palcami, jak b\u0142ona napi\u0119ta mi\u0119dzy jednym \u015bwiatem a drugim, lecz nie pozwala\u0142o przej\u015b\u0107. Krzycza\u0142em, cho\u0107 nie mia\u0142em g\u0142osu. Uderza\u0142em pi\u0119\u015bciami, cho\u0107 moje d\u0142onie nie by\u0142y ju\u017c d\u0142o\u0144mi. Po drugiej stronie nikt mnie nie s\u0142ysza\u0142.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Karolina sta\u0142a za mn\u0105.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Nie od razu si\u0119 odwr\u00f3ci\u0142em, poniewa\u017c ba\u0142em si\u0119 zobaczy\u0107 to, co ju\u017c wiedzia\u0142em. Kiedy w ko\u0144cu spojrza\u0142em, ujrza\u0142em nie dziewczyn\u0119 z Kr\u00f3lewca i nie kobiet\u0119 z jeziora, lecz co\u015b wi\u0119kszego, z\u0142o\u017conego z wielu twarzy. Jej jasne w\u0142osy sp\u0142ywa\u0142y na ramiona, ale porusza\u0142y si\u0119 jak mokre korzenie. Oczy mia\u0142a czarne, a w ich g\u0142\u0119bi widzia\u0142em ma\u0142e odbicia ludzi, kt\u00f3rzy patrzyli kiedy\u015b zbyt d\u0142ugo.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">\u2013 Obieca\u0142a\u015b mi prawd\u0119 \u2013 powiedzia\u0142em, cho\u0107 s\u0142owa nie wysz\u0142y z ust, tylko z samego \u015brodka mojego l\u0119ku.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">U\u015bmiechn\u0119\u0142a si\u0119, a ten u\u015bmiech by\u0142 nadal pi\u0119kny, bo pi\u0119kno nie znika nawet wtedy, gdy staje si\u0119 narz\u0119dziem pot\u0119pienia.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">\u2013 Przecie\u017c j\u0105 dosta\u0142e\u015b.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Od tamtej pory nauczy\u0142em si\u0119 czeka\u0107.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Widzia\u0142em, jak wr\u00f3cili do pa\u0142acu ludzie ze wsi i resztki s\u0142u\u017cby. Widzia\u0142em Segala, kt\u00f3ry wszed\u0142 do pracowni z r\u00f3\u017ca\u0144cem owini\u0119tym wok\u00f3\u0142 d\u0142oni. Starzec spojrza\u0142 w lustro tylko raz i natychmiast si\u0119 odwr\u00f3ci\u0142, lecz chyba mnie rozpozna\u0142, bo jego twarz skurczy\u0142a si\u0119 z b\u00f3lu. Chcia\u0142em b\u0142aga\u0107 go o pomoc. Chcia\u0142em, by rozbi\u0142 zwierciad\u0142o, by rzuci\u0142 w nie krzes\u0142em, kamieniem, czymkolwiek. On jednak tylko prze\u017cegna\u0142 si\u0119 i wyszed\u0142, a po kilku dniach pa\u0142ac zamkni\u0119to.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Potem przychodzili inni.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Ciekawscy, spadkobiercy, urz\u0119dnicy, robotnicy, z\u0142odzieje, m\u0142ode kobiety szukaj\u0105ce dreszczu, m\u0119\u017cczy\u017ani udaj\u0105cy odwag\u0119 przed sob\u0105 nawzajem. Wi\u0119kszo\u015b\u0107 patrzy\u0142a kr\u00f3tko i odchodzi\u0142a z niepokojem, kt\u00f3rego nie umia\u0142a nazwa\u0107. Niekt\u00f3rzy widzieli mnie. Przyciska\u0142em d\u0142onie do tafli, pr\u00f3bowa\u0142em u\u0142o\u017cy\u0107 twarz tak, by przypomina\u0142a dawn\u0105, lecz z ka\u017cdym rokiem coraz trudniej by\u0142o mi pami\u0119ta\u0107 w\u0142asne rysy. Lustro odbiera cz\u0142owiekowi twarz powoli. Najpierw rozmazuje spojrzenie, potem usta, potem wszystko, co pozwala\u0142o mu powiedzie\u0107: to jestem ja.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Karolina przychodzi rzadziej.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">A mo\u017ce jest tutaj zawsze, tylko nie potrzebuje ju\u017c udawa\u0107 obecno\u015bci. Czasem s\u0142ysz\u0119 jej \u015bmiech w korytarzach po tej stronie, czasem widz\u0119 j\u0105 nad jeziorem, kt\u00f3re nie jest jeziorem, pod niebem, kt\u00f3re nie jest niebem. Wok\u00f3\u0142 niej kr\u0105\u017c\u0105 inni, dawni patrz\u0105cy, dawni kochankowie, dawni uczeni i g\u0142upcy. Niekt\u00f3rzy wci\u0105\u017c wierz\u0105, \u017ce pewnego dnia przejd\u0105 z powrotem. Ja ju\u017c nie wierz\u0119.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Najgorsze nie jest uwi\u0119zienie.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Najgorsze jest to, \u017ce zaczynam rozumie\u0107 jej g\u0142\u00f3d.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Kiedy kto\u015b staje przed lustrem i patrzy d\u0142u\u017cej, ni\u017c powinien, czuj\u0119 jego ciep\u0142o. Czuj\u0119 jego wspomnienia, samotno\u015b\u0107, win\u0119, pragnienia, kt\u00f3rych sam si\u0119 wstydzi. Wtedy co\u015b we mnie budzi si\u0119 i podchodzi bli\u017cej tafli. Chc\u0119 ostrzec, lecz jednocze\u015bnie chc\u0119, aby zosta\u0142. Chc\u0119, by patrzy\u0142 jeszcze chwil\u0119. Chc\u0119 dotkn\u0105\u0107 jego \u015bwiata przez jego oczy.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">By\u0107 mo\u017ce tak w\u0142a\u015bnie rodz\u0105 si\u0119 demony.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Nie z piek\u0142a, nie z kl\u0105twy, nie z czarnej mszy odprawionej przez szale\u0144ca. Rodz\u0105 si\u0119 z ludzi, kt\u00f3rzy zbyt d\u0142ugo pozostawali sami ze swoim pragnieniem, a\u017c w ko\u0144cu pragnienie nauczy\u0142o si\u0119 m\u00f3wi\u0107 ich g\u0142osem.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">Je\u015bli wi\u0119c staniesz kiedy\u015b w pustej pracowni pa\u0142acu w Go\u0142ubiach i zobaczysz w wielkim lustrze zamazan\u0105 posta\u0107 m\u0119\u017cczyzny, nie pr\u00f3buj rozpozna\u0107 jego twarzy. Nie pochylaj si\u0119 bli\u017cej, nie przyk\u0142adaj d\u0142oni do szk\u0142a, nie s\u0142uchaj szeptu, kt\u00f3ry wyda ci si\u0119 znajomy.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">To mog\u0119 by\u0107 ja.<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\">A mo\u017ce ju\u017c nie ja?<\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><\/p>\n\n\n\n<p class=\"has-medium-font-size wp-block-paragraph\"><em>Je\u015bli dotar\u0142e\u015b do ko\u0144ca mojego opowiadania, to ju\u017c wielki plus dla mnie jako autora. Je\u015bli postawisz mi kaw\u0119, potraktuj\u0119 j\u0105 nie tylko jako podzi\u0119kowanie za wsp\u00f3lnie sp\u0119dzony czas, ale r\u00f3wnie\u017c jako ma\u0142y impuls, \u017ce warto pisa\u0107 dalej, bo gdzie\u015b po drugiej stronie ekranu kto\u015b czeka na nast\u0119pne opowiadanie.<\/em><\/p>\n\n\n\n<p class=\"wp-block-paragraph\"><strong><a href=\"https:\/\/buycoffee.to\/kuryer-dworski\">\u2615 Postaw kaw\u0119 Skrybie<\/a><\/strong><\/p>\n\n\n\n<div class=\"wp-block-comments\">\n\n\n\n\n\n\t<div id=\"respond\" class=\"comment-respond wp-block-post-comments-form\">\n\t\t<h3 id=\"reply-title\" class=\"comment-reply-title\">Dodaj komentarz <small><a rel=\"nofollow\" id=\"cancel-comment-reply-link\" href=\"\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages\/416#respond\" style=\"display:none;\">Anuluj pisanie odpowiedzi<\/a><\/small><\/h3><form action=\"https:\/\/kuryerdworski.pl\/wp-comments-post.php\" method=\"post\" id=\"commentform\" class=\"comment-form\"><p class=\"comment-notes\"><span id=\"email-notes\">Tw\u00f3j adres email nie zostanie opublikowany.<\/span> <span class=\"required-field-message\">Wymagane pola s\u0105 oznaczone <span class=\"required\">*<\/span><\/span><\/p><p class=\"comment-form-comment\"><label for=\"comment\">Komentarz <span class=\"required\">*<\/span><\/label> <textarea id=\"comment\" name=\"comment\" cols=\"45\" rows=\"8\" maxlength=\"65525\" required><\/textarea><\/p><p class=\"comment-form-author\"><label for=\"author\">Nazwa <span class=\"required\">*<\/span><\/label> <input id=\"author\" name=\"author\" type=\"text\" value=\"\" size=\"30\" maxlength=\"245\" autocomplete=\"name\" required \/><\/p>\n<p class=\"comment-form-email\"><label for=\"email\">Adres email <span class=\"required\">*<\/span><\/label> <input id=\"email\" name=\"email\" type=\"email\" value=\"\" size=\"30\" maxlength=\"100\" aria-describedby=\"email-notes\" autocomplete=\"email\" required \/><\/p>\n<p class=\"comment-form-url\"><label for=\"url\">Witryna internetowa<\/label> <input id=\"url\" name=\"url\" type=\"url\" value=\"\" size=\"30\" maxlength=\"200\" autocomplete=\"url\" \/><\/p>\n<p class=\"comment-form-cookies-consent\"><input id=\"wp-comment-cookies-consent\" name=\"wp-comment-cookies-consent\" type=\"checkbox\" value=\"yes\" \/> <label for=\"wp-comment-cookies-consent\">Zapami\u0119taj moje dane w tej przegl\u0105darce podczas pisania kolejnych komentarzy.<\/label><\/p>\n<p class=\"form-submit wp-block-button\"><input name=\"submit\" type=\"submit\" id=\"submit\" class=\"wp-block-button__link wp-element-button\" value=\"Dodaj komentarz\" \/> <input type='hidden' name='comment_post_ID' value='416' id='comment_post_ID' \/>\n<input type='hidden' name='comment_parent' id='comment_parent' value='0' \/>\n<\/p><\/form>\t<\/div><!-- #respond -->\n\t<\/div>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Pami\u0119tnik Hrabiego Stillfrieda I. Prolog. Danzig, K\u00f6nigsberg, Berlin 1918\u20131928 By\u0142 czas, gdy zdawa\u0142o mi si\u0119, \u017ce \u017cycie istnieje wy\u0142\u0105cznie po to, by je trwoni\u0107 z mo\u017cliwie najwi\u0119kszym wdzi\u0119kiem. Mia\u0142em nazwisko, pieni\u0105dze, pa\u0142ac, kilka kamienic, znajomo\u015bci w Gda\u0144sku i Kr\u00f3lewcu, a tak\u017ce t\u0119 szczeg\u00f3ln\u0105 bezczelno\u015b\u0107 m\u0119\u017cczyzny, kt\u00f3remu d\u0142ugo wybaczano wi\u0119cej ni\u017c innym, poniewa\u017c umia\u0142 si\u0119 k\u0142ania\u0107, [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":0,"parent":0,"menu_order":0,"comment_status":"open","ping_status":"closed","template":"","meta":{"advanced_seo_description":"","jetpack_seo_html_title":"","jetpack_seo_noindex":false,"footnotes":""},"class_list":["post-416","page","type-page","status-publish","hentry"],"jetpack_sharing_enabled":true,"jetpack-related-posts":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages\/416","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages"}],"about":[{"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/types\/page"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=416"}],"version-history":[{"count":7,"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages\/416\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":754,"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages\/416\/revisions\/754"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/kuryerdworski.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=416"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}